28-10-2022
6 minut

Nie tylko Polska się zmieniła, świat także.

Stosunkowo często dokonujemy w naszym kraju podsumowań tego, co wydarzyło się w minionych 30 latach, jak zmienił się nasz kraj po ustrojowej transformacji. Znacznie rzadziej natomiast można spotkać się z refleksją na temat tego jak w tym samym czasie zmienił się świat wokół nas. A zmienił się bardzo. I nie chodzi o pandemię czy wojnę w Ukrainie, bardzo wiele wydarzyło się w wymiarze strukturalnym. Trudno te wszystkie zmiany opisać w jednym tekście, ale na kilka warto zwrócić szczególną uwagę.

Po pierwsze nastąpił olbrzymi przyrost ludności świata. O ile w 1990 było nas na Ziemi 5.3 miliarda, to obecnie jest to 8 miliardów. Według prognoz ONZ przekroczenie tej bariery nastąpi 15-tego listopada, a w 2023 będziemy mieć do czynienia z innym symbolicznym wydarzeniem, Chiny przestaną być najbardziej ludnym krajem świata i zostaną wyprzedzone przez Indie.

Wzrost ludności w minionych 30 latach nastąpiły nierównomiernie, głównie w Azji (o 1.5 mld) i w Afryce (o 0.8 mld). W efekcie na Azję przypada dziś blisko 60% globalnej populacji (4.7 miliarda), dla porównania Ameryka Północna i Europa to łącznie jedynie 1.1 miliarda.

Przyrostowi ludności towarzyszyło narastanie różnić, jeśli chodzi o proces starzenia się społeczeństwa. O ile w 1990 mediana wieku dla poszczególnych kontynentów kształtowała się od 18 (Afryka) do 34 (Europa) lat, to dziś te różnice są znacznie większe. O ile bowiem dla Afryki mediana pozostała niezmieniona, to dla Europy wzrosła do 42 lat, dla Ameryki Północnej do 38. Starzenie się ma przełożenie na wiele procesów, w szczególności sprawia, że dane społeczeństwo coraz częściej w swych wyborach zorientowane jest na przeszłość (żyje sentymentami) niż na przyszłość (szuka innowacyjnych, nowych rozwiązań). Widać to chociażby w niedawnych decyzjach politycznych, by przywołać wybór D.Trumpa czy Brexit. W obu przypadkach decydujące było poparcie osób starszych, po 60-tym roku życia.

Kolejna ważna zmiana odnosi się do gospodarczego układu sił. Otwarcie na globalizację w połączeniu z trendami demograficznymi doprowadziło do olbrzymich przesunięć w podziale wytwarzania i dochodów. O ile w 1990 łączny udział Chin i Indii w globalnym PKB wynosił jedynie 7.5%, to obecnie stanowi już 26%! Towarzyszył temu drastyczny spadek znaczenia Unii Europejskiej (z 23.5 do 14.5%) i nieco mniejszy USA (z 21.5 do niespełna 16%). Innymi słowy, o ile w 1990 roku łączny PKB USA i UE był 6-krontnie większy od tego Chin i Indii, to dziś obie wielkości są zbliżone. Centrum gospodarcze świata nieuchronnie przenosi się do Azji Południowo-Wschodniej.

Zapoczątkowana w latach 80-tych liberalizacja rynków finansowych doprowadziła z kolei do wzrostu ufinansowienia globalnej gospodarki – szczególnie w krajach anglosaskich, ale nie tylko – zwiększenia roli rynków finansowych i powstania nowych rodzajów transakcji i podmiotów. Towarzyszyła temu malejąca transparentność działań podejmowanych na tych rynkach oraz wzajemnych powiązań. To z tych powodów kryzys finansowy – jaki przerabialiśmy w latach 2008-2009 – był tak silnie odczuwalny dla całej globalnej gospodarki. W jego następstwie wzmocniono działania regulacyjne i nadzorcze, ale ryzyk generowanych przez rynki finansowe nadal nie brakuje.

Mieliśmy także do czynienia z wykreowaniem olbrzymich w skali, działających globalnie koncernów. Wiele z nich uzyskuje dziś dochody nie tylko większe od tych uzyskiwanych przez rządy poszczególnych krajów, ale większe od PKB większości państw. Znajdująca się na czele rankingu Forbes firma Walmart uzyskała w 2021 roku przychody w wysokości 573 miliardów dolarów; to wartość wyższa od PKB większości krajów świata (wg. danych IMF na 196 krajów tylko 25 miało w 2021 roku PKB wyższy od tej wielkości). Wraz z globalizacją państwa zaczęły dopuszczać konsolidację siły w rękach korporacji, uzasadniając to oficjalnie zmianą punktu odniesienia dla liczenia udziałów rynkowych; z rynku narodowego na globalny. W praktyce chodziło jednak o coś więcej, o wspieranie „swoich” w procesie ekonomicznego podziału świata. W efekcie wielkie korporacje wyrosły ponad jurysdykcje państw, przy równoczesnym braku właściwych uregulowań międzynarodowych.

Kolejną ważną zmianą jest pojawienie się i stopniowe upowszechnianie nowego paradygmatu technologiczno-ekonomicznego, gospodarki opartej na wiedzy, a wraz z tym klasy kreatywnej i tych pracujących w ramach gig-economy (pisałem o tym niedawno w „Technologia, technologia, ….instytucje”).

Warto odnotować także szereg innych istotnych zmian. W szczególności gwałtowny wzrost presji na środowisko i coraz liczniejsze dowody antropomorficznego pochodzenia zmian klimatu oraz przyspieszającego tempa tego procesu (od lat 80-tych XX wieku średnioroczne tempo przyrostu temperatury na naszym globie uległo podwojeniu).

Obserwujemy też narastające napięcia na styku człowiek-technologia – obserwowany w ostatnich 30-latach rozwój technologii zaczął stwarzać coraz większe pole do różnego rodzaju mniej lub bardziej subtelnych nadużyć, takich gdzie o jednoznaczną ocenę „dobre‑złe” jest trudno. Chodzi m.in. o kwestie wykorzystywania danych o konsumentach, wpływania na nasze decyzje, zagrożenie kapitalizmem inwigilacji, itd.

Jesteśmy też świadkami licznych napięć na płaszczyźnie „globalizacja-lokalność”. Mają one charakter dwukierunkowy. Z jednej strony coś co kiedyś pozostawało problemem lokalnym, w zglobalizowanym świecie może eskalować w problem regionalny lub globalny. Z drugiej, procesy globalne silnie oddziaływają na funkcjonowanie lokalnych społeczności; podjęta w centrali globalnego koncernu – np. w USA – decyzja o połączeniu z inną firmą, prowadząca do zamknięcia fabryki zlokalizowanej w małym, prowincjonalnym miasteczku gdzieś w Europe, dramatycznie zaburza wszelkie procesy zachodzące w tej miejscowości.

Dlaczego warto czynić refleksję nad tego typu procesami? Bo to co dzieje się wokół nas rodzi olbrzymie konsekwencje. Niewątpliwy sukces odniesiony w minionych 30 latach miał miejsce na fali korzystnych dla nas uwarunkowań globalnych, ale teraz nie ma już po nich w zasadzie śladu. By trwale odnosić sukcesy potrzeba zdolności do systematycznej refleksji, pogłębionego i krytycznego spojrzenia na rzeczywistość, uczynienia wysiłku zrozumienia czy to jak postrzegamy rzeczywistość nie jest (już) czasem błędne. Ta systematyczna refleksja powinna prowadzić do zmiany stawianych sobie – jako społeczeństwo – celów oraz towarzyszących im narracji i rozwiązań instytucjonalnych. Mam wrażenie, że takiej refleksji zdecydowanie u nas brakuje.

Opublikowane: Parkiet, 23.10.2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.