Od kilku lat Unia Europejska zmaga się z problemem nie do końca kontrolowanego (i chcianego) napływu imigrantów, a polityka imigracyjna to jeden z tzw. „gorących tematów”. Osiągnięte niedawno porozumienie to (mały) krok naprzód w bieżącym zarządzaniu napływem uchodźców. Nie powinno ono jednak przesłaniać faktu, że problem jest znacznie głębszy i wymaga znacznie bardziej fundamentalnych rozwiązań. By go naświetlić trzeba wejść w dynamikę kluczowych procesów jakie zachodzą i zachodzić będą w krajach, które są głównym źródłem imigrantów.

Dwa główne kierunki napływu imigrantów do Unii Europejskiej to Afryka i Bliski Wschód. Powody napływu z obu kierunków są jednak różne. W przypadku Bliskiego Wschodu głównym powodem emigracji były w ostatnich latach napięcia i konflikty zbrojne. Do tego typu wydarzeń trudno jest mieć jakieś systemowe podejście, tym bardziej że źródła napięć bywają bardzo różne. Inaczej sytuacja wygląda jednak w przypadku Afryki. Tutaj na pierwsze miejsce wysuwają się trendy demograficzne, które w nadchodzących latach będą się nasilać. Obecnie Afryka liczy 1.3 mld osób, ale do 2030 r. liczba ludności tego kontynentu ma przyrosnąć – według prognoz Organizacji Narodów Zjednoczonych – do co najmniej 1.7 mld, a do 2050 r. ma się z obecnego poziomu podwoić. Co jednak bardziej istotne w kontekście trendów migracyjnych to fakt, że w latach 2015-2030 blisko 0.5 mld Afrykańczyków przekroczy 15-ty rok życia. To blisko 1/3 więcej niż w minionej 15-latce. Osoby te będą się starały ułożyć sobie życie, znaleźć pracę, założyć rodzinę. To potencjalni pracownicy i konsumenci. Pytanie tylko czy i gdzie będą w stanie realizować swoje życiowe i zawodowe aspiracje.

W tym miejscu dotykamy drugiej – obok demografii – bardzo istotnej kwestii w kontekście migracji. W przeszłości pozytywne trendy demograficzne w krajach ubogich przekładały się z reguły na gospodarczy boom. Podaż taniej siły roboczej i perspektywa rosnącego popytu skłaniała globalne koncerny (pod warunkiem zapewnienia im minimalnych standardów w zakresie prawa i infrastruktury) do relokowania produkcji na te właśnie rynki. Prowadziło to w tych krajach do szybkiej ekspansji gospodarczej w oparciu o proste mechanizmy przemieszczania zasobów pracy z nisko produktywnej działalności rolniczej do znacznie bardziej wydajnych: przemysłu i usług. Ta stosunkowo prosta „drabina rozwoju” pozwalała na skuteczne wychodzenie z biedy i wspinanie się pod względem poziomu dochodów na mieszkańca, stopniowe doganianie bogatszych krajów. Jej ważną zaletą było także to, że tworzyła szanse rozwojowe „na miejscu” o czym dobitnie świadczą liczne przykłady krajów Azji Południowowschodniej, które w minionych dziesięcioleciach rozwijały się właśnie w ten sposób.

Obecnie jednak sytuacja się zmienia. Postęp technologiczny sprawia, że modele produkcji oparte są w coraz większym stopniu na procesach automatyzacji i robotyzacji. W efekcie wykorzystanie prostej (i taniej) pracy w procesach produkcyjnych traci stopniowo na znaczeniu. W połączeniu z rosnącym w niektórych bogatych krajach naciskiem politycznym na „produkowanie u siebie” będzie to prawdopodobnie prowadzić do odstawienia ubogim krajom drabiny do lepszego życia. Może nie być po czym się wspinać. Że nie jest to jedynie teoria świadczy fakt rosnącej powszechności zjawiska tzw. „przedwczesnej deindustrializacji”. Polega ono na spadku znaczenia przemysłu w gospodarkach krajów rozwijających się zanim jeszcze tak naprawdę osiągną one poziom dojrzały.

Dla krajów Afryki opisane powyżej procesy – demograficzne i przedwczesnej deindustrializacji – rodzić będą olbrzymie wyzwanie „zagospodarowania” podaży młodych ludzi na rynku pracy i zapewnienia im możliwości życia i rozwoju. Istnieje poważne ryzyko, że w wielu krajach (chociażby ze względu na słabości instytucjonalne) się to po prostu nie uda. Stąd już prosta droga do konstatacji, że fala migracyjna młodych mieszkańców Afryki, którzy poszukiwać będą szczęścia poza własnym krajem będzie się utrzymywać, a nawet narastać. By ograniczyć jej skalę Europa (najlepiej w połączeniu z innymi częściami rozwiniętego świata) musi mieć strategię wsparcia rozwoju Afryki. I nie chodzi o proste środki pomocowe, bo te – jak wskazują lata praktyki – nie działają. Chodzi o to by odstawianą właśnie drabinę rozwojową zastąpić nową, stwarzającą szansę na rozwój i godne życie. Wypracowanie takiej strategii nie jest z pewnością zadaniem łatwym, ale jej brak może w wielu aspektach zdeterminować przyszłość Europy.

 

Opublikowane: Parkiet, 11.07.2018