Spędzając ostatnimi czasy sporo godzin za kierownicą samochodu miałem okazję sięgnąć do audiobookowej wersji Raportu „Reforma kulturowa 2020-2030-2040”. Pierwszy raz zetknąłem się z nim tuż po jego publikacji, w 2016 r. Już wówczas wywarł on na mnie duże wrażenie. Głównym powodem był fakt, że była to pierwsza – i chyba wciąż jedyna – próba spojrzenia na wyzwania naszego kraju z poziomu syntezy kulturowej, będąca efektem przeniknięcia przez wierzchnie warstwy funkcjonowania w sferze polityczno-społeczno-ekonomicznej i dotknięcia tego co nas jako społeczeństwo determinuje.

Dziś Raport budzi we mnie jeszcze większy szacunek. Wiele z zawartych w nim diagnoz i przewidywań okazało się (niestety) prorocze. Lata, które minęły od publikacji Raportu przyniosły nasilenie opisanych w nim negatywnych zjawisk. Oto kilka fragmentów z części „Zbyt późna nowoczesność” autorstwa antropologa, prof. Przemysława Czaplińskiego:

  • Polska literatura ostatniej dekady, potraktowana jako zapis i prospekt zbiorowych tożsamości, mówi wyraźnie, że nie ma dzisiaj takiej grupy społecznej, która cofałaby się przed stosowaniem przemocy. Narodowcy i homoseksualiści, konserwatyści i pluraliści, prawicowcy i feministki, katolicy i antyfaszyści, obrońcy krzyża i obrońcy zwierząt – wszyscy oni opowiadają o aktach zastosowania siły w odpowiedzi na niesprawiedliwość,
  • Z czego wynika nadobecność przemocy? (…) W grę wchodzi, po pierwsze, kryzys dialogu (konsensualności, parlamentaryzmu) jako strategii uprawomocniania zbiorowych tożsamości (w rezultacie społeczeństwo snuje o sobie narracje tak, jakby „rządziło się samo”); po drugie, kończy się skuteczność nowoczesnego gospodarowania dumą i wstydem; po trzecie, wyłania się nowa sieć afektywna, której żywotność zapewniają silne emocje negatywne; po czwarte, nastąpiło przedefiniowanie ofiary – po doznaniu krzywdy nie musi ona wyrzekać się przemocy,
  • Co „robi przemoc”? Mediuje. Pośredniczy między różnymi ludźmi i grupami, a także między czasami. Mediacyjna funkcja społeczna przemocy polega na tym, że łączy ona osobnych: na chwilę jednoczą się pokrzywdzeni reprezentujący różne doświadczenia i rozpoznają wzajemne podobieństwo jednego rysu – podobieństwo w kwestionowaniu stanu obecnego i w gotowości działania. Wiąże się to z mediacją drugą, obejmującą słabe połączenie czasu teraźniejszego z przyszłym: chwilowa wspólnota gniewu wie, czego nie chce dłużej tolerować, nie wie, co miałoby nastąpić po zabójstwie założycielskim. W dokonywanym przez nią akcie przemocy przejawia się raczej pragnienie, by zatrzymać czas teraźniejszy, niż umiejętność otwarcia czasu przyszłego,
  • Wszystkie omówione przeze mnie zjawiska – zanik witalności idei nowoczesnych, słabnięcie progresywnej roli wstydu i dumy, rosnąca rola silnych emocji, wyłanianie się społeczeństwa gniewu, nowy (związany z przemocą) rys tożsamości zbiorowych – sumują się w stan rozproszenia aksjologicznego, narracyjnego i symbolicznego. Wnioski, które potrafię sformułować, są, podobnie jak rozproszenie, mało wyraziste. Po pierwsze, potrzebne zmiany kulturowe – więcej współpracy niż konkurencji, więcej bezpieczeństwa niż bogactwa (więcej stabilności niż ryzyka), więcej solidarności ludzkiej i pozaludzkiej niż egoizmu – mają szansę tylko pod warunkiem, że nie zostaną wplątane w aktualne metody gospodarowania gniewem. Po drugie, mówienie o zmianach (mentalności, zachowań, preferencji, praktyk) w odniesieniu do dorosłych zawsze będzie spóźnione o dorosłość – zaczynać należy od dzieci. Po trzecie, słabnie możliwość negocjowania zmian czy wprowadzania ich drogą racjonalnej debaty – szanse modyfikacji tkwią raczej w odwoływaniu się do emocji i wrażliwości.

Powyższy opis nie wymaga w zasadzie komentarza. Jeden aspekt przykuł jednak szczególnie moją uwagę. To kwestia odnosząca się do fragmentu, mówiącego o tym, że „wspólnota gniewu” wie czego nie chce tolerować, nie wie natomiast co miałoby nastąpić w zamian. W naszej historii w sytuacji braku akceptacji „obecnego stanu” znajdowaliśmy się już wielokrotnie. Z reguły jednak wiedzieliśmy na czym ma polegać zmiana. Tak było m.in. przed 30 laty, przy okazji ostatniej transformacji ustrojowej – chcieliśmy budować demokrację i społeczną gospodarkę rynkową.

Obecny brak wizji jest niepokojący. Gniew może bowiem zostać w łatwy sposób zagospodarowany przez siły populistyczne i/lub autokratyczne (pisałem o tym szerzej w „Tożsamość – słowo klucz 2020 r.”). Nie można też wykluczyć stopniowej anarchizacji, a to już prosta droga do rosnącej zależności zewnętrznej. By temu zapobiec coraz bardziej pilna staje się potrzeba wypracowania alternatywnej, optymistycznej i angażującej wizji dla naszego kraju. Czegoś ponad podziałami, będącego w stanie przetransferować drzemiącą w społecznym gniewie siłę w konstruktywną i kreatywną MOC (porównanej „Nadchodzi nowe. Nie zmarnujmy tej SZANSY!”).