Początek roku to tradycyjnie wysyp różnego rodzaju prognoz i analiz ekonomicznych. Powszechnie czytanych i wnikliwie analizowanych bo poziom niepewności jest dziś wysoki. Chciałbym dziś skoncentrować się na jednym wątku, który mocno wybija się w większości publikacji. Chodzi o zmianę sposobu myślenia o polityce fiskalnej i monetarnej: powszechne przyzwolenie na wysokie deficyty i równoczesne finansowanie ich przez banki centralne. Dla niektórych zmianę tą uzasadnia bieżąca sytuacja: nadzwyczajne okoliczności (pandemia) wymagają nadzwyczajnych działań. Dla innych – przyjmujących dłuższą perspektywę – to swego rodzaju sankcjonowanie trwających od lat (by nie powiedzieć od dziesięcioleci) procesów; ponieważ globalnie dług publiczny jest w trwałym trendzie wzrostowym zaistniała potrzeba stworzenia nowej narracji, takiej która taki stan usankcjonuje. Tym bardziej, że negatywne doświadczenia z zaordynowaną nie tak dawno niektórym krajom (niekiedy w sposób zupełnie bezrefleksyjny) polityką „zaciskania pasa” stworzyła korzystne uwarunkowania do pojawienia się – a w zasadzie to odrodzenia się – kolejnej mitologii, tym razem że krajowy dług publiczny nie jest problemem. W skrajnych formach tego mitu, można wręcz usłyszeć, że przy zerowym oprocentowaniu dług publiczny „nic nie kosztuje” więc grzechem jest tego nie wykorzystać, im więcej tym lepiej!

Czytaj dalej