Ostatnie zawirowania na giełdach przypomniały inwestorom, że ceny akcji mogą nie tylko iść w górę, ale także spadać. Głównych powodów korekty upatruje się w protekcjonistycznych działaniach D. Trumpa, ale także – szczególnie w kontekście pierwszej, lutowej fali spadków – w wyższych niż oczekiwano odczytach tempa wzrostu płac i cen. To właśnie ten drugi czynnik wydaje się rodzić największe ryzyko dla założonego przez rynki na bieżący rok scenariusza relatywnie silnego wzrostu gospodarczego i umiarkowanej, pozostającej pod kontrolą banków centralnych inflacji.  Kluczowa w tym kontekście wydaje się być sytuacja w USA –  pytania o to dlaczego potencjalnie inflacja może tam zaskoczyć oraz dlaczego stanowi to zagrożenie dla rynków finansowych są dziś jednymi z najbardziej istotnych.

Zacznijmy od pierwszego z tych pytań. Otóż inflacja może zaskoczyć ze względu na sytuację w amerykańskiej gospodarce. Ta znajduje się w bardzo długiej fazie (formalnie od połowy 2009 r.) nieprzerwanego wzrostu. W efekcie wchłonięta została już większość nadwyżek pracy jakie były dostępne na rynku. O ile w czasie kryzysu liczba miejsc pracy spadła o ponad 8 mln, to od czasu wejścia w fazę ekspansji do dziś powstało ich dwukrotnie więcej. W efekcie stopa bezrobocia (obecnie ok. 4%) kształtuje się poniżej poziomów obserwowanych w szczycie poprzedniego cyklu koniunkturalnego. W tej sytuacji można by oczekiwać, że ze względu na brak wolnych zasobów gospodarka amerykańska raczej nie będzie się zbyt szybko rozwijać, a ewentualne stymulowanie popytu będzie się z jednej strony przekładać na wzrost deficytu handlowego, a z drugiej na wzrost cen. Tu dochodzimy do kwestii ekspansywności polityki gospodarczej w USA. Otóż ta pomimo długiej fazy ekspansji utrzymuje nastawienie stymulujące; stopy procentowe wprawdzie od jakiegoś czasu rosną, ale następuje to w bardzo wolnym tempie (ich poziom pozostaje niski), równocześnie polityka fiskalna – w szczególności reforma podatkowa – będzie w nadchodzących kwartałach „podgrzewać” koniunkturę rodząc obawy jej przegrzania (czego jednym z objawów jest wzrost cen).

Teraz o tym, dlaczego może to być potencjalnie groźne dla rynków finansowych. Powodów jest kilka. Można je zebrać w trzy grupy. Pierwsza grupa odnosi się bezpośrednio do atrakcyjności inwestowania w akcje, druga do kwestii technologicznych, a trzecia ma kontekst makroekonomiczny. Zaczynając od pierwszej grupy. Po pierwsze wyższa od oczekiwań inflacja to wyższe stopy procentowe, co z kolei oznaczałyby wzrost kosztów finansowania firm uderzający w ich zyski. Po drugie wyższe niż obecnie zakładane stopy w przyszłości to niższa dzisiejsza wartość przyszłych zysków, a tym samym wartość przedsiębiorstwa (na takiej metodologii opierają się wyceny fundamentalne firm). Po trzecie wreszcie jeśli wraz z inflacją wzrośnie oprocentowanie oferowane przez emitujących obligacje, to wzrośnie też ich relatywna atrakcyjność względem akcji, szczególnie biorąc pod uwagę dwa wcześniejsze punkty.

W drugiej grupie czynników chodzi o rosnące wykorzystanie technologii na rynkach finansowych, w szczególności w zawieraniu transakcji. W dzisiejszym świecie za dużą częścią z nich stoją algorytmy komputerowe cały czas wyszukujące okazji do kupa i sprzedaży. Algorytmy te mają zapisane określone wzorce zachowań. Jeśli jeden z nich przewiduje np., że wzrost rentowności obligacji amerykańskich powyżej określonego poziomu ma stanowić sygnał zmiany trendu na rynku (przejście w długotrwałą fazę spadków), to może zadziałać to jak samospełniająca się przepowiednia.

Trzecia wreszcie grupa czynników odnosi się do aspektów makroekonomicznych. Otóż wyższe stopy procentowe w USA mogą przełożyć się na sferę realną. Nie tylko w USA. Pompowanie przez lata taniego pieniądza w globalną gospodarkę doprowadziło do nadmuchania większych i mniejszych baniek. Historia pokazuje, że im więcej podwyżek stóp skumulowanych jest w krótszym czasie tym ryzyko ich pękania większe. I choć nie wydaje się byśmy na świecie mieli dziś bańkę na miarę tej z amerykańskiego rynku nieruchomości (w 2007-2008 r.), to nawet pękanie tych mniejszych przy rekordowo wysokim poziomie globalnego zadłużenia może okazać się bolesne. Jednym z potencjalnych źródeł napięć może się okazać dolarowe zadłużenie firm poza USA. W wielu krajach „tani” dolar (niskie stopy + długie okresy osłabiania się) skłonił firmy do zadłużania się w tej walucie (skala takiego zadłużenia wzrosła z ok. 6 bilionów dolarów w 2009 r. do 11 bilionów obecnie). Teraz wzrost stóp procentowych stanowi dla nich wyzwanie, a dla części – przy szybszych i większych podwyżkach – może okazać się nie do udźwignięcia, zwłaszcza jeśli towarzyszyłoby im gwałtowne umocnienie się dolara.

Podsumowując, nie bez powodu odczyty płac i inflacji w USA będą w najbliższych miesiącach jednymi z najbardziej wyczekiwanych. Na rynkach finansowych będzie bardziej nerwowo. Nie można wykluczyć, że paradoksalnie realizacja przez D.Trumpa jego wyborczych zapowiedzi, tych samych które napędzały wzrosty na amerykańskiej giełdzie od czasu wyborów,  zakończy obecną fazę jej ekspansji