Treść niniejszego wpisu będzie miała nieco inny charakter od tego co standardowo można znaleźć na moim blogu. Chciałbym się mianowicie podzielić kilkoma przemyśleniami na bazie jednej z wakacyjnych lektur. Chodzi o znakomitą – moim zdaniem – książkę B.Brown „Z odwagą w nieznane. Jak znaleźć przynależność bez utraty siebie”. Autorka jest Amerykanką, socjologiem i od lat prowadzi badania naukowe odnoszące się do tak trudnych zagadnień jak wstyd, wrażliwość, odwaga czy empatia. Mogłoby się wydawać, że zajmując się tego typu zagadnieniami trudno liczyć na popularność, ale jak się okazuje B.Brown jej nie brakuje, o czym świadczy fakt, że jej TEDx-owe wystąpienie obejrzało ponad 11 mln osób, a wszystkie książki stają się z miejsca bestsellerami.

Popularność Brown przestaje dziwić, gdy bliżej przyjrzeć się jej badaniom. Jak się okazuje zagadnienia, którymi się zajmuje bardzo dobrze wyjaśniają zachodzące obecnie procesy polityczne, społeczne i gospodarcze. Co równie ważne, choć badania Brown odnoszą się do USA, to mają bardzo uniwersalny charakter i zastosowanie.

Nie jest moją intencją omawianie całej książki, ale tytułem zachęty do jej przeczytania chciałbym wykorzystać jeden z zawartych w niej wątków i powiązać go z sytuacją w Polsce. Wątek ten dotyczy procesu dehumanizacji, czyli inaczej odczłowieczania. To złożony, a równocześnie bardzo niebezpieczny proces. Skąd się bierze? Otóż według badaczy jako przedstawiciele najlepiej rozwiniętego gatunku na Ziemi mamy wbudowane naturalne hamulce powstrzymujące nas od wyrządzania krzywdy czy poniżania innych przedstawicieli naszego gatunku (czyli innych ludzi). W tym kontekście dehumanizacja pojawiła się jako mechanizm obejścia tych hamulców – w praktyce przejawia się odbieraniem (w oparciu o określoną argumentację/ideologię) pewnym grupom prawa uznawania ich za ludzi, a co za tym idzie praw do moralnego ich traktowania.

W mniejszej lub większej skali procesy dehumanizacji występowały w całych dziejach ludzkości. W najbardziej skrajnych przypadkach stanowiły ideologiczną podbudowę dla różnego rodzaju aktów fizycznej przemocy, a nawet zbrodni, włącznie z hitlerowskim ludobójstwem (opartym na koncepcji tzw. „nad”- i „podludzi”). Ten sam mechanizm – negowania ludzkiej natury, a tym samym odmawiania ludzkich praw – występuje dziś powszechnie w przypadku ruchów pro-aborcyjnych.

Badania nad dehumanizacją pokazują, że jest to bardzo perfidny proces. Otóż okazuje się, że przy odpowiedniej manipulacji w zasadzie wszyscy jesteśmy podatni na powolne i zdradliwe praktyki mające na celu pozbawienie określonych grup człowieczeństwa. Badania pokazują również, że dehumanizacja w pierwszej kolejności przenika do sfery języka, a w dzisiejszych czasach główną platformą dla propagowania postaw prowadzących do dehumanizacji są media, szczególnie tzw. media społecznościowe.

By znaleźć potwierdzenie powyższych słów w odniesieniu do naszego kraju nie trzeba daleko szukać. Wystarczy spojrzeć na komentarze pod różnymi artykułami czy też Twitter-owe wpisy. I nie chodzi tu jedynie o działalność tzw. trolli. Dziś nawet osoby, które przez lata były uosobieniem kultury osobistej, zrównoważenia i tzw. „klasy”, gdy tylko wkraczają w świat mediów społecznościowych nagle zmieniają swoją tożsamość.

Można odnieść wrażenie, że podstawową zasadą obowiązującą dziś w mediach jest ta, że na agresję trzeba odpowiedzieć jeszcze większą agresją. Ten mechanizm eskalacji prowadzi do tego, że w krótkim czasie osoby o odmiennych poglądach stają się dla nas, niejako z definicji, skończonymi idiotami, notorycznymi kłamcami i …. no właśnie, można odnieść wrażenie, że w zasadzie w wielu przypadkach, dla wielu piszących przestali być już ludźmi.

Zainteresowanych tym dlaczego dehumanizacja podbija dziś świat odsyłam do książki. Wspomnę tylko, że u źródła problemu leży….strach. Warto jeszcze zauważyć, że kolejnym – po języku – obszarem, który z reguły podlega dehumanizacji jest obraz. Mam przeczucie, że także w tym zakresie szybko doczekamy się u nas w kraju przejawów dehumanizacji. W końcu wielkimi krokami zbliża się kampania wyborcza, a wraz z nią wysyp różnego rodzaju bilbordów i spotów reklamowych.

Dlaczego to wszystko jest tak ważne? Jak pisze Brown, w sytuacji nasilania się procesów dehumanizacji coraz trudniej jest egzekwować dwie ważne wartości: odpowiedzialność i społeczną sprawiedliwość. W moim przekonaniu stąd już prosta droga do „zinstytucjonalizowanej” nienawiści (jej elementy widać już zresztą w naszym kraju, o czym dobitnie świadczy angażowania urzędów publicznych w tryby machiny hejtu), a docelowo do systemów autorytarnych. W kontekście zagrożeń dodałbym jeszcze jeden ważny punkt. W sytuacji, gdy w debacie publicznej coraz mniej jest meritum a coraz więcej wzajemnego „okładania się” przestaje się zauważać prawdziwe wyzwania, chociażby te związane z globalnymi trendami i wydarzeniami. Innymi słowy nie podejmuje się działań, które powinno prowadząc tym samym do osłabienia państwa.

Na koniec pozytywna wiadomość. Procesom dehumanizacji można się skutecznie przeciwstawiać :-). Nie jest to proste. Z jednej strony trzeba bowiem zrozumieć i odnieść się do źródeł strachu, który nakręca agresję. Z drugiej, w obliczu agresywnych działań trzeba świadomie wybierać przyzwoitość. Więcej oczywiście w książce.