Ten wpis nie będzie miał formuły klasycznego felietonu. To zbiór moich przemyśleń na temat tego co może wydarzyć się w gospodarce w nadchodzących tygodniach/miesiącach i co można zrobić, by skutki epidemii pozostały ograniczone. Koncentruję się na aspektach gospodarczych. Na kwestie społeczne i długofalowe oddziaływanie obecnej sytuacji na społeczeństwo (moim zdaniem olbrzymie) przyjdzie jeszcze czas. Proponowane działania mają charakter kierunkowy, szczegóły oczywiście mogą wyglądać inaczej (być może w kontekście niektórych rozwiązań potrzebne będzie nowe/inne prawo).

Generalnie sytuacja jest unikalna i złożona, ale jeśli na czas podejmie się właściwe działania, to wpływ wirusa na gospodarkę może być relatywnie krótkotrwały. Wiele w tym względzie zależeć będzie też od tego co zrobią inni (nasi partnerzy gospodarczy) oraz od tego czy wirus będzie nawracał (na jesieni, czy będziemy mieć wówczas szczepionkę).

Charakter szoku i oddziaływanie epidemii na gospodarkę

Etap 1 – szok podażowy
Kryzys wywołany przez wirusa zaczyna się od tak zwanego szoku podażowego. Pierwsze zaburzenia pojawiły się kilka tygodni temu w związku z zakłóceniami w łańcuchach dostaw przemysłu, najpierw z Chin, później także z krajów Europy. Na ten – stosunkowo niewielki szok – nałożył się w minionym tygodniu znacznie silniejszy, związany z zamykaniem różnego rodzaju działalności w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa w naszym kraju. W praktyce oznacza to, że częściowo przestały być wytwarzane określone towary (na razie jeszcze w ograniczonej skali), ograniczony został handel, zaprzestano świadczenia wielu usług. Z punktu widzenia obiegu pieniądza w wielu firmach przestały być generowane (lub uległy znacznemu ograniczeniu) strumienie gotówki. Za chwilę (dni/tygodnie) przełoży się to na zdolność obsługi zobowiązań – dokonywania zapłaty dostawcom, pracownikom, bankom, budżetowi itp. Zacznie się rozprzestrzeniać „wirus płynności” (o czym pisałem w „Wirus (braku) płynności”) – ci co nie dostaną środków sami nie będą w stanie regulować swoich zobowiązań itd., itd.

Etap 2 – szok popytowy
Ponieważ popyt jest silnie uzależniony od podaży (bo ta oznacza produkcję, sprzedaż i ostatecznie dopływ dochodów, które przeznaczane są następnie na wydatki) szok podażowy w perspektywie kilku tygodni przełoży się na szok popytowy – ograniczenie wydatków związane ze spadkiem dochodów. Spadek ogólnych wydatków może pojawić się (i prawdopodobnie wystąpi) już wcześniej – w Etapie 1. Wynika to z faktu, że w warunkach niepewności gospodarstwa domowe (także firmy) ograniczają wydatki, które nie są kluczowe – wydajemy aktualnie więcej na żywności czy środki higieny, ale znacznie mniej ludzi myśli dziś o zakupie samochodów, mebli, sprzętu RTV (dane o tym napłyną z opóźnieniem).
Równocześnie popyt ulegnie ograniczeniu ze względu na spadek kredytów. Choć ogólny wolumen może jeszcze rosnąć (ze względu na wykorzystywanie przyznanych już limitów, debetów itd. w celu regulacji zobowiązań), to kurek nowych kredytów – zwłaszcza konsumpcyjnych i dla MSP – zostanie mocno przykręcony.

Etap 3 – pętla szoków popytowo-podażowych
Jeśli szybko nie podejmie się odpowiednich działań, to w perspektywie kilku kwartałów może powstać pętla szoków popytowo-podażowych; spadek popytu i problemy płynnościowe skłonią firmy do ograniczania wydatków inwestycyjnych, co z kolei w średnim terminie odbije się na tempie wzrostu produktywności, dochodach i popycie. Efekty te mogą ulec wzmacnianiu jeśli równolegle wystąpiłby kryzys finansowy (bankowy) lub fiskalny (związany z nadmiernym zadłużeniem sek. publicznego, co zmusza do ograniczenia wydatków w celu przywrócenia równowagi).

Co można zrobić – kluczowa rola państwa

Aby opisany powyżej scenariusz miał jak najbardziej łagodny przebieg priorytetem, kwestią natychmiastowego działania, powinno być przeciwdziałanie problemom płynnościowym. Potrzebne jest tu współdziałanie banku centralnego i rządu (budżetu). Projektowaniu właściwej polityki powinny przyświecać następujące założenia:

  1. Mamy do czynienia z sytuacją nadzwyczajną, w szczególności firmy/gospodarstwa nie są jej winne (to nie kwestia ich niewłaściwych działań)
  2. Skala potrzeb może być bardzo duża (kilka, być może nawet kilkanaście % PKB) – nie da się tego pokryć z rezerw budżetowych, kreatywnej księgowości, funduszy celowych itd.
  3. Trzeba się liczyć z tym, że koronawirus nie będzie jedynym szokiem dla gospodarki w tym roku (i kolejnych), z reguły przy „dużych wydarzeniach” pojawiają się wstrząsy wtórne. Poza tym ten sam wirus może namieszać jeszcze raz, jeśli powróci w kolejnym sezonie (nie ma pewności, że do tego czasu będziemy mieć skuteczną szczepionkę)
  4. W wielu przypadkach odraczanie zobowiązań nie będzie dobrym rozwiązaniem – dotyczy to w szczególności tych którzy trwale utracili część dochodów. Im odroczenie płatności niewiele pomoże, tym bardziej że problemy mogą potrwać dłużej (pkt. 3)
  5. Trzeba się liczyć ze znacznym ograniczeniem podaży pieniądza tradycyjnymi kanałami (kredyt sektora bankowego)
  6. Rozwiązaniem nie jest przerzucanie problemów (zobowiązań) z jednego sektora na inne (z gospodarstw na firmy, z firm na sek. publiczny, itp.). Powodów jest wiele, dwa główne to charakter szoku i wysokie prawdopodobieństwo wstrząsów wtórnych
  7. W kontekście pkt. 1-6 trzeba szukać rozwiązań, które pozostawią jak najmniejszy długotrwały „ślad” w gospodarce, szczególnie w zakresie płynności i poziomu zobowiązań (gospodarcze skutki epidemii trzeba jak najszybciej neutralizować, by nie ciągnęły się miesiącami/latami).

W praktyce powyższe oznacza, że główny ciężar instrumentów płynnościowych powinien spadać na NBP a nie budżet. Mogłoby to przybrać następującą formę:

  • wsparcie płynnościowe dla średnich i dużych firm najlepiej w formie kredytów udzielanych bezpośrednio przez bank centralny (nie jestem pewien czy prawo taką możliwość dopuszcza) lub bank będący własnością banku centralnego, z opcją częściowego a nawet całościowego umorzenia proporcjonalnie do „niezawinionych kosztów” – np. wypłaty wynagrodzeń pracownikom na kwarantannach – oraz skali utraty dochodów w powiązaniu ze skalą zobowiązań fiskalnych; w praktyce kredyty te mogłyby być dystrybuowane przez banki komercyjne,
  • weryfikacja programu gwarancji de minimis BGK w celu dostosowania do obecnie sytuacji – program ten powinien przeciwdziałać skutkom generalnego „zamrożenia” kredytowania małych i średnich firm przez banki komercyjne, jeśli potrzeba dokapitalizowanie BGK,
  • wsparcie płynnościowe dla gospodarstw domowych, najlepiej w formie bezzwrotnych zasiłków dla każdej osoby dorosłej (wg założeń „helicopter money”),
  • czasowe (2-3 miesiące) umorzenie lub odroczenie (w zależności od rodzaju działalności) płatności fiskalnych osób prowadzących działalność gospodarczą,
  • czasowe (2-3 miesiące) zawieszenie spłaty rat kredytów/leasingów gospodarstw domowych i MSP (na wniosek kredytobiorcy),
  • gotowość PFR do wchodzenia kapitałowego do bankrutujących firm (jeśli model biznesowy i/lub znaczenie dla gospodarki to uzasadniają),
  • gotowość wykorzystania przez NBP instrumentów płynnościowych dla banków,
  • zawieszenie na 6 miesięcy podatku bankowego,
  • wzmocnienie sieci wsparcia socjalnego, udzielanego już indywidualnie w oparciu o ocenę sytuacji,
  • jeśli nie ma innej możliwości wykorzystanie państwowych firm do zapewnienia dostaw strategicznych produktów (środki odkażające, maseczki, testy itp.),
  • zapewnienie sprawnego funkcjonowania strategicznych obszarów (energetyka, telekomunikacja, logistyka).

Narzędzia powinny być na tyle elastyczne, by możliwe było bezproblemowe przedłużanie wykorzystania ich w czasie. Potrzebne jest też właściwe ich wyskalowanie.

Inne kraje

Większość krajów UE ogłosiła już różnego rodzaju formy działań zapobiegawczych. Zdecydowanie największy pakiet uruchamiają Niemcy (to dla nas dobra wiadomość, to nasz główny partner gospodarczy) – minister finansów Niemiec zapewnia, że uczynione zostanie wszystko co konieczne („whatever it takes”). Głównym wehikułem wsparcia ma być bank rozwojowy KfW i jego kredyty dla firm. Znaczące obciążenia spadną także na budżet (głównie przez odraczanie zobowiązań fiskalnych).

W przypadku innych krajów skala zadeklarowanych działań jest jak na razie mniejsza niż w Niemczech, co nie wyklucza kolejnych inicjatyw w następnych tygodniach/miesiącach. Podejmowane obecnie kroki sprowadzają się do odraczania płatności fiskalnych, wsparcia wybranych segmentów firm/branż oraz grup zatrudnienia (np. samozatrudnionych). To co może niepokoić, to fakt że inicjatywy te w zdecydowanej większości obciążają budżety państw. W takich krajach jak Włochy – gdzie na dodatek mamy słaby system bankowy – może to uruchomić spiralę niekończących się problemów gospodarczych i społecznych. Gdyby do tego doszło byłby to poważny problem dla całej strefy euro i całej UE. To może być potencjalne źródło wspomnianych przeze mnie wcześniej wstrząsów wtórnych.