Czas odgrzać starego kotleta? - cz.1
 Oceń wpis
   

Jakby w lokalnej i zagranicznej polityce gospodarczej mało było ciekawych tematów, początek roku przyniósł próbę odgrzania przycichłej w ostatnich miesiącach debaty na temat naszego ewentualnego członkostwa w strefie euro. Stało się tak m.in. za sprawą artykułu prof. G.Kołodki we wtorkowym wydaniu Rzeczpospolitej.

Wielokrotnie na łamach tego bloga dawałem wyraz krytycznej ocenie strefy euro (m.in. w „Euro – kosztowny gadżet”, „Euro a łapanie pcheł”, „Czy warto przyspieszać integrację ze strefą euro?”, „Dłuższa droga do euro”, by przywołać jedynie kilka większych wpisów poświęconych temu zagadnieniu), tego w jakim kształcie powstała, jak jest zarządzana itd.

Nie oznacza to jednak, że temat członkostwa w strefie nie powinien dla Polski funkcjonować. Z  jednej strony jest to nasze traktatowe zobowiązanie (wstępując do UE zobowiązaliśmy się także do wprowadzenia euro), z drugiej w określonych warunkach może to być dla nas ważna strategicznie opcja. Z tych względów warto moim zdaniem mieć temat strefy „na radarze”, obserwować jej ewolucję podobnie jak zmiany w polskiej gospodarce w kontekście ewentualnego członkostwa. Taki jest też cel niniejszego wpisu – będę w nim chciał powrócić do  kwestii, które pojawiały się w moich wcześniejszych artykułach (chociażby w tych wymienionych powyżej), sprawdzić na ile pozostają aktualne. Spojrzę też szerzej, czy pojawiły się jakieś nowe aspekty, które warto wziąć pod rozwagę.

 

To co wiemy na podstawie dotychczasowych doświadczeń strefy.

Ogólne wnioski jakie płyną z dotychczasowych doświadczeń związanych z funkcjonowaniem strefy euro wskazują, że przy niewłaściwym przygotowaniu do członkostwa, niewłaściwym kształcie strefy oraz przy niezrozumieniu mechanizmów funkcjonowania jednolitego obszaru walutowego (za czym idzie niewłaściwa polityka gospodarcza) bilans ekonomicznych korzyści i kosztów członkostwa może dla danego kraju okazać się negatywny. Taka sytuacja rodzi z kolei liczne napięcia społeczno-polityczne, których konsekwencje po części już się ujawniły (np. w krajach takich jak Grecja czy Hiszpania), a w pełni będę się dopiero objawiać.

Jeśli chodzi o szczegółowe aspekty związane z dotychczasowym funkcjonowaniem strefy euro, to zebrałem je w poniższej tabeli. Pierwsza kolumna obejmuje zdiagnozowane aspekty (ich lista powstała na bazie wspomnianych wyżej wpisów/artykułów), stanowiące potencjalne wyzwanie w przypadku członkostwa Polski w strefie euro. Z kolei druga kolumna to bieżąca ocena sytuacji (realności danego zagrożenia) oraz kierunku zachodzących zmian.

Aspekty związane z funkcjonowanie strefy euro (potencjalne wyzwanie dla Polski w przypadku członkostwa)

Aktualna ocena (w odniesieniu do Polski) realności zagrożenia

Strefa euro powstała w oparciu o niewłaściwe rozwiązania instytucjonalne, w rzeczywistości  powinna albo skupiać mniejszą ilość bardziej homogenicznych krajów, albo posiadać mechanizmy federalizmu fiskalnego (pozwalające na wsparcie krajów mających problemy bez nadmiernego obciążania tychże krajów). Ta niewłaściwa konstrukcja nie pozwala (w określonych sytuacjach) na pełne wykorzystanie potencjalnych korzyści wynikających z bycia członkiem strefy euro.

·  W tym zakresie niewiele się zmieniło. Powstały wprawdzie mechanizmy przejściowo odciążające pojedyncze kraje będące w kryzysie (np. poprzez niższe koszty obsługi zadłużenia), ale nie powstał mechanizm (wspólny budżet) dysponujący odpowiednio dużymi środkami pomagający trwale wyjść ze strukturalnych problemów jakiejś gospodarki.  W efekcie kraj, który wpada w przysłowiowe bagno, musi niejako sam wyciągać się za włosy, co w warunkach ograniczonych narzędzi (ujednoliconej polityki) okazuje się często przedsięwzięciem karkołomnym

·  Oddzielna kwestia dotyczy tego czy Polska będąc w strefie euro miałaby „predyspozycje” do wpadania w poważne problemy strukturalne. W tym kontekście ważne są moim zdaniem dwa aspekty: struktura gospodarki i sposób konkurowania na międzynarodowych rynkach. Jeśli chodzi o strukturę gospodarki, to działa ona na naszą korzyść, a to za sprawą silnej dywersyfikacji branżowej (co ogranicza siłę oddziaływania sektorowych szoków) oraz relatywnie wysokiego udziału przetwórstwa przemysłowego (dzięki czemu mamy przesłanki do zbilansowanych przepływów z zagranicą). Na naszą niekorzyść działa model międzynarodowej konkurencji oparty w głównej mierze na niskich kosztach wytwarzania (sprawia to, że nasza konkurencyjność wystawiona jest na szoki o charakterze wewnętrznym i zewnętrznym – więcej na ten temat poniżej)  

W krajach Południa strefy euro niski poziom stóp doprowadził do stymulowania sztucznego boomu (w oparciu o tani kredyt), co prowadziło do zaniedbania kwestii konkurencyjności gospodarki i zwiększania jej złożoności (tym samym produktywności). Wyrazem tych procesów było z jednej strony narastanie deficytu rachunku obrotów bieżących (odzwierciedlające niską skłonność do oszczędzania), a z drugiej niskie wskaźniki innowacyjności (pod tym względem krajom Południa znacznie bliżej było i jest do EŚW niż do Północy strefy).

Z punktem powyższym wiąże się także nieco szerszy aspekt – kwestia efektywnego wykorzystania kapitału. Choć transgraniczne przepływy okazały się bezproblemowe (do czasu wybuchu kryzysu), to wykorzystanie kapitału już nie. Dość powszechnie pożyczane za granicą (w ramach strefy) fundusze były wykorzystywane do finansowania nieproduktywnych inwestycji (spekulacja w nieruchomościach) i/lub nadmiernej konsumpcji, co w konsekwencji doprowadziło do spadku potencjalnego tempa wzrostu i  akumulacji nadmiernych długów.  

·  W ostatnich latach wystąpiła istotna konwergencja stóp procentowych pomiędzy Polską a strefą euro (różnica pomiędzy poziomem stóp w Polsce i strefie jest dziś niższa  niż jeszcze kilka lat temu, zdecydowanie mniejsza niż w sytuacji krajów Południa przystępujących do strefy euro). W tej sytuacji  ryzyko boomu kredytowego wywołanego przez wprowadzenie euro jest dziś relatywnie niskie, szczególnie biorąc dodatkowo pod uwagę liczne ograniczenia regulacyjne jakie zostały w ostatnich latach wprowadzone oraz wyczulenie nadzorcy systemu finansowego na ten aspekt. Warto jednak zauważyć, że swego rodzaju „pokusa” wykorzystania taniego i łatwo dostępnego kredytu będzie się w przyszłości pojawiać (np. w sytuacji spowolniającego wzrostu) i w tym kontekście istotne jest to, na ile instytucje nadzorcze są niezależne od rządu (pod tym względem sytuacja moim zdaniem zmieniła się w ostatnim roku na gorsze).

·  Polityka nowego rządu (w szczególności Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju) wiele uwagi przykłada do kwestii konkurencyjności gospodarki i jej większej złożoności (innowacyjności). To dość zasadnicza zmiana w stosunku do rządów PO-PSL, które zakładały że jest to kwestia wtórna, która ureguluje się sama (w efekcie działania niewidzialnej ręki rynku). Kluczowe pytanie dotyczy tego co ze Strategii uda się zrealizować.

·  Największy problem w odniesieniu do tego punktu jest moim zdaniem związany z tym, że łatwiejszy (po wejściu do strefy euro) dostęp do euro-wego rynku kapitałowego prowadziłby do narastania zobowiązań zagranicznych, niejako „wypychając” krajowe oszczędności (nadmiar funduszy powodowałby spadek ich ceny, a oddziałując w kierunku niższej skłonności do oszczędzania).

Przy kosztowym sposobie konkurowania rola kursu walutowego pozostaje istotna, gdyż kurs jest najbardziej „subtelnym” narzędziem przywracania konkurencyjności w kontekście ewentualnych szoków wewnętrznych (asymetryczny wzrost krajowych kosztów wytwarzania w naszym kraju) jak i zewnętrznych (spadek kosztów wytwarzania w którymś z krajów w naszym otoczeniu) przejawiających się w niekorzystnych trendach w zakresie realnego efektywnego kursu walutowego.

Punkt ten nawiązuje do doświadczeń krajów Południa z tzw. wewnętrzną dewaluacją (ang. internal devaluation). Otóż okazuje się, że dostosowanie w ten sposób natrafia na istotne ograniczenia (prowadzi do relatywnego wzrostu zadłużenia  - bo płace/dochody spadają, spadku popytu wewnętrznego,  maksymalizacji zysków a nie poprawy konkurencyjności, niesymetrycznego rozkładu kosztów dostosowania).

·  W kontekście Polski potencjalnym źródłem szoku wewnętrznego może być zmiana równowagi na rynku pracy związana z trendami demograficznymi. Jeśli firmy nie dostosują się do narastającej presji płacowej inwestując w wydajność, to w perspektywie kilku lat ich międzynarodowa sytuacja konkurencyjna może ulec gwałtownemu pogorszeniu,

·  W kontekście zewnętrznego szoku konkurencyjności największe wyzwanie wydaje się być obecnie związane z dostępem do unijnego rynku towarów z Ukrainy. Kraj ten dysponuje znaczącymi przewagami kosztowymi w stosunku do Polski (średnia płaca stanowi ok. 20% średniej w naszym kraju) i jeśli uda mu się zapewnić w miarę stabilne warunku działalności gospodarczej może w niektórych branżach stosunkowo szybko stanowić bezpośrednią konkurencję dla naszej produkcji.  

·  Znaczenie obu tych punktów znacząco by osłabło, gdyby polskie firmy w coraz szerszym zakresie przesuwały się w kierunku „poza-cenowego” modelu konkurencji opartego na unikalnych walorach wyrobu (innowacyjność, jakość, marka itd.). W tym względzie za pozytywne należy postrzegać rosnącą świadomość wśród firm korzyści z konkurencji poza-cenowej (choć jeszcze stosunkowo rzadko przekłada się to na konkretne działania) oraz działania rządu mające na celu wsparcie firm w zmianie ich modelu konkurencji (a także wsparcie dla procesów inwestycyjnych w nowych, zaawansowanych technologicznie obszarach)

Kryzys strefy euro wykazał, że w warunkach jednolitej polityki monetarnej i przy braku federalizmu fiskalnego istnieje silna potrzeba posiadania znacznego bufora fiskalnego (relacja długu publicznego do PKB powinna być niska), po to by móc podjąć znaczącej skali działania w warunkach dotykających gospodarkę szoków (dość umownie przyjmuje się, że dobrze jest jeśli dług publiczny nie przekracza 40% PKB)

·  Strategia obecnego rządy wydaje się polegać na utrzymywaniu długu publicznego w granicach  50-60% PKB. Co więcej znaczna rozbudowa programów socjalnych (500+, wcześniejsze emerytury itd.) będzie prowadzić do eskalacji problemów fiskalnych w warunkach wszelkiego rodzaju szoków. Tym samym będzie to ograniczać pole dla polityki fiskalnej jako ewentualnego narzędzia anty-cyklicznego. Taka sytuacja stanowi moim zdaniem silny argument za pozostaniem przy własnej walucie, gdyż przy braku możliwości reakcji sfery fiskalnej (konstytucyjne limity zadłużenia) to deprecjacja waluty będzie w warunkach szoku stanowić jedyny znaczący mechanizm jego absorpcji.

·  W swym artykule prof. Kołodko zwraca uwagę na możliwość ograniczenia długu publicznego przy wykorzystaniu rezerw walutowych (których rola w przypadku wejścia do strefy euro znacząco by spadła). To ciekawa opcja, choć moim zdaniem sama w sobie niewystarczająca, gdyż nie adresuje kwestii ryzyka szybkiego narastania długu w przyszłości (w związku z obciążeniami socjalnymi). Mogłoby się więc szybko okazać (podobnie jak było to przy przejęciu środków z OFE), że efekt redukcji byłby jedynie krótkotrwały. 

 

W cz. 2 zajmę się kwestią nowych aspektów, które w analizie ewentualnego członkostwa w strefie euro warto wziąć pod uwagę.

Komentarze (0)
Powrót do źródeł Czas odgrzać starego kotleta? -...

Komentarze


   

Najnowsze wpisy
2017-11-26 14:48 Optymizm Komisji
2017-11-15 20:40 Co po obecnym boomie?
2017-11-03 10:57 Kto będzie finansował (duże) firmy?
2017-10-22 16:03 Spokój na powierzchni oceanu
2017-10-14 09:15 MMŚP - motor napędowy gospodarki?
Najnowsze komentarze
2017-11-16 03:28
piotr janiszewski1:
Co po obecnym boomie?
CO...!!??? Kierunek ex ante pokazuje od wielu miesięcy SWIG80...!!!
2017-11-07 15:46
angling:
Kto będzie finansował (duże) firmy?
Crowdfunding też odpada w Polsce po ostatnim "incydencie" z Secret Service.
2017-11-05 08:29
artysta:
Kto będzie finansował (duże) firmy?
Najlepszy jest kredyt kupiecki.
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak