Poniższy wywiad ukazał się w 105 numerze Edukacji Pomorskiej.

 

Ewa Furche: Czytając Pana słowa świat zwariował, zastanawiam się nad rzeczywistością, w jakiej żyjemy, zmagając się z licznymi problemami. Próbujemy żyć normalnie, na ile to możliwe, walcząc z pandemią… Z czym mierzy się dzisiejszy świat?

Andrzej Halesiak: Świat zwariował to w zasadzie nie moje słowa, a przekonanie, z którym dość powszechnie spotykam się w trakcie licznych rozmów. Tempo i różnorodność zmian, z jakimi mamy do czynienia, staje się dla wielu nie do udźwignięcia. Globalne społeczeństwo zmaga się z pandemią. Odczuwa ekonomiczne i społeczne konsekwencje nie tylko obecnej sytuacji, ale także ogólnoświatowego kryzysu finansowego sprzed ponad 10 lat. Narastają wyzwania klimatyczne oraz te związane z wyczerpywaniem się różnorakich zasobów. Problem stanowi demografia; globalne społeczeństwo starzeje się, tak więc ci, co pracują, muszą utrzymać nie tylko siebie, ale także coraz większą rzeszę tych, którzy są na emeryturze. Postęp technologiczny sprawia, że żywot przeciętnej firmy znacznie się skrócił, a w miejsce upadających powstają nowe. Globalizacja, która przyspieszyła rozwój i pozwoliła wyrwać setki milionów ludzi na świecie ze sfery ubóstwa, zrodziła także wyzwania, takie chociażby, jak nieuczciwa konkurencja czy też nadmierna koncentracja bogactwa w rękach 1% najbardziej zamożnych. Jakby tego wszystkiego było mało, dochodzą jeszcze napięcia geo-strategiczne i militarne związane ze ścieraniem się interesów globalnych potęg.

Już tylko powyższa – daleko niekompletna – lista sprawia, że systemy społeczno-polityczno-gospodarcze świata trzeszczą w szwach. Tymczasem w środku tych wszystkich zmian i zawirowań znajduje się człowiek, przeciętny Kowalski, coraz bardziej bezskutecznie poszukujący w swym życiu przejawów stałości i przewidywalności.

Obecna sytuacja stawia szczególne wymagania przed szeroko rozumianą edukacją i nauką – gdzie bowiem, jeśli nie tam, szukać przewodników dla złożonej sytuacji, w której się znaleźliśmy i świata, w jakim żyjemy – ale wyraźnie widać, że nie nadążają one za tym, co się obecnie dzieje. Nie udzielają odpowiedzi na liczne pytania, jakie obecna sytuacja rodzi, a nawet jeśli częściowo udzielają, to ginął one w kakofonii licznych kłamstw i bzdur, jakich – szczególnie w masowych mediach – nie brakuje.

E.F.: Świat nieustannie podlega zmianom…

A.H.: Oczywiście, to nie zmienność jako taka stanowi problem – świat zawsze się zmieniał i ludzie na przestrzeni wieków jakość z tym żyli. Wyzwanie stanowi tempo zmian. Z punktu widzenia historii jest ono dramatycznie duże, a co więcej: dotyczy wszystkich aspektów ludzkiego życia. Coś, co kiedyś zmieniało się na przestrzeni dziesięcioleci, dziś zmienia się w ciągu lat. Coś, co zmieniało się latami, dziś zmienia się w ciągu miesięcy itd. O ile kilkadziesiąt lat temu w zasadzie wybierało się pracę na całe życie, dziś – góra na kilka lat. Kiedyś był to etat w jednej firmie, dziś to coraz częściej ten czy inny wolny zawód i różni zleceniodawcy. To samo dotyczy wiedzy oraz kompetencji: kiedyś kończyło się określone studia czy zdobywało określony fach, co wystarczało do emerytury.

Dziś kluczem do przetrwania na rynku pracy staje się nieustanna nauka, a coraz częściej – także zmiana profilu zawodowego. Do tego wirus przyśpiesza implementację nowych technologii, w tym automatyzację i robotyzację wielu procesów, wzmacniając tym samym w ludziach przekonanie, że docelowo i tak w większości przypadków zostaniemy zastąpieni przez roboty i algorytmy. Co wówczas z naszymi dochodami?

To zagubienie rodzi dla nas różnego rodzaju konsekwencje. Począwszy od tych z poziomu jednostki – np. narastające problemy emocjonalne, stany depresyjne itd.– a na tych społeczno-politycznych skończywszy; nieprzygotowany do życia w zmienności człowiek ma w sytuacji niepewności znacznie większą skłonność do popierania autorytarnych przywódców i partii, widząc w tym (naiwnie) szansę na ograniczenie nieprzewidywalności. Będzie przy tym gotów oddawać kawałek po kawałku swoją wolność, bo każdy autorytaryzm wiąże się z ograniczaniem wolności.

E.F.: Co zatem możemy zrobić?

A.H.: Istnieje realna alternatywa dla powyższego scenariusza. Oparta jest ona na zrozumieniu zachodzących zmian i właściwym przygotowaniu ludzi do funkcjonowania w zmienności, aby nie mieli potrzeby chować się za plecami autorytarnego państwa. By z tej alternatywy skorzystać, trzeba właściwego zrozumienia podłoża zachodzących procesów oraz tego, dlaczego świat przyspiesza.

Jedną z głównych przyczyn skali i głębokości zmian, jakie obserwujemy dziś w świecie, jest rewolucja w zakresie form wytwarzania dóbr, przekładająca się także na funkcjonowanie społeczeństwa. Chodzi o nadchodzący koniec ery masowej produkcji i przejście do nowego modelu: gospodarki opartej na wiedzy. To rewolucja, która dotyka wszystkie sfery życia gospodarczego i społecznego. Istniejące dziś w świecie napięcia biorą się m.in. z tego, że stoimy niejako w rozkroku pomiędzy starym i nowym systemem, a istniejące rozwiązania – począwszy od sfery edukacji, poprzez regulacje, podatki itd. – nie zaspokajają potrzeb żadnego z tych dwóch systemów. Dzieje się tak, ponieważ różnica pomiędzy starym a rodzącym się światem jest olbrzymia. Masowa produkcja stawia na wytwarzanie dużej ilości jednakowych wyrobów. Potrzebuje do tego rozbudowanych aktywów fizycznych (fabryk, maszyn, środków transportu itd.) oraz usystematyzowanego przebiegu produkcji z dużą powtarzalnością procesów i specjalizacją. Z punktu widzenia kompetencji wymaga dużych zasobów stosunkowo prostej, rutynowej pracy. Takiej, gdzie kreatywność jest ograniczona, liczy się za to powtarzalność i podporządkowanie.

Gospodarka oparta na wiedzy funkcjonuje natomiast w innej rzeczywistości. Koncentruje się na dostarczaniu dużej ilości wyrobów dostosowanych do zindywidualizowanych potrzeb. Ogranicza wykorzystanie fizycznych aktywów, a bazuje na cyfryzacji. To, co powtarzalne i rutynowe, stara się umaszynowić poprzez wykorzystanie wspominanej już wcześniej automatyzacji i robotyzacji, w tym tej opartej na programach-algorytmach. Kluczowym aktywem jest w takiej gospodarce, jak sama jej nazwa na to wskazuje, różnego rodzaju wiedza, w tym o tym, jak jej różne elementy efektywnie łączyć ze sobą (sieciowanie), w szczególności poprzez wykorzystanie nowoczesnych technologii komunikacyjnych.

E.F.: Jakie miejsce widzi Pan dla człowieka i człowieczeństwa w scyfryzowanym świecie?

A.H.: Dopasowując świat do gospodarki i społeczeństwa opartego na wiedzy, trzeba podjąć kilka strategicznych decyzji. Po pierwsze należy zdecydować, komu taka gospodarka ma służyć. To tylko na pozór pytanie retoryczne. Może się bowiem okazać, że rozwiązania, które przyjmiemy, będą technocentryczne, a człowiek zostanie zepchnięty na dalszy plan. Taki świat będzie światem pogłębiających się różnić, gdyż jego beneficjentami pozostanie wąska grupa właścicieli technologii i fabryk robotów. Dlatego, projektując nowy ład, trzeba zadbać o to, by był on humanocentryczny. Co miałoby to w praktyce oznaczać? Z jednej strony – wbudowanie mechanizmów zapewniających powszechność korzyści (dochodów) związanych z wykorzystaniem technologii. Z drugiej – właściwe spozycjonowanie człowieka: zamiast konkurować z maszynami (tak, jak to ma powszechnie miejsce dziś), musi on zostać przede wszystkim zaangażowany w te obszary, gdzie maszyna nie ma możliwości z nim współzawodniczyć: w aktywności oparte na wyobraźni i kreatywności oraz uczuciach i empatii. By stało się to możliwe, potrzeba olbrzymich zmian w edukacji, polityce rynku pracy itd.

Trzecia ważna kwestia odnosi się do elastyczności. Gospodarka oparta na wiedzy wymaga jej w dużo większej skali niż masowa produkcja. Ta elastyczność jest potrzebna także w kontekście zatrudnienia. Dlatego też pewność danego miejsca pracy musi zastąpić pewność zatrudnienia – szybkiego znalezienia nowej pracy w przypadku utraty obecnej. Jest to możliwe, gdy kompetencje pracowników nieustannie dostosowują się do potrzeb rynku pracy. Świat, do którego zmierzamy, to świat, w którym kluczowym aktywem są wiedza i kompetencje, tzw. kapitał ludzki, a kluczowym procesem – ustawiczne uczenie się. Musi to być wspólna odpowiedzialność pracowników, pracodawców oraz instytucji edukacyjnych i rynku pracy, w tym także tych działających z ramienia państwa.

Czwarta kluczowa sprawa to kwestia kapitału społecznego, którego podstawą jest wzajemne zaufanie, przekładające się z kolei na umiejętność i chęć współpracy. Bez tej formy kapitału nie mamy czego szukać w gospodarce opartej na wiedzy. To zaufanie musi być budowane na wszystkich poziomach, pomiędzy poszczególnymi ludźmi i firmami, ale także pomiędzy państwem a obywatelem, państwem a biznesem oraz obywatelami a biznesem.

E.F.: W czym tkwi – Pana zdaniem – niedostosowanie naszej edukacji do rzeczywistości?

A.H.: Dzisiejsza edukacja, nie tylko zresztą w Polsce, wciąż w niewystarczającym stopniu bierze pod uwagę zachodzące globalnie zmiany. Powód? Funkcjonowanie w modelu wypracowanym na przełomie XIX i XX wieku, na potrzeby masowej produkcji. Taki model stawia na: nabywanie wiedzy jako takiej i umiejętność jej odtwarzania, kształtowanie dyscypliny (podporządkowanie) oraz przyuczanie do powtarzalnych, rutynowych działań i do przewidywalności.

To edukacja przysposabiająca do świata, który w szybkim tempie odchodzi. Dlatego też nie ma co się dziwić, że po takiej edukacji ludziom ciężko jest się odnaleźć w dzisiejszym świecie – nie posiadają potrzebnych kompetencji. Niestety towarzyszy temu również stopniowa degradacja statusu społeczno-ekonomicznego nauczycieli oraz niedocenianie roli tego zawodu dla społeczeństwa i gospodarki.

Potwierdzają to coraz liczniejsze raporty i porównania międzynarodowe (np. Szkoła dla innowatora, Poza horyzont: kurs na edukację, Education at a glance 2020: OECD indicators, PISA 2018 – insighs and interpretations). Wskazują one, że choć polska szkoła relatywnie dobrze przygotowuje uczniów w zakresie wiedzy i jej zastosowania (o czym świadczy wysoka pozycja w rankingu podstawowych mierników badania PISA), to równocześnie nie kształtuje w uczniach kluczowych kompetencji, takich jak wychodzenie poza schematy, kreatywne myślenie, umiejętność współpracy czy akceptacja i zrozumienie różnorodności.

Jednym z powodów takiej sytuacji jest standaryzacja produktu (usługi edukacyjnej), co idzie pod prąd ogólnemu trendowi, aby to, co jest oferowane, było w możliwie wysokim stopniu szyte na miarę, dostosowane do indywidualnych potrzeb i oczekiwań. To wystandaryzowanie edukacji występuje, pomimo że postęp w różnych dziedzinach wiedzy (pedagogice, psychologii, technologii itd.) pozwala dziś na szybkie diagnozowanie i identyfikowanie wzorców uczenia się czy predyspozycji poszczególnych uczniów. Problem nie polega więc na tym, że edukacja jest specyficzna i że w jej przypadku zindywidualizowanie nie jest możliwe, ale na tym, że nasza edukacja zupełnie nie korzysta z najnowszych zdobyczy nauki.

Standaryzacja obejmuje także uposażenie kadry uczącej. Pomimo rozbudowanego systemu ocen nauczycieli – z czym związana jest olbrzymia sfera biurokracji – ostateczny ich wpływ na to, ile się faktycznie zarabia, pozostaje niewielki. Na dodatek relacja wynagrodzeń nauczycieli do wynagrodzeń innych osób z wyższym wykształceniem jest u nas – na tle innych krajów – niska.

Standaryzacja edukacji jest ściśle związana z jej centralizacją. Choć formalnie za większość szkół w Polsce odpowiadają samorządy, to w praktyce odnosi się to do kwestii organizacyjno-finansowych. Jeśli chodzi o sprawy merytoryczne, to cały system jest wysoce scentralizowany. Na zlecenie ministerstwa tęgie głowy wtłaczają otaczający nas świat i wiedzę o nim w ramy podstaw programowych. Odgórnie ustalane jest to, co i jak powinno być w szkołach przekazywane. Ponieważ tęgie głowy dziś to w dużym procencie te same osoby, co kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat temu, kreatywność w zakresie meritum ogranicza się z reguły do przesuwania poszczególnych bloków tematycznych z jednego poziomu do innego.

W naszym systemie brakuje mechanizmów, które sprawiałyby, że dobre pomysły i rozwiązania w zakresie tego, czego i jak uczyć, miałyby szansę się przebić, wypłynąć. Co więcej, w wysoce wystandaryzowanym modelu nie ma też bodźców (zwłaszcza finansowych), aby takich innowatorskich rozwiązań i treści w ogóle poszukiwać.

E.F.: Mówi Pan, że edukacja musi się zmienić, aby właściwie przygotować do funkcjonowania w otaczającym nas świecie. Jakie zmiany powinny zajść w edukacji, żeby przygotowywała do życia teraz i w przyszłości, była oparta na uczuciach, emocjach oraz empatii, a także uczyła wyobraźni i kreatywności?

A.H.: Przede wszystkim jej priorytetem powinno być budowanie zdolności analitycznych i syntetycznych, a nie dążenia do osiągania mistrzostwa w posiadaniu określonej wiedzy. Proces kształcenia powinien być procesem opartym na współpracy, a nie autorytaryzmie i indywidualizmie – wszyscy powinni uczyć się od siebie nawzajem, także nauczyciele od uczniów! Zagadnienia powinny być prezentowane z wielu punktów widzenia, a nie oparte na jedynie słusznej interpretacji. Proces nauczania musi w znacznie większych stopniu uwzględniać działania zespołowe (szczególnie w kontekście poszukiwania rozwiązań określonych problemów), a nie tylko indywidualne. Konieczna jest też integracja dziedzin wiedzy, aby wyjść poza dzisiejsze nauczanie silosowe (w ramach ściśle zdefiniowanych przedmiotów), a także znaczna rozbudowa zagadnień związanych z psychologią i funkcjonowaniem człowieka w społeczeństwie, tak by lepiej rozumieć samego siebie oraz wzajemne interakcje.

Bardzo ważnym elementem zmian jest też zerwanie z tradycyjnym podejściem, na które w moim przekonaniu składają się: postrzeganie edukacji przez pryzmat konkretnego budynku (szkoła), nienaruszalnego z tygodnia na tydzień planu zajęć, a także przywiązania nauczycieli do określonych placówek. Gdy tylko wyrwać się poza te, moim zdaniem sztucznie tworzone ograniczenia, wówczas okaże się, że edukacja może przebiegać w różnorodny sposób i w różnym czasie. Koronawirus pokazał, że e-learning może stanowić trwałe wsparcie procesu edukacji. Tworzy to świat zupełnie nowych możliwości, sięgania po osoby i wiedzę, których w budynku szkolnym nie ma: wykładowców uczelni wyższych, wybitnych pedagogów, ekspertów zajmujących się przekazywaniem określonych treści.

Kolejna ważna sprawa to zindywidualizowane podejście do uczniów oraz znacznie powszechniejsze wykorzystywanie narzędzi pozwalających na szybkie identyfikowanie ich predyspozycji czy strategii uczenia się. Takie podejście nie tylko zwiększa efektywność procesu edukacji, ale pomaga odnaleźć właściwą ścieżkę zawodową oraz zwiększyć prawdopodobieństwo tego, że zawód i praca, którą się
wybierze, zapewnią spełnianie się. To droga do lepszego życia jednostek, a tym samym – lepszego społeczeństwa.

Jeśli nie chcemy przegrać cywilizacyjnego wyścigu, edukacja w naszym kraju musi zaoferować znacznie więcej niż dziś. Najlepiej, gdyby zmiany przyszły od góry, bo wiele ograniczeń narzuca obowiązujący dziś system. Nawet jednak w ramach obecnych uwarunkowań można sporo zrobić, potrzebne jest zupełnie świeże spojrzenie na edukację.

E.F.: Dziękuję za rozmowę. Pozwoli Pan, że zakończę cytatem G.B. Shawa, zaczerpniętym z Pana bloga, jako inspirację do nowego spojrzenia na edukację: Niektórzy ludzie widzą sprawy takimi, jakimi są, i pytają: „dlaczego?” Ja marzę o tym, czego jeszcze nie było, i pytam:„dlaczego by nie?