Euro źródłem problemów Południa
 Oceń wpis
   

W minionym tygodniu Premier D.Tusk, podczas swojej wizyty w Portugalii, stwierdził, że nie ma w Polsce nikogo, kto uważałby, że problemy krajów Południa Europy mają swoje źródło we wspólnej walucie - euro. Tego typu wypowiedziami (teza ta pojawiała się w wypowiedziach Premiera już wcześniej) Premier wyraźnie wskazuje, że należy do grona tych osób, które problemy Południa przypisują … no właśnie czemu? Nieodpowiedzialności tych krajów? Krajom Europy Środkowo-Wschodniej, które wstępując do UE przejęły część tamtejszego przemysłu? Czy może produkującym tanie towary Chińczykom? Szkoda, że tego Pan Premier nie dopowiedział, każdy skutek bowiem musi mieć jakąś przyczynę.

Nie na ten brak dopowiedzenia chciałbym jednak zwrócić uwagę. Otóż chciałbym zauważyć, że w Polsce jest co najmniej jedna osoba (mam na myśli siebie), która uważa, że dzisiejsze problemy krajów Południa (a tym samym całej Europy) są bezpośrednim następstwem wprowadzenia w tych krajach wspólnej waluty. Poniżej kilka argumenty za takim stwierdzeniem.

Po pierwsze wprowadzenie euro obaliło jedną z hipotez, którą na roboczo przyjęto gdy tworzono unię gospodarczą i walutową, a mianowicie tę, że wspólna waluta prowadzi do pogłębienia konwergencji posługujących się nią gospodarek i tym samym zmniejsza ryzyko wystąpienia tzw. asymetrycznych szoków (szoków gospodarczych, które odnoszą się jedynie do niektórych obszarów – np. krajów – strefy walutowej). Co więcej okazało się, że swoboda przepływu kapitału w połączeniu z wyeliminowaniem ryzyka kursowego (efekt wspólnej waluty) mogą wręcz prowadzić do powstawania takich szoków, jak chociażby tego związanego z gwałtownym spadkiem stóp procentowych (krótko- i długoterminowych). W odniesieniu do stóp krótkoterminowych, gdyby ustalane były one przez narodowe banki centralne krajów Południa nigdy (ze względu na ich charakterystykę wzrostu-inflacji) nie byłyby tak niskie jak te ustalane przez EBC. W przypadku stóp długoterminowych, bez wstąpienia do strefy euro na Południu nie wystąpiłby efekt tzw. „zapożyczonej wiarygodności” – przypisywania krajom Południa wiarygodności polityki monetarnej (gospodarczej) Niemiec – prowadzący do znaczącej redukcji tzw. premii za ryzyko (kluczowej składowej długoterminowych stóp). Jak to wszystko ma się do kryzysu? Otóż ten szok stóp procentowych doprowadził do radykalnej zmiany zachowań gospodarstw domowych, firm i rządów; na zbyt niskie – z punktu widzenia adekwatności sytuacji gospodarczej – stopy zareagowały on powszechnie spadkiem skłonności do oszczędzania i gwałtownym wzrostem zainteresowania długiem. Ten ostatni posłużył do stymulowania konsumpcyjnego i nieruchomościowego boomu. Równocześnie malejące oszczędności powodowały, że finansowanie krajowe szybko okazało się niewystarczające, co uruchomiło spiralę zadłużania się za granicą (na Północy). Dalszą część tej historii wszyscy znamy.

Malkontenci powiedzą, że takie zjawiska jak nadmierne zadłużanie się (w tym za granicą) jest w historii znane dość powszechnie i nie dotyczy jedynie krajów strefy euro. To prawda, tyle tylko, że zawsze musi istnieć powód prowadzący do uruchomienia spirali zadłużania się, a poza tym istotna jest także skala tego procesu. I tu przechodzimy do drugiego argumentu, że to euro stoi za problemami Południa. Jeśli chodzi bowiem o powód to, z reguły masowe zadłużanie się za granicą jest możliwe jedynie w warunkach przekonania pożyczkodawców o braku ryzyka takiego działania. W przypadku Południa takie przekonanie zbudowane zostało na kilku solidnych fundamentach związanych bezpośrednio z członkostwem tych krajów w strefie euro. Ryzyko kursowe zostało wyeliminowane poprzez wspólną walutę, a ryzyko kraju poprzez domniemanie, że w przypadku problemów strefa będzie musiała ratować bankrutów, po to by samej móc przetrwać.

W odniesieniu do skali możliwego zadłużenia się kraje posiadające własną walutę muszą cały czas liczyć się z poziomem deficytu rachunku obrotów bieżących. Jakiekolwiek obawy o jego nadmierny wzrost (np. w związku z nadmiernym zadłużaniem się za granicą) powodują uruchomienie mechanizmów samodostosowawczych. Stąd też w przypadku deficytu mówi się, że odgrywa on rolę „wczesnego sygnału ostrzegawczego”. Jeśli inwestorzy zagraniczni uznają, że deficyt jest nadmierny przestaną go finansować doprowadzając do osłabienia waluty i dostosowania cen relatywnych w gospodarce (podrożenia importu i potanienia eksportu). W krajach Południa takiego sygnału ostrzegawczego i takiego dostosowania nie było. Wprowadzenie euro stworzyło przekonanie, że deficyt rachunku obrotów bieżących krajów Południa przestaje być problemem. Uznano, że zawsze znajdzie się dla niego jakaś forma finansowania, w skrajnym przypadku poprzez system bilansowania sald banków centralnych. W efekcie przez wiele lat kraje Południa utrzymywały znaczne deficyty rachunku obrotów bieżących (przekraczające nawet 10% PKB), nie podejmując żadnych działań by je wyeliminować. W całym tym podejściu zapomniano wszakże o jednak ważnym szczególe; że granicę zadłużania się nie zawsze wyznacza dostępność środków (płynność), czasem bywa nią …. niewypłacalność dłużników. System wczesnego ostrzegania i dostosowania nierównowag w gospodarce (jakim jest własna waluta) zastąpiono w ramach strefy euro mechanizm umożliwiającym narastanie tych nierównowag, aż do czasu niewypłacalności całych sektorów gospodarki, a nawet całych krajów.

Wreszcie na koniec trzeba dodać trzeci argument; otóż bez euro walka z kryzysem (a tym samym jego skala) w krajach Południa byłaby zdecydowanie łatwiejsza. Brak własnej waluty i własnego (podejmującego niezależne decyzje) banku centralnego spowodował znaczne ograniczenie możliwości reagowania. Kraje te zostały zdane na łaskę i niełaskę EBC (niektóre także MFW), który biorąc pod uwagę konieczność uwzględniania interesów wielu krajów (znajdujących się w bardzo różnej sytuacji) nie zawsze podejmował decyzje najbardziej optymalne z punktu widzenia Południa (nie mówiąc już o MFW, który sam przyznaje, że popełniał wręcz kardynalne błędy).

Reasumując, bez euro na poziomie mikro, nie możliwe byłoby takie ukierunkowanie bodźców dla gospodarstw (malejące oszczędności, rosnące zadłużenie), firm (nadmierne/nietrafione inwestycje) czy instytucji finansowych (gotowość finansowania), które na poziomie makro umożliwiło stworzenie modelu wzrostu strefy opartego na konsumpcyjnym i nieruchomościowym boomie Południa, finansowanego (w formie długu) przez Północ. Równocześnie ta ostatnia korzystając z boomu i postępującej deindustrializacji Południa sama rosła dzięki eksportowi. Taki model rozwoju Europy sprawił, że istotne problemy strukturalne krajów Południa (niska konkurencyjność, korupcja, unikanie podatków itd., itp.) mogły przez wiele lat pozostać niezaadresowane, a wiele z nich uległo w tym czasie eskalacji. Każdy kryzys musi mieć swoją przyczynę i tą przyczyną w przypadku obecnego kryzysu krajów Południa Europy jest przedwczesne przyjęcie przez nie euro.
 

Komentarze (1)
Wyniki firm w Q1’13... Co kołem zamachowym gospodarki?
1 | 2 | 3 | 4 |


   

Najnowsze wpisy
2017-11-26 14:48 Optymizm Komisji
2017-11-15 20:40 Co po obecnym boomie?
2017-11-03 10:57 Kto będzie finansował (duże) firmy?
2017-10-22 16:03 Spokój na powierzchni oceanu
2017-10-14 09:15 MMŚP - motor napędowy gospodarki?
Najnowsze komentarze
2017-11-16 03:28
piotr janiszewski1:
Co po obecnym boomie?
CO...!!??? Kierunek ex ante pokazuje od wielu miesięcy SWIG80...!!!
2017-11-07 15:46
angling:
Kto będzie finansował (duże) firmy?
Crowdfunding też odpada w Polsce po ostatnim "incydencie" z Secret Service.
2017-11-05 08:29
artysta:
Kto będzie finansował (duże) firmy?
Najlepszy jest kredyt kupiecki.
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak