16-08-2022
8 minut

Polska – kraina mlekiem i miodem płynąca?

Wakacje to z reguły okres, w którym więcej niż przeciętnie uwagi poświęcamy rodzinie, znajomym, przyjemnościom, pasjom, rozrywkom, itd. Czas, w którym uświadamiamy sobie (mam taką nadzieję 😊) znaczenie równowagi różnych elementów naszego życia.

PKB rządzi

Nie inaczej powinno być na poziomie społecznym. Rozwój nie powinien sprowadzać się jedynie do wymiaru dochodowego. Niestety wciąż jeszcze – nie tylko zresztą u nas – dość mocno pokutuje takie właśnie postrzeganie rozwoju, czego wyrazem jest skala skupienia uwagi na wskaźniku jakim jest Produkt Krajowy Brutto (PKB). To z jednej strony miara wszystkiego co zostało w danym kraju wytworzone, ale równocześnie suma uzyskiwanych – w różnej formie – dochodów.

PKB analizuje się głównie w kontekście tego czy i jak szybko rośnie, zarówno w wymiarze nominalnym, realnym jak i w ujęciu na mieszkańca. To także podstawowa miara wykorzystywana do międzynarodowych porównań – rządzący z dumą informują nas, jeśli pod względem PKB per capita wyprzedzamy inne kraje (w przypadku Polski udało nam się niedawno wyprzedzić Portugalię).

Gdyby patrzeć jedynie na poziom dochodów, to już dziś powinniśmy się w naszym kraju czuć szczęśliwi i na swój sposób wyróżnieni. Mamy bowiem ten przywilej, że przynależymy do elitarnego grona – aż 85% ludności świata żyje w krajach, w których średni poziom PKB per capita kształtuje się poniżej średniej dla Polski. Tak, tak, często sobie tego nawet nie uświadamiamy.

Dobrostan i jego złożoność

W tym miejscu pojawia się pytanie: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle, dlaczego tak wielu z nas czuje niedosyt, nie identyfikuje swojego życia z pojęciem dobrostanu? Powody takiej sytuacji są w zasadzie trzy. Po pierwsze, średni poziom skrywa dużą różnorodność; na jednym krańcu są ci, którzy nie mają już na co wydawać, a na drugim tacy, którzy mają problem by związań przysłowiowy koniec z końcem.

Po drugie, liczne psychologiczne i socjologiczne badania wykazują, że dużo ważniejszy dla naszego postrzegania siebie w świecie jest relatywny (na tle innych), a nie nominalny poziom życia (dochodów). Jeśli uzyskujemy wysokie dochody, ale nasza grupa odniesienia (np. sąsiedzi) mają je jeszcze wyższe i na dodatek to demonstrują (w formie częstej wymiany mebli, samochodów, itd.), to obniża to nasze poczucie dobrostanu. Wyjątek od tej zasady stanowi jedynie niewielki odsetek globalnego społeczeństwa, ci którzy mają świadomość, że takie właśnie postrzeganie świata to swego rodzaju iluzja, ukształtowana przez nasze nieświadome ego (nie będę tego zagadnienia rozwijał, bo to motyw na zupełnie inny tekst 😊).

Po trzecie, choć poziom dochodów jest ważnym parametrem, to dobrostan (utożsamiany niekiedy ze szczęściem) jest znacznie bardziej złożonym fenomenem. Wynika to z jednej strony z faktu, że nie wszystko da się kupić za pieniądze, a z drugiej, że skoncentrowanie uwagi jedynie na dochodach może prowadzić do zaburzenia równowagi w innych sferach życia – pewnie każdy z nas ma w swym otoczeniu kogoś, kto dla pracy/dochodów poświęcił (zbyt) wiele, i to w różnych wymiarach: zdrowotnym, rodzinnym, relacyjnym, itd.

Na szczęście ta złożoność procesów związanych z życiową satysfakcją i szczęściem powoli przebija się do tak zwanego mainstreamu. Są już nawet kraje, które budują swoje strategie społeczno-gospodarcze w oparciu o szeroko rozumiany dobrostan. Równocześnie rośnie liczba i popularność szerszych, niż PKB, mierników społecznego rozwoju. Ja dziś chciałbym się skupić na jednym z nich, opracowanym przez OECD, tak zwanym Better Life Index (BLI).

BLI powstał ponad 10 lat temu. Opiera się na różnego rodzaju wskaźnikach, które pogrupowane są w ramach 11 obszarów: sytuacja mieszkaniowa, dochody i majątek, praca i jej jakość, życie społeczne, edukacja, środowisko, zaangażowanie społeczne, zdrowie, satysfakcja z życia, poczucie bezpieczeństwa, równowaga życia i pracy. Indeks bierze pod uwagę nie tylko średnie poziomy, ale także skalę nierówności, zarówno w wymiarze płci, jak i dochodowym. Analiza odnosi się do 41 krajów: 37 krajów członkowski OECD i 4 spoza tego ugrupowania.

Polska – mleko i miód?

W kontekście oceny sytuacji Polski – o czym poniżej – trzeba od razu zwrócić uwagę na fakt, że OECD to dość elitarne grono. Kiedyś skupiało w zasadzie najbogatsze kraje świata. Choć dziś do organizacji należą także niektóre kraje wschodzące, to nie zmienia to faktu, że to instytucja zdecydowanie bardziej reprezentatywna dla wspomnianych powyżej 15% najbogatszych, niż dla pozostałych 85%. Jak na ich tle wypada Polska? Poniższy wykres obrazuje pozycje Polski we wspomnianych powyżej kategoriach. Najgorzej wypadamy jeśli chodzi o sytuacje mieszkaniową (34 pozycja na 41 krajów), środowisko (33), zdrowie (32) i satysfakcję z życia (30). Najlepiej, pod względem edukacji (6). Wskaźniki związane z dochodami i majątkiem plasują nas na 27 pozycji.

Zainteresowanych pełnym zrozumieniem, co skrywa się za taką czy inną kategorią oraz za zajmowaną przez nas pozycją zachęcam do lektury opisu dostępnego na stronie BLI poświęconej Polsce (tutaj).

Z mojej strony kilka punktów nieco bardziej ogólnego komentarza:

  • wiele wskazuje na to, że nasz rozwój w minionych 30 latach nie był wystarczająco równomierny. Niektóre kwestie udało się rozwiązań stosunkowo dobrze, ale kilka kluczowych obszarów (mieszkalnictwo, środowisko, zdrowie) wymaga zdecydowanie większej uwagi i zaangażowania w ramach polityki społeczno-gospodarczej,
  • niska ocena sytuacji z zakresie mieszkalnictwa obrazuje moim zdaniem nieudolność polityk publicznych w tym zakresie; choć w minionych 20 latach w zasadzie każdy kolejny rząd wpisywał na swe sztandary poprawę sytuacji mieszkaniowej, to każdy z tych „wielkich planów” kończył się jeszcze większą klapą. Moim zdaniem stało się tak, gdyż powstawały one „od górnie”, w oparciu o zasadę „wiemy lepiej”. Może nadszedł czas na zmianę podejścia? Na odszukanie miasta, gdzie problemy mieszkalnictwa udało się rozwiązać lokalnie i wykorzystanie ich doświadczeń dla opracowania ogólnokrajowego programu. Może też okaże się, że taki ogólnopolski program nie ma sensu, bo specyfika poszczególnych miast sprawia, że lepsze byłyby strategie lokalne ,
  • w przypadku środowiska, słaba pozycja Polski wynika z jednej strony z punktu wyjścia (gospodarka socjalistyczna doprowadziła do olbrzymiej degradacji biosfery), ale także braku konsekwentnych i zdecydowanych działań w niektórych obszarach (np. ogrzewanie węglem), za co płacimy dziś olbrzymią cenę w postaci blisko 50 tys. przedwczesnych śmierci rocznie w związku z jakością powietrza jakie wdychamy. Jeśli chcemy rzeczywistej poprawy dobrostanu, musimy kwestii zanieczyszczenia powietrza przypisać znacznie większy priorytet. I nie chodzi jedynie – a nawet nie głównie – o pieniądze,
  • słaba pozycja w odniesieniu do służby zdrowia, to pochodna braku – od co najmniej kilkunastu lat – wizji i związanej z nią długofalowej strategii działania. To właśnie te elementy decydują np. o tym, że dopuściliśmy do masowego odpływu kadr z ochrony zdrowia, a na dodatek brak właściwej polityki kształcenia w zawodach związanych z ochroną zdrowia sprawia, że nowo wchodzący na rynek pracy nie będą w stanie zastąpić tych odchodzących w najbliższych latach na emerytury, jest ich po prostu za mało,
  • co do edukacji, to w moim przekonaniu ocena naszego kraju jest na swój sposób „historyczna”. Oparta jest ona na osiągnięciach edukacyjnych związanych z funkcjonowaniem systemu, którego już nie ma. Reformy ostatnich lat przełożą się na znaczne pogorszenie wyników edukacyjnych. Tak samo jak brak zmiany podejścia do sytuacji i statusu nauczycieli; erozja ich ekonomicznej i społecznej pozycji sprawia, że bycie nauczycielem staje się dziś negatywnym wyborem.

Można napisać jeszcze wiele o dobrobycie w Polsce w oparciu o BLI, ale moim celem jest co innego; chciałbym zachęcić do częstszego wykorzystywania tego typu wskaźników w debacie na temat rozwoju naszego kraju. Także przy ocenianiu działań polityków. I nie chodzi jedynie o media, chociaż o nie także. Co z tego bowiem, że PKB będzie wskazywał, że „patrząc średnio” nadal się bogacimy, skoro np. nie jesteśmy w stanie zapewnić wysokiej jakości służby zdrowia. Tym bardziej, że w warunkach szybko starzejącego się społeczeństwa bez radykalnych reform będzie to sfera ściągająca nasz dobrobyt i dobrostan szybko i silnie w dół, prowadząc równocześnie do nowych społecznych podziałów (w sytuacji niedoboru bogatsi będą prawdopodobnie uprzywilejowani). Tak samo ze środowiskiem; słabość rozwiązań lub brak właściwych działań w tym obszarze, będzie nie tylko prowadził do cyklicznych katastrof (podobnych do tych, jaką właśnie przerabiamy), ale też – w warunkach szybko zachodzących zmian klimatycznych – do braku podstawowych zasobów takich jak woda. Przy braku tej ostatniej o dobrostanie nie będziemy nawet marzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.