cz.1 przywołałem kilka tez z wykładu D.C. Northa odnoszących się do niepewności i zmian instytucjonalnych. Dziś – zgodnie z zapowiedzią – kilka słów mojego komentarza. Na początek próba interpretacji tego z czym obecnie mamy do czynienia z perspektywy teorii Northa:

  • To co dzieje się dziś w wielu krajach świata (zmiany polityczne, zmiany w systemach społeczno-gospodarczych itd.) to naturalna próba przebudowy systemu instytucjonalnego w warunkach narastającego przekonania, że poprzednie rozwiązania nie zapewniły racjonalnego poziomu niepewności, czy wręcz – według niektórych – stały się źródłem jej eskalacji. W opinii tych ostatnich liberalizacja i globalizacja – które w ostatnich dziesięcioleciach nadawały ton w kontekście rozwiązań instytucjonalnych – stworzyły w krajach rozwiniętych przestrzeń dla mechanizmów umożliwiających obejście systemów bezpieczeństwa stworzonych w ramach tzw. „państwa socjalnego”. Chodzi w szczególności o przenoszenie produkcji do tzw. „tańszych” krajów, co doprowadziło do degradacji pozycji znacznej części tzw. klasy średniej, a tym samym wzrostu niepewności,
  • Patrząc na różne kwestie globalne wydaje się, że największe zmiany instytucjonalne są wciąż przed nami. Dlaczego? Reakcja na kryzys nastąpiła moim zdaniem w dużej mierze w ramach istniejących mechanizmów/instytucji. Klasycznym przykładem jest fakt, że kryzys zadłużenia był zwalczany poprzez…dalszy wzrost długu. W efekcie mamy dziś rekordowo wysoki poziom globalnego długu w relacji do PKB, co stanowi narastające obciążenie systemowe globalnej gospodarki. W związku z tym wciąż przed nami są bardziej radykalne dostosowania, polegające na przedefiniowaniu globalnego systemu finansowego (pretekstem do nich będzie z pewnością jakiś kryzys).
  • Zgodnie z tym co pisze North można przyjąć, że obecne poszukiwanie alternatywnych rozwiązań instytucjonalnych bazuje na zestawie określonych przekonań (odmiennych od tych jakie dominowały w minionych dziesięcioleciach) a nie prawd. Ponownie artykułuje się przy tym to co pasuje zwolennikom tych nowych doktryn, a przemilcza potencjalne ryzyka. W tej sytuacji nowe rozwiązania nie będą w stanie zagwarantować ograniczania niepewności – być może zmniejszą ją jednym grupom społecznym, ale za to eskalują ją u innych,
  • Ten powyższy argument wspiera jeszcze inna konstatacja Northa, że tym co przyspiesza procesy zmian (przekładając się na niepewność) jest poziom konkurencji pomiędzy organizmami gospodarczymi (państwami, firmami). A ten narasta i będzie narastał, głównie ze względu na postęp technologiczny (rozwiązania dostępne w transporcie, telekomunikacji itd.). Ten czynnik sprawia, ze konkurencja będzie się wzmagać, a niepewność będzie rosła,
  • Odnosząc się do naszych lokalnych zmian, w kontekście tego co pisze North, nie zdziwi mnie jeśli przeprowadzane w ostatnich dwóch latach u nas w kraju przekształcenia instytucjonalne nie przyniosą oczekiwanych skutków. Wynika to z faktu nie doceniania – jak się wydaje – roli nieformalnych ograniczeń. W efekcie fasada będzie nowa, nowe hasła na banerach, nowi będą też beneficjenci określonych układów, ale praktyki z dużym prawdopodobieństwem pozostaną te same.

Przechodząc do praktycznych wniosków. Otóż można odnieść wrażenie, że przedstawione przez Northa tezy to taka wygodna wymówka do tego, żeby niepewnością, planowaniem, prognozowaniem itd. za bardzo się nie przejmować. No bo skoro świata wokół nas i tak nigdy nie uda się poznać i zrozumieć, to lepiej żyć tym co tu i teraz, także w kontekście działań biznesowych. I moim zdaniem….dużo w tym prawdy. Ile to razy okazywało się, że zapowiadane hucznie kryzysy nie nadchodziły, a za to innym razem byliśmy zaskakiwani wydarzeniami (kryzys 2008, Brexit, zwycięstwo Trumpa), których wystąpienia nikt (lub bardzo niewielu) przewidziało. Jestem pewien, że w nadchodzących latach będziemy świadkami kolejnych tego typu sytuacji.

Takie podejście – zachowywanie „zdrowego dystansu” do niepewności i prognoz – to jednak moim zdaniem za mało. Polityka gospodarcza i biznesowe działania dzisiejszych czasów wymagają czegoś więcej, a mianowicie:

  • Wzmacniania – odwołując się do N.Taleba – anty-kruchości biznesu/gospodarki, identyfikowania „wrażliwych punktów” i podejmowaniu działań zabezpieczających (więcej o tym pisałem w: „Czy Polska jest krucha?”),
  • Zapewnienia elastyczności działań. To z jednej strony odnosi się do kwestii struktur organizacyjnych, które pozwalają na szybkie wyciąganie wniosków i podejmowanie decyzji, z drugiej do tworzenia „buforów bezpieczeństwa”. Czas relatywnego spokoju i stabilności powinien być wykorzystywany do tworzenia „miejsca na działanie” (np. „zaszywania” tu i ówdzie rezerw na wypadek nieprzewidzianych trudności). W polityce makroekonomicznej powinno się to m.in. objawiać nadwyżką budżetową, redukcją długu publicznego itd. (więcej na ten temat „Polityka gospodarcza w warunkach niepewności”),
  • Wykorzystywania nadarzających się szans – globalne zaburzenia rodzą liczne szanse; dla firm mogą np. rodzić okazje atrakcyjnych przejęć (tych, którzy nie dali sobie rady). Z kolei dla krajów umiejętność żeglowania po oceanie niepewności, to szansa na wyróżnienie się na tle innych (nagrodą za to bywa z reguły sympatia/napływ inwestorów).

Spełnienie powyższych warunków zwiększa możliwości elastycznego dostosowywania się do zmieniających się warunków. A zgodnie z teorią ewolucji to właśnie zdolność dostosowania – a nie przewidywania – okazuje się kluczowa dla przetrwania.