Ponieważ niniejszy tekst jest długi, a tytuł można rozumieć na wiele sposobów na wstępie krótka informacja na temat tego o czym piszę, tak by ci których temat nie interesuje mogli już w tym miejscu odpuścić dalsze czytanie. Otóż tekst jest o procesie rozpadu obecnych rozwiązań instytucjonalnych oraz obecnego układu politycznego w Polsce. Nie jest więc o czymś „co już się wydarzyło”, ale „co właśnie postępuje” i czego jesteśmy świadkami. Ponieważ jednak w moim przekonaniu przekroczyliśmy „punkt, z którego nie ma już powrotu” w zasadzie możemy już mówić o końcu pewnej epoki w historii naszego kraju, epoki post-transformacji. Każdy koniec to zarazem jednak początek czegoś nowego i o tym co to może być także w tekście jest.

Przechodząc do sedna

Niniejszy tekst nawiązuje do trzech publikacji jakie ukazały się w ostatnich dniach. Pierwszym z nich jest wywiad z M.Dumą, szefem Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych, dotyczący obecnej sytuacji społeczno-politycznej w Polsce. Oczywiście w świetle badań, a więc na bazie tego co nam Polakom „w duszy gra”. By w pełni uświadomić sobie jak dynamiczna jest sytuacja społeczna w naszym kraju warto zestawić sobie ten wywiad z podobnym, z lipca br., „Rodzi się nowy podział”, w którym opisany jest m.in. proces wyłaniania się dwóch ważnych nurtów: „Polski bezpieczeństwa” i „Polski wolności”.

Druga publikacja to wywiad z prof. A.Leszczyńskim, autorem książki „Ludowa historia Polski”, który to co się obecnie u nas dzieje doskonale zarysowuje w kontekście historycznym. Chodzi w szczególności o mechanizmy kształtujące relacje „mass” i „elit”, zarówno na poziomie całego państwa, ale także mniejszych organizmów społecznych, np. korporacji.

Trzecia wreszcie publikacja to raport „Państwo i my. Osiem grzechów głównych Rzeczpospolitej – 5 lat później” wydany przez Fundację GAP przy okazji Open Eyes Economy Summit.

Jak dla mnie wszystkie te publikacje doskonale wzajemnie się uzupełniają: pierwsza oddaje obecne nastroje społeczne, druga ukazuje korzenie naszych społecznych zachowań, a trzecia zbiera wszystko w swego rodzaju „diagnozę makro” (8 systemowych grzechów głównych + „co unaocznił COVID”). Ostatni raport to także próba wskazania możliwych ścieżek dalszego rozwoju sytuacji w naszym kraju, w formie dwóch głównych scenariuszy.

Nie będę szczegółowo opisywał wspomnianych publikacji, natomiast chciałbym przywołać wybrane wątki, a następnie podzielić się moimi własnymi wnioskami i przemyśleniami dotyczącymi tego „kto z kim toczy obecnie walkę i o co” oraz „co może z tego wszystkiego wyniknąć”. Będzie to swego rodzaju klamra spinająca to, o czym pisałem w trakcie bieżącego roku, roku w którym kluczowym słowem – zgodnie z tym co na jego początku przewidywałem – jest TOŻSAMOŚĆ („Tożsamość – słowo klucz 2020 r.”).

 

Gdzie jesteśmy dziś – czyli, co Polacy myślą i mówią o sobie

Zacznijmy od wywiadów z M.Dumą; pkt. 1, 3-5 nawiązują do ostatniego wywiadu, pkt. 2 nawiązuje do wywiadu z lipca. Oto kilka cytatów ważnych moim zdaniem stwierdzeń i obserwacji o:

1. Silnym wpływie niepewności na nasze indywidualne i społeczne postawy: “Więc mamy sytuację zagrożenia, narastającego lęku i poczucia niepewności. Na ogół w takich sytuacjach szukamy jakiegoś punktu zaczepienia. Czegoś stałego. A tego nie ma.”

Ja sam szeroko diagnozowałem ten problem w „Największy problem współczesnego świata – cz.1”; pisałem tam m.in. o tym, że niepewność to pochodna nie tylko pandemii, ale dużo szerszej listy czynników (postępu technologicznego, niedopasowania instytucjonalnego, zmian geo-strategicznych itd.).

2. Konfrontacji potrzeby bezpieczeństwa i potrzeby wolności: „Mamy dziś Polskę bezpieczeństwa i Polskę wolności. Obie mają problem z koegzystencją. Ta pierwsza to inaczej Polska socjalna, która zależy od państwa w sensie egzystencjalnym. Ta druga chciałaby, by państwa było mniej, bo ono krępuje i przeszkadza w samorealizacji.”

O tym, że dla niektórych w Polsce bezpieczeństwo staje się na tyle ważne, że są dla niego gotowi poświęcić niektóre prawa związane z wolnością pisałem niedawno w „Zmęczeni wolnością?

3. Rozczarowaniu obecną klasą polityczną: „Wiem, że to niepopularny pogląd, bo oficjalna wersja po liberalnej stronie jest taka, że po pięciu latach Polacy wreszcie zrozumieli, dlaczego PiS jest straszny. Co protestujący krzyczeli? „Jebać PiS”. A ja myślę, że oni tak naprawdę krzyczeli: „Jebać klasę polityczną”.

O tym, że to dysfunkcja całej obecnej klasy politycznej – a niej tej czy innej partii – jest problemem pisałem wielokrotnie, m.in. w „Czy potrzebujemy polityków?” oraz w „Czytanie tej książki sprawia ból”.

4. Potrzebie zmiany kulturowej:Bez spuszczenia powietrza z tych nadmiernych oczekiwań kobiety i mężczyźni będą iść z workiem kamieni przez życie.

Na czym moim zdaniem miałaby polegać zmiana kulturowa pisałem kilka miesięcy temu w „Poukładać siebie, Polskę i świat na nowo.”

5. Nadchodzącej przebudowie sceny politycznej: „I taka przebudowa wydaje mi się teraz czymś całkiem możliwym: nowe partie, ale ci sami ludzie. Istnieje przecież jakaś pula osób obecnych w polityce, każdy gdzieś kiedyś był, być może będą się grupować na nowo. Na przykład po to, żeby wyborcy rozczarowani PiS-em dostali jakąś drogę ucieczki”.

Ja osobiście wierzę, że nadchodzi czas nie tylko „mieszania w kotle”, ale także dodawania nowych składników, czyli dużego przewietrzenia naszych politycznych elit. To warunek konieczny byśmy jako społeczeństwo przestali się cofać i ruszyli do przodu (pisałem o tym w „Nadchodzi nowe. Nie zmarnujmy tej szansy!”).

 

Skąd to się bierze – czyli trochę o naszych korzeniach

Przechodząc do rozmowy z prof. Leszczyńskim, chciałbym zwrócić uwagę na kilka opisanych przez niego mechanizmów wywodzących się z historii, a determinujących nasze dzisiejsze zachowania i postawy:

1. W relacjach wewnątrz-społecznych: „Władza państwowa długo nie wkraczała w relacje pana i poddanego prywatnego. Regulowały je zwyczaj i interes właściciela.

Czyż to nie brzmi jak opis wielu działających w Polsce partii, firm/korporacji, a nawet organizacji pozarządowych? Wszystkich tych przypominających folwark z dworem skupionym wokół prezesa/właściciela (ew. zarządu) i „całą resztą”.

2. W relacjach naród-władza:my elity jesteśmy dobrotliwymi, opiekuńczymi ojcami – a chłop jest ciemny, prymitywny i niedbały. Zginąłby, gdybyśmy go nie prowadzili przez życie za rękę. Elity powielały ten obraz przez setki lat w dziełach historycznych, literaturze czy publicystyce. Oczywiście były przekonane, że tę ojcowską rolę pełnią doskonale.

Bazując na ocenie zachowań i postaw dzisiejszym elitom politycznym nadal tak się wydaje.

3. W czasach buntów:Polski chłop czy robotnik sam z siebie nigdy by się nie zbuntował, prawda? – ktoś go musiał podburzyć: Niemcy, Austriacy, bolszewicy, socjalistyczni agitatorzy itd.

Tak, władza w Polsce nigdy nie widzi problemu w sobie. To „oni” (dziś można tu podstawić: Brukselę, Berlin, D.Tuska, liberałów, …) są zawsze są źródełm problemów.

 

7 grzechów głównych + „grzech wszystkich grzechów”

Wreszcie odnosząc się do raportu „Państwo i my…” chciałbym przywołać jedynie dwa wątki z tego obszernego opracowania. Po pierwsze raport identyfikuje 8 grzechach głównych naszego państwa i społeczeństwa; barier które nie pozwalają na osiągniecie wyższego poziomu dojrzałości i ograniczają potencjał rozwojowy. 7 z nich odnosi się do państwa/rządzących elit i obejmuje: i) brak wyobraźni strategicznej i suwerennej myśli rozwojowej, ii) niezdolność posługiwania się różnymi trybami rządzenia, iii) rozmyty ład konstytucyjny, iv) formalistyczny legalizm, v) destrukcja sfery publicznej, vi) unikanie rządzenia i ucieczka od odpowiedzialności, vii) systemowa niezdolność do kojarzenia bezpieczeństwa i rozwoju. Trudno – moim zdaniem – się z nimi nie zgodzić.

Najważniejszy jednak wydaje mi się grzech ósmy, postrzegam go jako źródło wszystkich pozostałych. Odnosi się on do na nas obywateli, to grzech obywatelskiej pasywności i roszczeniowości (torującej drogę populizmowi). Po 1990 wielu z nas skoncentrowało się na „dbaniu o swój własny interes”, przyjmując założenie że w ten sposób przyczyniamy się do budowania społecznego dobrobytu. Dziś już wiadomo, że nie do końca tak to nie działa, że potrzeba także bezpośredniego, społecznego zaangażowania.

Raport wskazuje także dwie drogi ku przyszłości: i) drogę autorytarnego bezpieczeństwa (rosnącej obecności państwa przy coraz większym ograniczaniu obywatelskich swobód i wolności) oraz ii) drogę solidarnego rozwoju (policentrycznego i demokratycznego przywództwa i różnorodnych form społecznej solidarności i zaangażowania). To ważne elementy uzupełniające, gdyż zawsze warto zadać sobie pytanie dokąd trwający właśnie proces może nas doprowadzić. Nie od razu i nie dla wszystkich „stacja końcowa” musi być oczywista, poza tym w czasach takich jak obecnie wielu jest takich, których nie interesuje końcowy efekt, ważne jest dla nich jedynie to „by się coś działo”.

 

O co tak naprawdę toczy się ta „wojna”?

Czas na podsumowanie. W jego ramach chciałbym niejako wyczytać „nową treść” z przytoczonych powyżej fragmentów i wątków. W moim przekonaniu skrywają one bowiem drugie dno. Oto moja własna ocena obecnej sytuacji:

1. główna oś sporu w naszym społeczeństwie nie przebiega dziś na granicy: rządzący – ulica (demonstrujący); jeśli popatrzeć na to kto demonstruje, to okaże się, że wśród demonstrujących jest wiele bardzo różnych grup społecznych (wyznających bardzo różne wartości i mających bardzo różne poglądy na świat), które „na teraz” połączył sprzeciw wobec cynicznej gry prowadzonej przez władzę i to na dodatek w trakcie zabójczej pandemii. Główną osią sporu nie jest także starcie obecnej klasy politycznej z rozczarowanym nią społeczeństwem,

2. w moim przekonaniu, to co się obecnie dzieje to odzwierciedlenie bardziej fundamentalnej konfrontacji dwóch skrajnych form patrzenia na świat i jego organizacji: świata relatywizmu i autorytaryzmu (spór ten szeroko opisałem w „Polska droga prawdy – pomiędzy relatywizmem i absolutyzmem”). Świat relatywizmu bazuje na rozmyciu znaczenia podstawowych wartości (każdy ma prawo mieć swoją prawdę, a wolność oznacza, że można robić to co się komu żywnie podoba). Z kolei świat autorytaryzmu wiąże się z narzucaniem przez określoną grupę jej sposobu postrzegania prawdy innym; na początek z reguły na zasadzie marchewki (np. w zamian za poczucie socjalnego bezpieczeństwa), ale docelowo także przy użyciu kija (ograniczanie wolności, przymus),

3. na dzień dzisiejszy niebezpieczeństwo autorytaryzmu wydaje się być u nas znacznie większe, ale paradoksalnie nasilający się w tym kierunku radykalizm otwiera coraz szerzej bramy dla relatywizmu (gdy wahadło za mocno odchyla się w jedną stronę, to tworzy potencjał pod silne odreagowanie w drugą). Największą tragedią dla Polski byłoby gdyby przy okazji najbliższych wyborów okazało się, że trzeba wybierać pomiędzy tymi dwiema skrajnościami, a do tego właśnie może prowadzić dalsza polaryzacja sytuacji społeczno-politycznej w Polsce i w moim przekonaniu zwolennicy obu tych skrajnych opcji zrobią wszystko by nasz wybór sprowadzić właśnie do wyboru pomiędzy tymi dwiema formami radykalizmu.

4. dlatego tak ważne jest wyłonienie się dla tych dwóch skrajnych nurtów prawdziwej, centrowej alternatywy, realistycznej „trzeciej drogi”. Na czym alternatywa ta miałaby polegać? Na kilku podstawowych filarach:

  • na opartym na pokorze podejściu do wolności; jak pisałem w „Wolność kocham i nie rozumiem” to co z reguły przyjmujemy za wolność, wcale nią musi nie być. Dlatego też w obchodzeniu się z wolnością potrzeba bardzo wiele odpowiedzialności,
  • na odrzuceniu narzucanej dziś powszechnie tezy, że wolność i bezpieczeństwo stoją ze sobą w sprzeczności. To nieprawda. Bezpieczeństwo i wolność mogą ze sobą jak najbardziej współistnieć. Wymaga to odmiennego spojrzenia na to jak bezpieczeństwo może i powinno być zapewnianie. Źródłem bezpieczeństwa nie powinno być bowiem głównie „to co państwo daje”, ale przede wszystkim to w jaki sposób człowiek jest przygotowany do funkcjonowania w świecie niepewności (więcej na ten temat pisałem w „Największy problem współczesnego świata – cz.2”), to jakie dostaje narzędzia by sobie w nim radzić. Dopiero gdy „podwinie mu się noga”, to wówczas powinien liczyć na wsparcie sieci bezpieczeństwa (za tą ostatnia nie musi stać jedynie państwo, ale także lokalna wspólnota, samorząd itd.), która jest pochodną właściwie dobranych rozwiązań instytucjonalnych,
  • na solidarności rozumianej jako wzajemna odpowiedzialność za siebie i za otaczające nas środowisko, w myśl zasady, że na dłuższą metę nie będzie mi się dobrze powodzić, jeśli ludziom do dokoła powodzi się źle, a środowisko ulega degradacji,

5. centrowa alternatywa musi mieć wbudowany kompas (szacunek dla podstawowych wartości) oraz integrować ku czemuś pozytywnemu (ku realizacji wizji z rodzaju tych: „I have a dream”, wizji osiągnięcia ważnych społecznie i ambitnych celów). Potrzebuje też zupełnie nowych liderów, o zintegrowanych osobowościach, rozumiejących czasy w jakich żyjemy. Tak alternatywa to nie jest jakiś urojony koncept – wystarczy właściwie połączyć „puzzle”, chociażby przywołanej powyżej koncepcji solidarnego rozwoju (sfera społeczno-polityczna) z założeniami gospodarki opartej na wiedzy (szeroko pisałem o nich w „Gospodarka oparta na wiedzy – ważny element układania świata na nowo”).

Kończąc, szybkimi krokami nadchodzi koniec obecnego systemu społeczno-polityczno-gospodarczego w Polsce. W moim przekonaniu weszliśmy w końcową fazę rozpadu obecnych rozwiązań społecznych i instytucjonalnych oraz obecnej sceny politycznej. Czeka nas w stosunkowo krótkim czasie (2-3 lata) ich głęboka przebudowa. W procesie tym nie unikniemy społecznych emocji i napięć. Ponieważ każdy koniec, to zarazem początek czegoś nowego ważne byśmy wiedzieli czego tak naprawdę jako społeczeństwo chcemy i w oparciu o to dokonali właściwych wyborów. To nimi, sami sobie zdeterminujemy przyszłość.