Bywa, że w celu prostego zaprezentowania swoich koncepcji ekonomiści wykorzystują symbole. Szczególne pole do kreatywności w tym względzie stwarzają recesje. Można bowiem tworzyć różne ścieżki wyjścia z nich, a to w kształcie litery „V”, czasem „W”, innym razem „U” czy „L”. Niedawno do tego kryzysowego alfabetu dołączyła literka „K”. Ma ona symbolizować takie odbicie, w którym po gwałtownym załamaniu część sektorów wchodzi na ścieżkę szybkiego i mocnego odbicia (ramię „K” wzniesione do góry), ale równocześnie inne wpadają w trwały trend spadkowy (ramię „K” skierowane w dół).

Litera „K” jest całkiem zgrabną ilustracją oczekiwań co do odbicia koniunktury. Dla mnie jednak jest ona także symbolem dwóch innych procesów. Po pierwsze głębokich zmian strukturalnych w społeczeństwach i gospodarkach jakie zapoczątkowała pandemia (nieco już o nich pisałem w „Pandemia, roboty i nowy system społeczno-gospodarczy”), pojawiania się nowych rozwiązań, instytucji oraz równoczesnego wymierania innych. Po drugie litera „K” dobrze symbolizuje także proces szybkiego różnicowania sytuacji poszczególnych krajów w perspektywie nadchodzących lat – choć wszyscy doznali szoku, dla jednych stanie się on okazją by „wystrzelić”, dla innych zaś przełoży się na cywilizacyjny regres. Obydwa te wątki – zmian strukturalnych i sytuacji poszczególnych krajów – są ze sobą ściśle powiązane. Ci, którzy szybko zorientują się, że zachodzące zmiany mają głęboki charakter strukturalny znajdą się w gronie wygranych. Ci zaś, którzy uznają, że celem jest to by „przywrócić starą normalność” popadną w regres.

W tym kontekście pojawia się pytanie o politykę gospodarczą, potrzebną do tego by w średnim terminie znaleźć się na górnym ramieniu litery „K”, na trajektorii ekspansji i rozwoju. Patrząc na podejmowane w różnych krajach działania dość powszechnie uznaje się, że polityka ta powinna koncentrować się na dwóch elementach: i) na zapewnianiu płynności firm oraz ii) inwestycjach publicznych. To istotne elementy układanki w krótkim okresie, ale już z punktu widzenia średnio- i długofalowej perspektywy nie najważniejsze. Co więcej zbyt długie hibernowanie gospodarki (firm i branż) poprzez „zalewanie ich pieniędzmi”, to prosta droga do tego by zmiany strukturalne przegapić, a nawet je uniemożliwić. Z kolei koncentrowanie się na inwestycjach publicznych, może paradoksalnie zaciemnić obraz; koniunktura trochę się poprawi i politycy szybko uznają, że ich zadanie zostało już wykonane.

Tymczasem w sytuacji jaką mamy kluczowym obszarem, wymagającym skutecznej odpowiedzi polityki społeczno-gospodarczej jest kwestia wiedzy i kompetencji. Szybko rozwijające się i nowopowstające firmy i sektory będą wymagać innego zestawu wiedzy/kompetencji niż te, które są dziś powszechnie dostępne. Z kolei zapotrzebowanie na te powszechnie dostępne kompetencje będzie szybko spadać. Jeśli tego problemu się nie zauważy i nie zaadresuje, to w gospodarce niemożliwe stanie się osiągnięcie optimum. Z jednej strony nowoczesne i innowacyjne firmy nie będą w stanie pozyskać potrzebnych pracowników, co ograniczy ich rozwój. Z drugiej wśród pracowników rosnąć będzie rzesza tych, których kompetencje okażą się niewystarczające by znaleźć dobrze płatną i satysfakcjonującą pracę. Jednym słowem zaniedbanie kwestii kompetencji to najprostszy przepis na gospodarczy i społeczny regres.

By nie być gołosłownym warto przywołać kilka liczb z analizy McKinsey „The future of work in Europe”; do 2030 r. zapotrzebowanie na tak zwane podstawowe umiejętności poznawcze (np. wprowadzanie danych, prosta ich obróbka itp.) spadnie w Europie o blisko 30%. Spadek zapotrzebowania na pracę fizyczną i manualną ma z kolei wynieść blisko 20%. Wzrosty odnotowane zostaną natomiast jeśli chodzi o kompetencje techniczne i technologiczne (zaawansowane umiejętności w zakresie IT, badań naukowych, itd.) oraz społeczne i emocjonalne (umiejętności interpersonalne, empatia, uczenie/szkolenie innych, itp.). I będą to wzrosty bardzo duże, w pierwszym przypadku o blisko 40%, a w drugim o 30%.

To jednoznacznie wskazuje, że głównym priorytetem w zakresie polityki społeczno-gospodarczej muszą jak najszybciej stać się kwestie szeroko rozumianych inwestycji w kapitał ludzki. I to na wszystkich etapach: począwszy od edukacji podstawowej, poprzez kształcenie zawodowe, kształcenie ustawiczne. Potrzebne są pilne zmiany w odniesieniu do tego co i jak się naucza oraz jakie kompetencje kształtuje.

Ważną rolę do odegrania mają także nowe rozwiązania instytucjonalne związane z funkcjonowaniem rynku pracy, w tym m.in.: zrównanie w prawach (ochrona) i obowiązkach (składki) wszystkich form zatrudnienia, zmiana roli urzędów pracy (doradztwo karier), tworzenie rozwiązań wspierających dawanie pracownikom drugiej czy trzeciej szansy (jeśli chodzi o wykonywany zawód).

To wyzwanie odnoszące się do wiedzy i kompetencji pracowników dotyczy także naszego kraju. Potrzebujemy radykalnych zmian we wszystkich wspomnianych wyżej obszarach, o czym wielokrotnie już pisałem (np. „Globalna przewaga dzięki edukacji, „Jak dalej gonić świat”). Tylko bowiem połączenie „miękkich” reform instytucjonalnych i kontynuacja inwestycji w „twardą” infrastrukturę może sprawić, że za kilka lat będziemy mogli z satysfakcją stwierdzić, że znaleźliśmy się na tym ramieniu „K”, które wzniesione jest do góry.

Opublikowane: Parkiet, 17.10.2020

p.s.

jako „bonus” 🙂 w kontekście tematu kompetencji/edukacji załączam kilka slajdów z mojej prezentacji „Praca człowieka w świecie robotów