22-01-2022
7 minut

Komu i po co sprzedadzą Twój mózg?

Tytuł może się niektórym kojarzyć z transplantologią. Nie o tym jednak jest w tym tekście. Chciałbym się dziś odnieś do tego jak w bezbolesnym procesie tracimy, a w zasadzie oddajemy, swoją podmiotowość. Grozi nam, że docelowo staniemy się przedmiotami, lalkami w rękach tych, którzy dzięki kontroli nad naszymi mózgami będą realizować swoje cele. I nie chodzi bynajmniej o żadne teorie spiskowe, a o rzeczywistość, w której wszyscy na co dzień uczestniczymy, rzadko kiedy – niestety – zdając sobie przy tym sprawę z konsekwencji procesu, w którym partycypujemy.

Jak działa nasz mózg

Wszystko co przeżywamy, czego się uczymy ma wpływ na nasze myśli. Odbywa się to poprzez tworzenie tzw. „śladów pamięci” – kodowanie w mózgu naszych przeżyć i zdobywanej wiedzy odbywa się w formie połączeń pomiędzy neuronami, które tworzą rozbudowane sieci. Myślenie, to odwoływanie się do tych istniejących połączeń, a same myśli są podstawą do wyrażania pamięci, przywoływania i pobudzania naszych uczuć. Końcowym efektem tego procesu jest to co mówimy i robimy. Innymi słowy nie mówimy i nie robimy niczego, czego najpierw nie sformułowane zostało przez nasze myśli. To z kolei stało się w oparciu o miliardy połączeń istniejących w naszym mózgu, spuścizna naszych osobistych historii życia. Wszystkie te procesy przebiegają oczywiście bardzo szybko, miliony razy szybciej niż np. proces czytania tego tekstu.

Inną ważną charakterystyką naszego sposobu myślenia i działania jest to, że to na czym skupiamy uwagę – myślimy o tym najczęściej – rozrasta się i zaczyna dominować. Dzieje się tak ponieważ częste powracanie do tych samych schematów myślowych wzmacnia (rozbudowuje) wybrane połączenia pomiędzy neuronami, tworząc z nich najpierw szerokie drogi, a z czasem wręcz komunikacyjne autostrady. To właśnie ten mechanizm sprawia, że w dużej mierze stajemy się swego rodzaju automatami, w wielu sytuacjach odgrywamy zakodowane w nas „programy” (opisywałem ten proces w „Skoryguj swój kurs”).

Co wiedzą o nas BigTechy

Teraz przyjrzyjmy się pokrótce temu jak działają firmy technologiczne, różnego rodzaju wyszukiwarki, portale społecznościowe, platformy zakupowe, komunikatory, itd. Model biznesowy każdej z nich w mniejszym lub większym stopniu opera się o dane. Dane o nas. Począwszy od tego ile mamy lat, gdzie mieszkamy, co studiujemy lub jaką pracę wykonujemy.

Na tym jednak lista ich zainteresowań się nie kończy. Interesuje ich także nasz styl życia, relacje, pasje, aktywność sportowa, preferencje kulinarne, …i wiele jeszcze innych. W zasadzie interesuje je wszystko. Często nie robią tego wprost. Nie muszą. Wiedzą bowiem co i gdzie kupujemy, jak spędzamy wolny czas, jakie książki czytamy, z jakich form rozrywki korzystamy, itd. Znają także dużą część naszej korespondencji, tej z komunikatorów, wpisów na portalach społecznościowych itd. W połączeniu ze zdjęciami i filmami tego typu treści pozwalają firmom technologicznym wnikać dziś także w nasze emocje, a więc w najbardziej intymną sferę naszego życia.

Wykorzystując Big Data do analizy tych wszystkich – tylko na pozór chaotycznych – danych, firmy technologiczne są coraz częściej w stanie znać nas lepiej niż my sami. W szczególności są w stanie znacznie lepiej niż my identyfikować, to co pozostaje w naszej warstwie nieuświadomionej. Każdy ma taką sferę, to właśnie w niej operuje zdecydowana większość wspomnianych powyżej „programów”. Tych, które na co dzień determinują zdecydowaną większość naszego sposobu funkcjonowania, naszych wyborów.

Cały proces zbierania i analizowania informacji i danych o nas można porównać do prób odtwarzana na serwerach czegoś na kształt naszych głównych połączeń neuronowych, a więc…naszych mózgów. I nie powinno nas uspokajać to, że być może jest to dziś zaledwie jedynie kilka procent „nas”. Tempo zbierania i zdolności analizowania danych o nas rośnie bardzo szybko. Poza tym proces ten znacząco przyspiesza, gdy udaje się połączyć różne bazy wiedzy o nas – tak się dzieje przy łączeniu firm, np. gdy portal społecznościowy przejmuje komunikator lub platformę z filmami, albo sklep internetowy, albo bank, itd. Wówczas skokowo rośnie poziom wiedzy o nas; to klasyczna sytuacja w której 2+2=5, gdyż informacje i dane z jednego obszaru wiedzy o nas można krzyżować i łączyć z tymi z innego zakresu.

Komu sprzedadzą tę wiedzę?

Łatwo się domyślić, czemu ostatecznie to wszystko ma służyć. Chodzi o to by na nas jak najwięcej zarobić. Wszyscy już pewnie mamy świadomość, że w dzisiejszym świecie nawet nasze zwykłe dane teleadresowe, to swego rodzaju towar. A taki nasz „cyfrowy mózg”, to dopiero gratka. I nie jest to odległa przyszłość, ale świat, w którym tak naprawdę funkcjonujemy. Co więcej, dość powszechnie i bezkrytycznie akceptujemy. Wielu z nas podoba się wręcz, gdy strony internetowe sugerują nam określone utwory, towary czy usługi. Coraz rzadziej wzbudza w nas niepokój i refleksję sytuacja, gdy jeszcze w trakcie niewinnej rozmowy ze współmałżonkiem o wakacyjnych planach filmowania rafy koralowej, ni z tego ni z owego zaczynają nas ze stron internetowych „atakować” oferty sklepów ze sprzętem do nurkowania.

Tego typu wykorzystanie wiedzy o nas może i jest praktyczne dla nas, ale trzeba pamiętać, że chęć sprzedania nam tego czy innego produktu, to jeden z mniej istotnych celów, dla których można wykorzystać „serwerową wersję naszego mózgu”. Największe ryzyka są moim zdaniem związane z możliwością manipulowania nami – kształtowania naszych decyzji i wyborów w oparciu o wiedzę o każdym z nas. To swego rodzaju broń precyzyjnego rażenia, przy której masowa propaganda (np. telewizyjna) wydaje się być niewinną igraszką. Że to już się dzieje, mogliśmy się przekonać kilka lat temu przy okazji skandalu z Cambridge Analytica. O tym przypadku akurat wiemy, a ile jest takich, o których świat się nie dowiedział?

Co możemy zrobić

Moim zdaniem to co się dzieje zmierza w kierunku wizji świata, w którym będziemy „ręcznie sterowani”. Możemy np. wciąż formalnie żyć w ustroju demokratycznym, może się nam wydawać, że „mamy prawo wyboru”, ale w rzeczywistości będziemy jak kukiełki, których decyzje będą pochodną tego, co zechcą dla nas „pociągający za sznurki”. Tym bardziej, że im łatwiej poddajemy się temu co podsuwają nam algorytmy, tym bardziej utrwalają się w nas istniejące już wzorce. I jeszcze bardziej stajemy się przewidywalni dla Big Data.

Wydaje się, że mamy ostatnią chwilę, by ten proces utraty podmiotowości powstrzymać, by nie stać się marionetkami. Wymaga to jednak naszych działań. Obejmują one co najmniej dwa poziomy i mogą obejmować:

1. na poziomie osobistym:

  • pracę nad kształtowaniem w sobie świadomość „jak to wszystko działa”, „jak działa mój mózg”, „dlaczego myślę to co myślę i dlaczego robię to co robię”. Musimy zacząć docierać do tego co w nas nieuświadomione. Pozwala to na stopniowe wyzwalanie się z zapisanych w nas schematów, kasowanie niechcianych „programów”, stawanie się mniej przewidywalnymi dla algorytmów,
  • zaangażowanie się w proces edukacji zagrożeń związanych z funkcjonowaniem firm technologicznych,
  • poświęcenie uwagi wszelkim inicjatywom (krajowym, unijnym) mającym na celu regulowanie rynku „danych” o nas,

2. na poziomie wspólnotowym:

  • wspieranie rozwoju sektora organizacji obywatelskich, pozarządowych które będą „monitorować sytuację”, opracowywać projekty obywatelskie i lobbować za skutecznymi rozwiązaniami (organizacji takich jak Fundacja Panoptykon czy Centrum Etyki Technologii),
  • poszukiwania rozwiązań regulacyjnych/instytucjonalnych, które powstrzymają proces konsolidowania różnych baz wiedzy o nas oraz doprowadzą do rozproszenia zgromadzonych już zbiorów (być może udałoby się do tego wykorzystać technologię blockchain).

To z pewnością nie jest pełna lista tego co można zrobić. Na początek warto uświadomić sobie, że zachowanie podmiotowości człowieka to nie jest sprawa, która dotyczy jedynie nas. To jest kluczowa powinność obecnego pokolenia wobec wszystkich przyszłych pokoleń! Nie możemy ich zawieść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.