Rytm gospodarki

Andrzej Halesiak

Kategoria: Polska gospodarka (Strona 1 z 2)

Rok Świętego Mikołaja

Wprawdzie do Mikołajek pozostało jeszcze sporo czasu, ale w bieżącym roku w naszym kraju na prezenty nie trzeba będzie czekać aż do 6 grudnia. Już dziś bowiem wiemy, że tegoroczna kampania wyborcza będzie jedną z najbardziej hojnych dla elektoratu w dziejach naszej demokracji – choć wybory do parlamentu dopiero jesienią, to licytacja ugrupowań politycznych na obietnice trwa w najlepsze już od kilku miesięcy. Nim pójdziemy do urn wyborczych uda się z pewnością jeszcze wiele obiecać, a w części pewnie nawet zrealizować.

Z pewnością wpływ na hojność polityków miała dobra ostatnimi czasy koniunktura. Wzrost gospodarczy na poziomie 4-5% dodaje odwagi – w takich warunkach budżet łatwiej się „spina”, łatwiej więc kreuje się nowe wydatki. Taka perspektywa pomija jednak kilka istotnych faktów.

Po pierwsze od strony podażowej relatywnie silny wzrost gospodarczy jaki mieliśmy w ostatnich latach był możliwy dzięki wykorzystaniu ostatnich dostępnych rezerw (spadek stopy bezrobocia – obecnie jest ona jedną z najniższych w UE) i zwiększeniu zaangażowania zasobów obcych (import pracowników z Ukrainy, ale ich napływ w ostatnim czasie wyhamował). „Normalny” wzrost jest u nas szacowany na 3-3.5%, a i ten poziom wymaga wzrostu zasobów kapitałowych – aktywów wytwórczych w postaci budynków, maszyn, środków transportu itd. Tymczasem o procesach inwestycyjnych w polskiej gospodarce zbyt wiele dobrego powiedzieć się nie da. Od 2015 r. stopa inwestycji (ich relacja do PKB) spadała, by w 2017 r. osiągnąć najniższy poziom od 11 lat. Szczególnie martwi niski poziom najbardziej istotnych dla gospodarki nakładów inwestycyjnych firm – w 2017 r. ich relacja do PKB spadła poniżej 10% przy ponad 12% w „starej” UE i średnio ponad 14% w unijnych krajach naszego regionu. W 2018 było tylko nieco lepiej, a wiele wskazuje na to że także bieżący rok nie przyniesie inwestycyjnego przełomu. W sytuacji pojawiających się ograniczeń podażowych, napędzany przez wydatki socjalne konsumpcyjny boom będzie w coraz mniejszym stopniu rodził korzyści dla gospodarki – coraz większa część popytu na towary zaspokajana będzie przez import, a w przypadku lokalnych ze swej natury usług wyższy popyt przekładał się będzie w coraz większym stopniu na ich wyższe ceny, a nie na wolumeny.

Druga istotna kwestia jest związana z wysoką wrażliwością naszych finansów publicznych na stan koniunktury. Swego czasu opisywałem to zjawisko na przykładzie porównania do dziurawego dachu („Przeciekający dach”, Parkiet 24.07.2013). Gdy świeci słońce – panuje dobra koniunktura – fakt że dach jest dziurawy specjalnie nie przeszkadza. Inaczej jest jednak gdy zaczyna padać deszcz – koniunktura się pogarsza – wówczas dziury w dachu dają o sobie znać. Ostatnie lata słonecznej pogody zostały wprawdzie wykorzystane na to by część dziur załatać (poprawa ściągalności podatków), ale silny wzrost sztywnych wydatków socjalnych to jak wybijanie wielu nowych.

Po trzecie wreszcie polityka społeczno-gospodarcza, to polityka wyborów. Jeśli politycy koncentrują się na kwestiach socjalnych, to siłą rzeczy nierozwiązane pozostają ważne kwestie rozwojowe. Zmiany w tak ważnych obszarach jak chociażby niedoinwestowana służba zdrowia, armia, bezpieczeństwo wewnętrzne itd. przypominają w tej sytuacji raczej mieszanie gorzkiej herbaty niż dodawanie do niej cukru.

Można oczywiście powiedzieć, że już przy okazji ostatnich wyborów mieliśmy do czynienia z rozdawnictwem i nic złego się nie stało. Tylko na pozór. Po pierwsze jak dziś wyraźnie widać uruchomiona została spirala licytacji obietnic, z której naszemu krajowi trudno będzie się wyrwać. Po drugie trzeba pamiętać, że procesy gospodarcze z reguły nie mają charakteru laserowych cięć, po których widać natychmiastowe skutki. Złe polityki są bardziej jak rdza – ich konsekwencji nie widać od razu, ale poprzez erozję podstawowych mechanizmów gospodarczych prowadzą z czasem do problemów. Ta erozja polega na zniekształcaniu sygnałów i bodźców wysyłanych na poziom mikro (poszczególnych gospodarstw i firm). Dotyczą one np. relatywnej „opłacalności” podejmowania wysiłku pracy w stosunku do nic nie robienia (życia opartego na „budżecie”). Gdy tych, którzy mogą (przedwcześni emeryci) lub nie chcą (ze względu na szczodrość systemu socjalnego) pracować pojawia się zbyt dużo w relacji do tych, którzy generują dochody wówczas cała gospodarcza piramida zaczyna trzeszczeć. Pracujący i pracodawcy są bowiem nadmiernie obciążeni (wydatki socjalne ktoś musi przecież finansować), co działa na nich demotywująco lub wręcz przeciwnie – mobilizuje, tyle tylko że do przeniesienia się ze swą aktywnością gdzie indziej. Należy liczyć się z tym, że niekorzystne trendy wywołane złym ukierunkowaniem bodźców będą u nas narastać – w kolejnych latach bowiem na koszty składanych dziś wyborczych obietnic będą się nakładać coraz to większe ciężary wynikające z tych już obecnie realizowanych (np. skrócenia wieku emerytalnego).

Reasumując, eskalacja populistycznych obietnic i marginalizacja w programach wyborczych w zasadzie wszystkich znaczących ugrupowań politycznych elementów pro-rozwojowych to zły sygnał dla społeczeństwa i gospodarki. Owszem przez kilka lat polityka rosnących wydatków socjalnych może wspierać wzrost, ale równocześnie w mechanizmy gospodarcze wdziera się rdza. To ona sprawia, że średnio- i długofalowe skutki populizmu są zawsze negatywne i nie ma na świecie przykładu kraju, któremu taka polityka zapewniłaby trwały dobrobyt (ostatnich dowodów że tak jest dostarczają chociażby Grecja i Brazylia). Nadzieja w tym, że nasze doświadczone różnymi okolicznościami społeczeństwo nie da się tak łatwo „kupić”, choć z drugiej strony nie da się ukryć, że pokusa wiary w Świętego Mikołaja, który przynosiłby prezenty przez cały rok jest z pewnością duża.

Postawmy u nas pierwszą Fabrykę 4.0!

Jednym z głównych tematów tegorocznego szczytu w Davos był rozwój Gospodarki 4.0, w tym w szczególności przekształcenia w przemyśle – ewolucja w kierunku tzw. Przemysłu 4.0. Dla Polski to bardzo istotne zagadnienie. Należymy do stosunkowo nielicznej grupy krajów świata, które dobrze radziły sobie w ramach dotychczasowego modelu wytwarzania – byliśmy beneficjentami relokacji produkcji do tzw. „tańszych lokalizacji”, w konsekwencji przy globalnym spadku udziału wartości dodanej przetwórstwa przemysłowego w PKB, u nas udział ten rósł (w ostatnich 10 latach o blisko 5 p.p.). Rozwój przemysłu przełożył się także na znaczącą poprawę salda handlowego – z importera netto staliśmy się eksporterem.
Sukces osiągnięty w minionych latach nie może nas jednak doprowadzić do tego by spocząć na laurach – w przypadku zachodzącej właśnie rewolucji przemysłowej „dryf” jest najgorszą z możliwych opcji. Ewolucja globalnych procesów wytwarzania w kierunku Przemysłu 4.0 może prowadzić do stopniowej utraty przez nasz kraj międzynarodowej konkurencyjności. Wynika to z faktu, że Przemysł 4.0 prowadzi do przedefiniowania kryteriów inwestycyjnych – spada znaczenie niskich kosztów pracy, rośnie natomiast znaczenie wysokich kwalifikacji pracowników, tanich/niezawodnych źródeł energii oraz jakości otoczenia biznesowego. Dzięki automatyzacji w niektórych gałęziach przemysłu opłacalny staje się re-shoring (powrót fabryk do bogatszych krajów), a tym którzy prześpią zachodzące właśnie zmiany grozi wypadnięcie (na skutek braku kompatybilności) z globalnych łańcuchów tworzenia wartości.

W kontekście wymagań jakie stawia Przemysł 4.0 niepokoi fakt niskiego przeciętnie zaawansowania technologicznego polskich fabryk, niski poziom nakładów na badania i rozwój oraz niski poziom wysycenia rozwiązaniami teleinformatycznymi (szczególnie w średnich i małych firmach). Ograniczony poziom gotowości na „Przemysł 4.0” potwierdzają międzynarodowe rankingi i porównania – indeks cyfryzacji gospodarki McKinsey&Co, indeks firmy Roland Berger czy też indeks Duńskiego Instytutu Przemysłowego wskazują, że pod względem tego przygotowania plasujemy się dziś na granicy drugiej i trzeciej dziesiątki unijnych krajów.

Biorąc pod uwagę przedstawione powyżej fakty – tj. duże znaczenie przemysłu w polskiej gospodarce, ale równocześnie ogólnie niski poziom jego zaawansowania oraz rewolucyjny charakter zachodzących globalnie zmian – potrzebujemy mocnego „popchnięcia” naszej gospodarki na drodze do Przemysłu 4.0. Mogłaby temu służyć inicjatywa/projekt współfinansowany z funduszy publicznych zbudowania pierwszej w Europie Środkowo-Wschodniej Fabryki 4.0. Takie „ćwiczenie” – wykonane najlepiej we współpracy z którymś z globalnych koncernów – pozwoliłoby przetestować istniejące u nas rozwiązania regulacyjne, infrastrukturę (w szczególności tele-informatyczną), systemy logistyczne itd. Wiadomo bowiem nie od dziś, że podstawą sukcesu w dobie Przemysłu 4.0 będzie jakość otoczenia. Nie dowiemy się, gdzie i jakie istnieją w nim luki, tak długo jak tego w praktyce nie przetestujemy. Zamiast więc o Przemyśle 4.0 dywagować, lepiej po prostu go u nas stworzyć! Gdy okaże się że można, to za pierwszą Fabryką 4.0 bardzo szybko powstaną kolejne.

Opublikowane: Parkiet, 11.02.2019

Nowy fundament?

Zaczął się nowy, 2019 rok. Rok wielu symbolicznych rocznic, w tym m.in.: 30-lecia zmian ustrojowych w naszym kraju, 20-lecia członkostwa Polski w NATO, 15-lecia przystąpienia do Unii Europejskiej. W dużej mierze to właśnie na tej triadzie zasadzały się fundamenty rozwoju Polski w minionych 30 latach oraz jej funkcjonowanie w świecie. Nie da się jednak ukryć, że te fundamenty są dziś poważnie nadwyrężone. Obrany w latach 90-tych minionego wieku model liberalnej demokracji został przez część społeczeństwa w ostatnich latach zakwestionowany. Unia Europejska po dziesięcioleciach ekspansji będzie (prawdopodobnie) w 2019 r. świadkiem wyjścia jednego z krajów, a majowe wybory do Parlamentu Europejskiego mogą znacząco wzmocnić frakcję tych, którzy w mniej lub bardziej otwarty sposób podważają sens dalszego istnienia UE. W kontekście NATO rosną obawy, że coraz bardziej „luźny” stosunek do tego paktu ze strony kluczowego członka – USA – może doprowadzić do erozji całego systemu bezpieczeństwa w świecie, w tym w Europie.
W tej sytuacji rodzi się pytanie o to, czy jako kraj powinniśmy się starać położyć nowy fundament pod funkcjonowanie w nadchodzących dziesięcioleciach, czy też może poszukiwać sposobu wzmocnienia obecnych fundamentów? Jeśli mielibyśmy kłaść nowy fundament to naturalne staje się z kolei pytanie o to, co miałoby go stanowić? W kontekście polityki społeczno-gospodarczej dla niektórych taką alternatywą wydaje się być narastający powszechnie etatyzm. Jednak czy na dłuższą metę może on zdać egzamin? Trudno znaleźć jakieś racjonalne argumenty za taką tezą. Nasze własne doświadczenia epoki socjalizmu i wcześniejszych wysiłków modernizacyjnych wskazują jednoznacznie, że to ślepa droga. Wbrew twierdzeniom niektórych także sukces Chin – oparty w dużej mierze na etatyzmie – nie stanowi dowodu na to, że jest to dla nas realna alternatywa. Inne są u nas uwarunkowania społeczno-kulturowe, gospodarka jest otwarta (nie da się, jak miało to miejsce przez dziesięciolecia w Chinach, regulacyjnie ograniczyć konkurencji), a poza tym obecne tempo postępu technologicznego jest zbyt wysokie, by zbiurokratyzowane struktury mogły skutecznie kierować procesem innowacyjności (będącego dziś kluczem do globalnego sukcesu). Na dłuższą metę etatyzm uruchamia mechanizmy samodestrukcji gospodarki. Są one pochodną nepotyzmu, presji na nieuzasadnione renty czy też regulacyjnego (lub quazi-regulacyjnego) dążenia do ochrony lub uprzywilejowania pozycji państwowych firm/instytucji. Makroekonomiczną konsekwencją tych procesów jest stopniowa utrata międzynarodowej konkurencyjności gospodarki, narastanie deficytów, pojawienie się kryzysów i marginalizacja.
Drugi fundament – członkostwo w Unii Europejskiej – nie ma realnej alternatywy z bardzo prozaicznego powodu: naszej lokalizacji geograficznej. W konsekwencji nasz kraj gospodarczo zawsze będzie grawitował w kierunku najbardziej naturalnych dla niego rynków zachodnioeuropejskich. Warto przy tym przypomnieć, że UE to jeden z dwóch (obok USA) największych rynków konsumenckich w świecie (o wartości ok. 12 bilionów euro, 23% globalnej konsumpcji), więc nie bez powodu jest tam kierowane 80% naszego eksportu. O roli UE dla naszej gospodarki decyduje nie tylko potencjał tego rynku, ale także brak formalnych barier (cła, instrumenty pozataryfowe, jednolite zasady i procedury) w dostępie do niego wynikający właśnie z członkostwa w Unii.
Także w kontekście obronności brak jest realnych alternatyw dla NATO, zarówno w zakresie potencjału militarnego, jak też zdolności operacyjnych.
Reasumując, wydaje się, że szukanie nowego „zakorzenienia” dla naszego funkcjonowania w świecie to niepotrzebna strata czasu. Powinniśmy raczej zadbać o odnowienie fundamentów, które już są. W odniesieniu do stosunków społeczno-gospodarczych w praktyce oznacza to pełną implementację zapisanej w konstytucji idei społecznej gospodarki rynkowej – to mechanizmy rynkowe a nie działania urzędników muszą nadawać ton w gospodarce, czemu towarzyszyć powinny: mądra regulacja oraz mechanizmy zapewniające, że benefity prowadzonej działalności biznesowej są sprawiedliwie dzielone pomiędzy właścicieli kapitału i pracy.
W ramach UE powinniśmy wspierać działania mające na celu uzdrowienie tejże organizacji. W tym względzie największym problemem wydaje się funkcjonowanie strefy euro, która nie spełnia warunków jednolitego obszaru walutowego, co poważnie ciąży na jej rozwoju. Ponieważ scenariusz federacji jest dziś mało prawdopodobny potrzebny jest mechanizm umożliwiający potencjalne wyjście ze strefy przy pozostaniu członkiem Unii. Żaden kraj, który jest dziś w strefie nie może czuć się jej więźniem – swego rodzaju „przymusowa” obecność jej obecnych członków wzmacniania siły populistyczne w niektórych krajach UE.
W odniesieniu do NATO postulowana przez USA większa solidarność ponoszeniu kosztów funkcjonowania struktur tej organizacji jest racjonalna. Nie ma się co obrażać na to, że po latach „jazdy na gapę” przez niektóre kraje członkowskie amerykanie chcą to zmienić. Oczywiście finanse to nie jedyny problem paktu, ale czas nowej „zimnej wojny” z jaką coraz bardziej mamy do czynienia powinien zostać wykorzystany do odbudowania jedności jego członków także w wielu innych obszarach.

 

Opublikowany: Parkiet, 14.01.2019

Przemysł 4.0 – jak wyzwanie przekuć w sukces

Każdy w codziennym życiu korzysta z nowoczesnych technologii. Rzadko mamy natomiast okazję spojrzeć na zachodzący globalnie technologiczny postęp z tzw. „lotu ptaka”. A czasem warto, by zobaczyć np., że globalna populacja robotów przemysłowych – 2 mln – jest dziś zbliżona do populacji …Warszawy i będzie się rozwijać znacznie szybciej niż Warszawa – o kolejny milion przyrośnie w zaledwie 3 lata. Że przyłączonych do Internetu jest dziś ok. 10 miliardów urządzeń, to więcej niż populacja naszego globu. Że średnio w każdej minucie minionego roku w internecie wysyłanych było 452 tys. tweetów, 156 mln e-maili, w najpopularniejszej wyszukiwarce zadawanych było 3.5 mln zapytań, a w najbardziej popularnym serwisie dzielenia się treściami video przeglądanych było 4.1 mln filmów. Świat zmienia się na naszych oczach.

czytaj więcej

Strategia gry w warunkach niepewności

Choć 2017 r. przyniósł – moim zdaniem pozorny – spadek niepewności, to wciąż słowo to dobrze oddaje charakter dzisiejszego świata. Za sprawą m.in. postępu technologicznego oraz zmian geopolitycznych trudno prognozować, jak może wyglądać przyszłość. Jak w takich warunkach mądrze planować politykę społeczno-gospodarczą? Jakim działaniom i obszarom nadać priorytet? Jak w nowych warunkach gry odnajdzie się Polska?

czytaj więcej

Co po obecnym boomie?

4.7% wzrostu PKB odnotowane w Q3’2017 (po wyeliminowaniu sezonowości nawet 5%) to bardzo dobry, dawno nie widziany wynik w naszej gospodarce. To jak się wydaje szczyt obecnego cyklu koniunktury i w związku z tym chciałbym przy tej okazji powrócić do pytania jakie przewija się od jakiegoś już czasu na stronach mojego bloga: czy to ostatni taki boom? („Ostatni taki boom?”, Ostatni taki boom? – pytanie wciąż aktualne”). Dziś chciałbym spojrzeć na nie z perspektywy poszukiwania odpowiedzi na nieco inaczej postawioną kwestię: co trzeba zrobić, by nie był to ostatni taki boom?

czytaj więcej

Spokój na powierzchni oceanu

Polska gospodarka rozwija się w tempie ok. 4%. Stopa bezrobocia pozostaje rekordowo niska. Deficyt budżetu będzie w tym roku zdecydowanie mniejszy od planowanego. Patrząc jedynie na wskaźniki makroekonomiczne mogłoby się wydawać, że ze spokojem można myśleć o kolejnych latach. Czy aby na pewno?

czytaj więcej

Procesy inwestycyjne w polskich firmach – cz.2

Kontynuując wątek z cz.1 chciałbym się teraz pokusić o wyciągnięcie wniosków odnoszących się do obecnej sytuacji sektora firm. Otóż moim zdaniem trudno je dostrzec czytając wprost przedstawione w cz.1badania i analizy, trzeba ich szukać między wierszami. By dostrzec to, co ukryte warto spojrzeć na przedstawione w cz.1 informacje przez pryzmat faz procesu inwestycyjnego. Na potrzeby tego tekstu przyjmijmy jego uproszczoną wersję składającą się z: i) fazy identyfikacji okazji biznesowych, ii) fazy przekuwania „okazji” w „projekt” inwestycyjny (czyli przekształcania pewnego pomysłu w biznes plan), iii) fazy zapewnienia finansowania oraz iv) fazy realizacji. Moim zdaniem problemy koncentrują się w fazach i) i ii). W znacznie mniejszej skali w fazie iii). Ale po kolei.

czytaj więcej

Procesy inwestycyjne w polskich firmach – diagnoza (cz.1)

Regularni czytelnicy mojego bloga zdążyli się zapewne zorientować, że jednym z tematów, który od dawna i często pojawia się na jego łamach jest kwestia inwestycji, w szczególności inwestycji firm. Jest tak ponieważ inwestycje (firm) to jeden z kluczowych parametrów determinujących średnio- i długofalowe perspektywy rozwoju. Ich znaczenie jest szczególnie duże zwłaszcza teraz, gdy w polskiej gospodarce powinny zachodzić dynamiczne procesy dostosowawcze związane ze zmianą podaży czynników produkcji (konkretnie spadkiem podaży pracy).

czytaj więcej

Nie ma dynamicznego rozwoju bez dynamicznych firm

W minionym tygodniu uwagę mediów przykuły wyniki międzynarodowego badania średnich i dużych przedsiębiorstw przeprowadzanego na zlecenie firmy Grant Thornton. W części odnoszącej się do Polski można w nich między innymi wyczytać, że:

  • 60% średnich i dużych firm w Polsce deklaruje, że ma duży lub bardzo duży problem ze znalezieniem osób na niektóre stanowiska i że jest to dla nich bariera w rozwoju. Kwartał wcześniej odsetek ten wynosił 46%, rok temu – 32%, a dwa lata temu – 20%,
  • w ujęciu kwartalnym spadła nieco skłonność do podnoszenia wynagrodzeń – 26% badanych firm zakłada, że w najbliższych 12 miesiącach podniesie wynagrodzenia powyżej wskaźnika inflacji.

czytaj więcej

Sida 1 av 2

wykonanie: THE NEW LOOK