Ponad dwa lata temu w tekście „Stan podgorączkowy?” zwracałem uwagę na przełożenie procesów demograficznych i związanych z nimi zmian na rynku pracy na koniunkturę gospodarczą. Pisałem wówczas, że w krótkim okresie (2-3 lat) wzrosty płac i zatrudnienia będą wspierać popyt konsumpcyjny, a tym samym wzrost PKB. Równocześnie zwracałem uwagę, że oddziaływanie na koniunkturę w dłuższym okresie nie musi być już takie jednoznacznie pozytywne. W niniejszym felietonie chciałbym powrócić to tego ważnego zagadnienia. Płace wciąż w Polsce rosną w solidnym tempie, podobnie jak zatrudnienie, za tym wszystkim idzie zwiększona konsumpcja. Coraz bardziej widać już jednak napięcia jakie temu towarzyszą – np. pomimo silnego wzrostu gospodarczego zyski firm przestały rosnąć. W związku z tym warto stawiać pytanie: co dalej?

Odpowiedź na to pytanie zależy od tego jak na sytuację na rynku pracy zareagują firmy. Można sobie wyobrazić trzy scenariusze. Pierwszy z nich – najbardziej pożądany – zakłada, że firmy dość szybko i powszechnie uświadomią sobie, że zmiany na rynku pracy mają trwały charakter i w związku z tym podejmą długofalowe dostosowanie. Na czym miałoby ono polegać? Na zmianie struktury wykorzystania czynników produkcji – jej stopniowym przesuwaniu od prostej pracy do kapitału, technologii, czy też innych form wiedzy. W zależności od rodzaju biznesu czy specyfiki danej firmy powinno się to przekładać na zwiększone nakłady na maszyny, nabywanie nowych licencji, technologii (także poprzez inwestycje kapitałowe – zakupy innych firm), zwiększone wydatki marketingowe, nakłady na badania i rozwój, itd. Procesom tym towarzyszyć powinna weryfikacja produktów/usług (być może ich paletę trzeba zmienić, odejść od tych najtańszych a skoncentrować się na tych konkurujących unikalnymi właściwościami), pozycji w łańcuchu tworzenia wartości czy też metod/form dotarcia do klientów. Na poziomie zagregowanym scenariusz ten przełożyłby się na wzrost produktywności nadążający za tempem wzrostu płac. W efekcie mielibyśmy do czynienia z trwałym przesunięciem gospodarki w kierunku większego zaawansowania, produktywności i płac.

Drugi scenariusz jest mniej atrakcyjny dla gospodarki. Zakłada on, że w oparciu o dobrą koniunkturę firmy powszechnie odpowiedzą na sytuację na rynku pracy podnosząc płace, ale nie podejmując głębszych, strukturalnych dostosowań. Można zakładać, że w takiej sytuacji przy najbliższym spowolnieniu gospodarki przedsiębiorstwa zostaną zmuszone przez sytuację rynkową do głębokiej restrukturyzacji, części z nich jednak nie uda się tego zrobić bo wcześniej zbankrutują. To, jak wiele, będzie zależeć od natury spowolnienia – czy będzie ono miało charakter łagodny czy też formę „twardego lądowania”.

Trzeci wreszcie scenariusz zakłada, że podstawową formą odpowiedzi przedsiębiorstw będzie swego rodzaju próba przeczekania, polegająca na wykorzystaniu prostych rezerw efektywnościowych, podnoszeniu płac w takim zakresie w jakim jest to potrzebne do utrzymania obecnego zatrudnienia, ograniczonej skłonności do inwestycji w nowe moce produkcyjne, tak by nie musieć zatrudniać nowych pracowników. Generalnie wyczekiwanie na to, że sytuacja na rynku pracy wcześniej czy później się unormuje, co biorąc pod uwagę demograficzne podłoże zmian wcale nie musi nadejść (chyba, że w warunkach silnego spowolnienia/recesji).

W praktyce każda firma może wybrać jeden z trzech wariantów. Sytuacja na poziomie zagregowanym (całej gospodarki) będzie pochodną tego jak popularny okaże się każdy z nich. Już teraz można się pokusić o pewne spostrzeżenia i obserwacje, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę segmentację na trzy grupy firm: spółki państwowe, spółki z udziałem kapitału zagranicznego i lokalne spółki prywatne.

W spółkach publicznych procesy zachodzące na rynku pracy są zauważane, ale pozostają w tle swoistego dla tej grupy firm cyklu politycznego. Poza tym są to z reguły duże firmy, nierzadko funkcjonujące jako monopole lub oligopole, w związku z tym mają one dość duże możliwości przenoszenia swoich kosztów na innych.

W firmach z udziałem kapitału zagranicznego dominującym scenariuszem będzie prawdopodobnie scenariusz 1 – długofalowego dostosowania. Świadczyć o tym mogą zachodzące stopniowo zmiany charakteru produkcji czy też procesów jakie są do naszego kraju outsoursowane.

Największe ryzyko związane jest z sektorem prywatnym, w części obejmującej lokalne firmy. Dane GUS wskazują, że w segmencie tym od ponad 2 lat w procesach inwestycyjnych niewiele się dzieje. Także początek br. nie przyniósł oznak ożywienia, i to pomimo dostępności funduszy unijnych na modernizację czy rekordowo niskich stóp procentowych. Wskazuje to na dość powszechne występowanie w tej grupie strategii przeczekania. Jeśli taka sytuacja się utrzyma rola tego segmentu w polskiej gospodarce zamiast rosnąć będzie stopniowo maleć. Byłby to bardzo niekorzystny proces, bo bez silnego segmentu lokalnych prywatnych firm trudno będzie zapewnić trwałe fundamenty pod budowanie nowoczesnej i innowacyjnej gospodarki. W tej sytuacji jednym z ważnych zadań dla polityki gospodarczej na nadchodzące miesiące powinno być zdiagnozowanie przyczyn swego rodzaju zastoju i usunięcie barier dla tak niezbędnych procesów dostosowawczych.

 

Opublikowane (po zmianach redakcyjnych): Parkiet, 01.09.2018