30-01-2022
9 minut

Co zrobić, by historia nie zatoczyła koła?

Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że świat stał się jakiś taki „bardziej nerwowy”. O ile jeszcze 10-15 lat temu dominowała narracja „globalnej wioski”, to dziś niewielu jest nadal skłonnych by do niej się odwoływać. Znacznie częściej można za to usłyszeć nawiązania do nacjonalistycznej retoryki, a wręcz wojenne werble.

Powody takiej sytuacji są różne, ale ja w dzisiejszym wpisie chciałbym się skupić na jednym wątku. Chciałbym przybliżyć czytelnikom ciekawe koncepcje J.B. Petersona. To kanadyjski psycholog, któremu olbrzymią popularność przyniosły wydane w ostatnich 3 latach dwie książki: „12 życiowych zasad – antidotum na chaos” oraz „Poza porządek – kolejne 12 życiowych zasad”. Obie są bardzo praktyczne i warte przeczytania. Ja jednak chciałem się dziś oprzeć na pierwszej, wydanej w 1999 r., książce Petersona: „Mapy sensu – architektura przekonań”. Ta licząca ponad 600 stron pozycja to teoretyczna podstawa, tego co Peterson zawarł później w obu tomach „Zasad”.

Mapy sensu” to podsumowanie dziesiątków lat naukowych badań Petersona, które zainicjowało nurtujące go od młodości pytanie: dlaczego człowiek potrafi zabić, i dlaczego jako społeczeństwa potrafimy „fundować” sobie wojny i życie w strachu. Co sprawia, że tak często dokonujemy tych – na pozór nielogicznych – wyborów?

Zacznę od skrótowego przedstawienia wniosków Petersona, zawartych w „Mapy sensy”:

1. Świat w którym funkcjonujemy, to połączenie dwóch elementów: to „miejsce rzeczy” (sfera fizycznych obiektów, którą opisujemy przy pomocy narzędzi naukowych) oraz „forum działania” (obejmują je wszelkie techniki narracyjne – takie jak mit, religia czy literatura – których rolą jest objaśnianie funkcjonowania człowieka w świecie rzeczy). Domeną pierwszego elementu jest „świat obiektywny”, drugiego „świat wartości”. Tylko połączenie obiektów i towarzyszących im narracji pozwala na całościowe ujęcie obrazu świata w danym momencie historii.

2. Forum działania składa się zasadniczo z trzech komponentów: i) terytorium niezbadanego (tego czego nie wiemy, nie jesteśmy w stanie okiełznać), ii) terytorium zbadanego (to co „okiełznaliśmy” czyniąc to elementem naszej kultury i wiedzy), iii) terytorium pomiędzy zbadanym a niezbadanym.

3. Wszystkie kultury tworzą narracje, opowieści mające pomóc ludziom w codziennych zmaganiach z życiem. Stanowią one „mapy okiełznania chaosu”, w który to chaos wkraczamy wraz z narodzinami. Chaosem jest wszystko to, co składa się na terytorium niezbadane. Odnosi się on zarówno do świata fizycznego, jak też sfery naszej psychiki.

4. Jako społeczeństwa staramy się przekształcać to „gdzie jesteśmy” w to „gdzie chcielibyśmy być”. Kiedy nasze wysiłki przeobrażenia teraźniejszości dają oczekiwane rezultaty, wówczas pozostajemy mocno osadzeni w domenie „znanego”. Natomiast kiedy nasze zachowanie prowadzi do niechcianych rezultatów (bo się mylimy), wówczas przenosimy się w domenę nieznanego. Wraz z tym przesuwamy się w kierunku bardziej pierwotnych odruchów emocjonalnych, aż – gdy silnie dominujący staje się strach – dochodzimy do najbardziej podstawowych reakcji: „uciekaj lub walcz”.

5. Szczególnie niebezpieczne są katastrofalne błędy i/lub kumulacja wielu błędów popełniane w trakcie przeobrażania naszej rzeczywistości. Nieznane zaczyna wówczas dominować nad tym co znane i przewidywalne. Prowadzi to do silnych reakcji emocjonalnych, zarówno na poziomie jednostek jak i wspólnot.

6. Ekspozycja na nieznane i towarzyszący temu strach skłania jednostki do tego, by szukać schronienia za czymś, co określa się jako „tożsamość zbiorowa”. Nadaje ona większą przewidywalność interakcjom społecznym, zmniejszając dyskomfort jednostki. Elementem tej zbiorowej tożsamości jest często poszukiwanie winnych „poza nami” oraz rosnąca akceptacja różnych form autorytarnych.

7. Gdy identyfikacja jednostek z grupą zachodzi zbyt silnie, ma to negatywny wpływ na kreatywny proces rozwoju jednostek (wyrzekają się one odpowiedzialności za swój rozwój, swoje działania), a tym samym całej wspólnoty. To z kolei ogranicza zdolności adaptacyjne wobec zmian zachodzących na zewnątrz, prowadząc ostatecznie do narastania zagrożeń, a wraz z tym chaosu i agresji.

8. Według Petersona jednym z syndromów nadchodzącej społecznej katastrofy jest zanikanie zdrowego indywidualizmu; indywidualizmu rozumianego jako poszukiwanie i podążanie za indywidualnym sensem i celem życia. Celem przez duże „C”, związanym z eksplorowaniem świata i jego zmienianiem, także z byciem użytecznym dla innych. Gdy w społeczeństwie ubywa ludzi, którzy przed zrobieniem czegoś zadają pytania: i) jaki to ma szerszy sens?, ii) jaka w tym kryje się wartość?, iii) po co tak naprawdę to robię? i zamiast tego „podążają za stadem”, to silna przesłanka, że dana wspólnota jest na drodze upadku.

9. Zanegowanie istnienia „sensu życia” w przypadku jednostek prowadzi do ich całkowitej identyfikacji z grupą, czemu towarzyszy psychiczna degeneracja, poczucie słabości i rozpaczy. Powodują one, że w człowieku rodzi się NIENAWIŚĆ DO ŻYCIA, w efekcie – świadomie, a częściej nawet nieświadomie – zaczyna on działać tak, aby je zniszczyć. Nie tylko w sobie, ale także w innych otaczających go ludziach.

 

W moim przekonaniu opisany przez Petersona mechanizm funkcjonowania jednostek i wspólnot ludzkich bardzo dobrze nadaje się do wyjaśniania tego, co można zaobserwować w dzisiejszym świecie, w szczególności w krajach tak zwanego Zachodu:

1. Widzimy akumulację „nieznanego”, wynikającą m.in. z faktu, że:

– funkcjonujący przez dziesięciolecia model społeczno-ekonomiczny-finansowy wyczerpał się (pisałem o tym w „Krańce wyobraźni. Kraniec cywilizacji?”). Sygnał ostrzegawczy w postaci globalnego kryzysu finansowego został zlekceważony. Nie dokonano potrzebnych korekt,

– narastają zagrożenia klimatyczne oraz te związane z wyczerpywaniem się zasobów Ziemi,

– pojawiła się największa od 100 lat pandemia,

– narastają napięcia związane z próbami kwestionowania dotychczasowego porządku geo-strategicznego,

– na to wszystko nakładają się zjawiska związane z postępem technologicznym – w szczególności cyfryzacją, automatyzacja i robotyzacją – które u wielu budzą liczne obawy (np. o przyszłość pracy).

2. Powszechna polaryzacja i duża dynamika zmian prowadzą do tego, że wiele osób jest w sytuacji utraty poczucia bezpieczeństwa (pisałem o tym w „Największy problem współczesnego świata”), co przekłada się na ich zachowania społeczne, próby znalezienia komfortu w „tożsamości zbiorowej” (pisałem o tym w „Tożsamość – słowo klucz…”), wyparcia się własnej odpowiedzialności i scedowania jej na innych („plemienne klany”, rząd, grupy religijne, itp.).

3. Takie postawy wspierają narracje odwołujące się do „lokalności”, którą – tak się przynajmniej wydaje – łatwiej okiełznać. Paradoksalnie jednak, ze względu na dużą skalę i różnorakość globalnych powiązań, próby powrotu do lokalności rodzą … nowe problemy i nowe pola napięć. Wszystko to poszerza i pogłębia obszar „nieznanego”. Tym samym sprowadza zachowania jednostek i wspólnot do coraz bardziej prymitywnych odruchów; stąd narastająca fala agresji, hejtu, itd.

4.Równocześnie w ostatnich dziesięcioleciach wypaczona została idea indywidualizmu, powszechnie zagubione zostało „poczucie sensu”, pracuje się by mieć na konsumpcję, akumulację materialnych dóbr, a nie po to by swym działaniem „zmieniać świat, czynić go lepszym”. Indywidualizm i owszem jest dziś rozpowszechniony, tyle tylko, że skarłowaciałej formie: „dbaniu o siebie”. Towarzyszy temu wypieranie się odpowiedzialności za lokalną, narodową czy globalną wspólnotę.

 

Ten opis wydaje się odzwierciedlać swego rodzaju dynamikę korkociągu, gdy raz się w nią wpadnie, to trudno jest się z niej wyrwać. W przeszłości, takie okresy prowadziły do poważnych konfliktów – okazywały się one potrzebne, by na nowo „zrestartować system”. Warto byłoby tego kosztowego scenariusza uniknąć. By tak się stało należy moim zdaniem:

1. Zatrzymać się i dać sobie czas na refleksję, uświadomienie sobie, że znajdujemy się w samonapędzającej się spirali zdarzeń. Z korkociągu nie da się wyjść powtarzając ruchy, które nas w ten stan wprowadziły; swego czasu A.Einstain słusznie zauważył, że: „szaleństwem jest powtarzać te same czynności i oczekiwać zmiany rezultatów

2. Wyjście z korkociągu zawsze wymaga wykonania ściśle określonej procedury. W przypadku obecnej sytuacji trzeba podjąć wysiłki, na rzecz ograniczenia chaosu. Potrzebujemy nowych narracji/opowieści i wizji, które:

– wskażą ludziom cel, „miejsce, do którego jako społeczeństwo chcemy dojść”,

– wskażą wartości, które pomogą nam w tej drodze,

– zaangażują wszystkich z osobna i społeczeństwo jako całość, po to by przywrócić powszechne poczucie sensu,

– wskażą wreszcie jak iść, czyli pokażą systemowe zmiany, która doprowadzą do wymarzonego celu.

3. Potrzebujemy także nowych liderów. Dziś światem rządzą ludzie – dobrze to widać na przykładzie  tzw. elitach politycznych w naszym kraju – tkwiący mentalnie w przeszłości, w systemie, który właśnie się rozpada. Tymczasem w nowe poprowadzić nas mogą jedynie ci, którzy w obliczu niepewności nie wykazują bezsilności i strachu, ale ciekawość i chęć eksploracji nieznanego (pisałem o tym więcej w „Przywództwo dla rozwoju…”).

 

Najważniejsze jest jednak to – i jest to punkt wyjścia do wszystkich wymienionych powyżej kroków – by powszechnie uświadomić sobie, że TO MY OPOWIADAMY HISTORIĘ O TYM, KIM JESTEŚMY I GDZIE CHCIELIBYŚMY SIĘ ZNALEŹĆ. Także o tym, jak zamierzamy tam dotrzeć. Nie ma „ich”, którzy za nas to zrobią. To MY musimy wybrać właściwych liderów, wskazać nową drogę i mieć  ODWAGĘ by nią pójść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.