Na tle ogólnie dobrych informacji napływających z gospodarki wciąż blado wypadają te o inwestycjach. Wprawdzie dane o PKB wskazują, że w trzecim kwartale odnotowany został wzrost wydatków na środki trwałe (w ujęciu realnym o 3,3% r/r wobec 0,9% w Q2 i spadku o 0,5% w Q1), ale po pierwsze trudno to uznać za jakiś oszałamiający wynik, a po drugie dane o wynikach firm wskazują, że wzrost wygenerowany został przez projekty infrastrukturalne – w sektorze przedsiębiorstw odbicia inwestycji nie widać.

Rozmowy z samymi firmami wskazują, że silnego odbicia w inwestycjach korporacyjnych możemy się na razie w ogóle nie doczekać. Argumenty jakie się pojawiają wskazują na dwa główne czynniki:
i) niepewność otoczenia regulacyjno-podatkowego utrudniającą weryfikację procesów decyzyjnych oraz
ii) późną fazę cyklu gospodarczego, co rodzi ryzyko, że obecnie dokonywane inwestycje w nowe moce wytwórcze mogłyby przełożyć się na większą podaż, akurat wówczas gdy popyt ulegnie schłodzeniu.

W tym kontekście chciałbym powrócić do aspektu o jakim już kilkakrotnie pisałem (ostatnio w „Spokój na powierzchni oceanu”), a mianowicie tego w co się inwestuje. Inspiracją jest tym razem nowa książka: „Capitalism without capital”. Nie miałem okazji jej jeszcze przeczytać (na pewno to zrobię!), ale miał okazję wysłuchać ciekawej dyskusji z autorami (www.instituteforgovernment.org.uk/events/capitalism-without-capital-exploiting-intangible-economy). Choć sam temat nie jest nowy, to wygląda na to, że tym razem został potraktowany w całościowy sposób, w nawiązaniu do ważnych zagadnień współczesnego świata (secular stagnation, rosnące różnice dochodowe itd.). Główne tezy autorów sprowadzają się do następujących kwestii:

  • Coraz bardziej widoczna jest zmiana struktury inwestycji firm – od inwestycji w środki trwałe do inwestycji w wartości niematerialne i prawne (marka, wzory użytkowe, badania i rozwój, projektowanie, sieciowanie, dane, itd.),
  • Ponieważ inwestowanie w nowej formie jest znacznie bardziej wymagające (potrzebne dużo wyższe kompetencje) prowadzi do polaryzacji sytuacji firm w poszczególnych branżach (kilku wyraźnych liderów i szeroka paleta firm znacznie od nich odstających pod względem wyników/efektywności),
  • Ta zmiana struktury inwestycji ma przełożenie na procesy makroekonomiczne zachodzące lokalnie i globalnie (secular stagnation, pogłębiające się nierówności społeczne/dochodowe, niski wzrost produktywności),
  • Zmiana w strukturze inwestycji rodzi wyzwania dla polityki gospodarczej, która musi być znacznie bardziej wyrafinowana (co do form wspierania inwestycji w środki niematerialne i prawne),
  • Kluczowym obszarem, o który trzeba dbać (na poziomie firmy/gospodarki) staje się jakość kapitału ludzkiego – zarówno w kontekście bezpośrednich potrzeb związanych z tworzeniem nowego rodzaju aktywów (np. naukowcy prowadzący badania), ale także dysponowania wiedzą/kompetencjami niezbędnymi do absorpcji tych aktywów w procesie tworzenia produktów i usług dla klientów.

Nawiązując do książki nie chcę powiedzieć, że nie powinniśmy się martwić tym, że inwestycje firm nie rosną. Chcę tylko zwrócić uwagę, że na zachodzące w polskiej gospodarce zmiany powinniśmy patrzeć przez szerszy pryzmat:

  • budowania nowych modeli biznesowych lewarujących już nie tylko aktywa trwałe, ale w coraz większym stopniu wartości niematerialne i prawne,
  • rosnącej roli inwestycji w kapitał ludzki (w moim przekonaniu jeśli ten aspekt przegapimy, to wszystkie inne działania w polityce gospodarczej okażą się mieć wtórne znaczenie).