Kilak lat temu, w tekście „Polityka gospodarcza w warunkach niepewności” zwracałem uwagę na wyjątkowość czasów w jakich żyjemy, ich nieprzewidywalność. Wskazywałem wówczas, że obecne czasy wymagają specyficznej polityki gospodarczej, ukierunkowanej na „ograniczanie kruchości” i zapewnianie elastyczności działań. Niestety, ostatnie lata z tego typu podejściem nie miały nic wspólnego. Nawet gdy wirus wielkimi krokami zmierzał do naszych granic politycy zajmowali się wszystkim, tylko nie tym co potrzeba (łatwo sprawdzić czym się zajmowali przeglądając gazety sprzed miesiąca czy dwóch). A już najbardziej dobitnym wyrazem działania naszego państwa na zasadzie „ad hoc” jest proces tworzenie tzw. „Tarczy antykryzysowej” – pierwszy przypadek koronawirusa pojawił się w Europie w lutym, u nas 4 marca, a my wciąż biegamy po polu bitwy nadzy i bez tarczy!

Zresztą trzeba od razu dopowiedzieć, że nigdy nie mieliśmy w naszym kraju „strategicznie myślącego państwa”; sukces minionych 30 lat, w dużej mierze wynikał z faktu, że mieliśmy dużo szczęścia (nie napotykaliśmy zbyt wielu poważnych wyzwań) oraz operatywnych przedsiębiorców i menedżerów. To ten ostatni czynnik, moim zdaniem, wyróżnia nas na tle Europy i jeśli uda nam się przejść przez obecną sytuację w miarę suchą stopą to będzie głównie ich zasługa.

Przechodząc jednak do konkretów, chciałbym zwrócić uwagę na kilka aspektów, które moim zdaniem w zarządzaniu obecną sytuacją są ważne. Mam świadomość, że aktualnie uwaga wszystkich firm koncentruje się na kwestiach płynności. To dobrze. Z moimi przemyśleniami chcę pójść jednak nieco dalej, zarysować szerszą perspektywę, skupić na tym co wg. mnie jest ważne jeśli myśleć o gospodarce (państwie) jako całości, w perspektywie kolejnych kilku kwartałów.

(1) Moim zdaniem trzeba się na poważnie liczyć z tym, że „wstrząsy wtórne” (np. zaburzenia społeczno-gospodarcze w różnych częściach Europy) będą się w mniejszym lub większym nasileniu występować przez kolejne 2-3 lata. To nie będzie tak, że „wpadliśmy w dół” i w nim na 2-3 lata zostańmy, ale powrót do stanu przed wirusem też raczej nie będzie szybki i bezproblemowy. W praktyce, z punktu widzenia określonej firmy/branży, oznacza to, że trzeba mieć nie tylko plan A (na teraz), ale także plan B i C – zapewnienia elastycznego dostosowania się do zmiennych warunków, w tym w szczególności:

  • popytowych – różne rynki mogą odbudowywać się z różną prędkością (sztywne plany produkcyjne muszą zostać zastąpione szybkimi odpowiedziami na impulsy płynące z rynku),
  • podażowych – ryzyka zaburzeń łańcuchów dostaw powinny już dziś skłaniać do poszukiwania alternatyw,
  • logistycznych – być może ze względu na problemy/upadłości trzeba będzie sięgać po niekonwencjonalne działania (np. samemu leasingować samochody i zatrudniać kierowców, którzy kiedyś mieli własne firmy),
  • innych, specyficznych dla danej branży.

(2) Gospodarka to system naczyń połączonych – trzeba pamiętać, że każde działanie uruchamia łańcuch konsekwencji. Jeśli np. podstawową formą dostosowania firm będzie redukacja zatrudnienia, to w krótkim czasie będziemy mieć silny wzrost bezrobocia i wiele milionów osób skoncentrowanych jedynie na przetrwaniu. To oznacza silny szok popytowy i swego rodzaju drugą fazę problemów (pisałem o tym w „Koronawirus a gospodarka”). Koszty dostosowania trzeba więc umiejętnie rozkładać, nawet jeśli będzie to oznaczać konieczność by do biznesu dołożyć, włożyć własny kapitał. W tym względzie musimy też wyciągnąć wnioski z kryzysu 2008 r. – wówczas to właśnie na pracowników spadł główny koszt dostosowania, za co zapłaciliśmy w kolejnych latach olbrzymią społeczną cenę (zainteresowanym tym tematem polecam książkę „Obywatel na zielonej wyspie”).

(3) W sferze polityki pojawiać się może silna „pokusa nadużycia” – politycy mogą chcieć wykorzystać obecną sytuację (w tym niepewność, strach) do:

  • forsowania rozwiązań, które mogą sprawić, że „po wirusie” obudzimy się w autorytarnym państwie,
  • monetyzacji długu w skali nie tylko wynikającej z kryzysowych potrzeb, ale także do załatwiania swoich własnych, politycznych interesów.

Biorąc pod uwagę fakt, że tzw. społeczeństwo obywatelskie jest u nas słabe, to biznes (poszczególne firmy, ale także organizacje pracodawców) musi stać dziś na straży społeczno-politycznego ustroju. Z tego punktu widzenia potrzebna jest silna integracja pracodawców (w tym ich organizacji), tak by mówiły jednym, spójnym głosem.

(4) W moim przekonaniu – co wynika z wiary w polskich przedsiębiorców/menedżerów – mamy szasnę by w wymiarze biznesowym poradzić sobie w kryzysie lepiej niż inne europejskie kraje. Integracja gospodarcza sprawia, że nie jest to jednoznacznie pozytywna wiadomość, bo dla wielu firm to ich główne rynki zbytu. Chcę jednak zwrócić uwagę na coś innego – w kontekście średnio- i długofalowym kluczowa może się okazać zdolność podejmowania niekonwencjonalnych decyzji, czegoś co być może jeszcze dziś nie mieści się w naszych głowach (np. wykupu głównych partnerów/dystrybutorów za granicą, przeorganizowania logistyki itd.). Dlatego też w myśleniu o biznesie trzeba szybko wyjść poza utarte schematy i szablony.

(5) Sytuacje takie jak obecna pozostawiają ślady na lata (jeśli nie dziesięciolecia). W tym kontekście warto w swych działaniach pozostać fair, transparentnym. To jak dana firma (właściciel) zachowa się wobec pracowników, dostawców, odbiorców itd. będzie rzutowało na relacje przez kolejne lata. To samo w drugą stronę. W tym kontekście – tam gdzie to możliwe – warto wykorzystać obecny czas na budowanie nowego rodzaju relacji, szukanie wspólnych rozwiązań angażujących całe otoczenie (oprócz firmy, lokalne władze, jej kooperantów, itd.). To docelowo mogą być zręby nowego modelu firm, jakich potrzebujemy. Wielowymiarowo zintegrowanych z otoczeniem, realizujących nie tylko swoje biznesowe, ale też szersze, społeczne cele.

(6) W odniesieniu do wszystkich wymienionych wyżej punktów kluczowy okazuje się tzw. kapitał społeczny, którego jednym z najważniejszych wyrazów jest wzajemne zaufanie. Z tym kapitałem społecznym jest u nas problem (wskazują na to liczne badania). W efekcie do tej pory powszechna była „jazda na gapę” (np. jak ja zwolnię a inni nie to to mam podwójną korzyść: w stosunku do innych poprawię swoje zyski a konsumpcja nie spadnie). Dobra wiadomość jest taka, że kryzys może doprowadzić do skokowej zmiany w zakresie kapitału społecznego. Nie jest to łatwe, ale można. Trzeba tylko (i aż) zerwać ze starymi zasadami, nawykami, itd. Trzeba wyjść do siebie, poznać się, rozmawiać, szukać wspólnych rozwiązań, dzielić się dobrymi praktykami i wsparciem wykorzystując do tego np. platformy internetowe.

Ex post często okazuje się, że kryzys w określonym obszarze prowadzi do przemodelowania wielu innych. Tak też będzie z obecną pandemią. Wiele nabrzmiałych globalnie problemów wymagać w końcu będzie zaadresowania (a nie odkładania w czasie). Kształtowanie świata „po” dopiero się zaczyna. Można ten proces puścić samopas, albo popchnąć zmiany w pożądanym kierunku. W przypadku polskiego biznesu celem powinno być stworzenie wewnątrz poszczególnych firm, na poziomie branż i na poziomie całego polskiego biznesu swego rodzaju samouczącego się systemu. Jeśli potem wysyci się go technologią i wzmocni wykreowany (jak wierzę) w czasie kryzysu kapitał społeczny, to polski biznes nigdy nie będzie już taki sam jak przed kryzysem. Będzie na zupełnie nowym, wyższym poziomie!

To czy się tak stanie zależy od przedsiębiorców i menedżerów. To na nich spada dziś kluczowy ciężar odpowiedzialności. Nie tylko by uchronić własne firmy przed skutkami kryzysu, by wesprzeć lokalne społeczności, ale także by uchronić nasz kraj przed szerszymi społeczno-politycznymi skutkami obecnej sytuacji i pokusy nadużycia. Jestem pewien, że dzięki otwieraniu się na niekonwencjonalne i nowe rozwiązania egzamin ten zdadzą. Co więcej wierzę, że w ich gronie znajdą się także tacy liderzy, którzy gdy „kurz opadnie” a wirus przeminie włączą się w proces innego uzdrawiania, naszego dysfunkcjonalnego systemu politycznego i dysfunkcjonalnego państwa.

p.s.
zainteresowanych wpływem wirusa na polską gospodarkę polecam art. S.Kawalca „Jak przejść przez epidemię i przygotować gospodarkę do odbudowy”.