Przełom roku skłania do składania życzeń i podejmowania noworocznych postanowień. Ale nie tylko. To także czas przewidywań i prognoz. Wpisując się nieco w ten trend chciałbym skoncentrować się w tym wpisie na kwestii, która moim zdaniem będzie kluczowa dla kształtowania się sytuacji w 2020 r., a także w latach kolejnych. I nie jest to kwestia, która trafia na czołówki serwisów informacyjnych i na pierwsze strony gazet. Te zdominowane są dziś przez: kryzys kapitalizmu, nierówności dochodowe, zapowiedzi katastrofy klimatycznej, globalne spowolnienie i jeszcze parę innych. Owszem, to istotne zagadnienia, ale w moim przekonaniu przyszłość świata będzie decydować się w zupełnie innym wymiarze. W wymiarze, w którym kluczowym słowem jest: TOŻSAMOŚĆ.

W 2018 r. ukazała się książka znanego amerykańskiego politologa F.Fukuyamy pt. „Identity: The Demand for Dignity and the Politics of Resentment”. Autor przywołuje w niej – opisaną już wcześniej, przez niemieckiego socjologa F.Toenniesa – historię młodego wieśniaka imieniem Hans. Na początku XX wieku dorasta on w małej wiosce w Saksonii. Na tym etapie swojego życia nie ma on problemu z własną tożsamością – żyje wśród „swoich”, a jego los wydaje się podążać tym samym szklakiem co wcześniej los jego ojca, dziadka czy pradziadka. Rewolucja przemysłowa i związana z nią urbanizacja sprawiają jednak, że w poszukiwaniu nowych możliwości jako młodzieniec Hans trafia do Zagłębia Ruhry. Mieszka tam – wraz z setkami mu podobnych – w noclegowni. Ludzie ci mówią różnymi dialektami, a nawet językami. Nierzadko prezentują inny system wartości, wyznają inne religie itd. W tym nowym otoczeniu Hans z jednej strony ma poczucie wolności – wyrwał się i uniezależnił od swojego „małego świata” – z drugiej jednak dręczy go niepokój. W przypadku choroby czy problemów nie może liczyć na nowych znajomych w stopniu w jakim mógł liczyć na rodzinę. Korporacja, w której pracuje też bynajmniej nie myśli o jego potrzebach. W swojej wiosce czuł się ważny nie tylko dla swojej rodziny, ale także dla innych mieszkańców. Tymczasem teraz w tłumie niby podobnych, ale równocześnie jakże różnych od niego ludzi wydaje się być nikim.

Losy Hansa i jego pokolenia doprowadziły w latach 30 XX wieku do poszukiwania szerszego – wychodzącego poza lokalne środowisko – elementu łączącego, wspólnej tożsamości narodowej. W efekcie tego procesu „jedność z niemieckim narodem” (jego unikalnymi jak wierzono cechami, systemem wartości itd.) stała się odpowiedzią na problem odczuwanej na poziomie jednostki samotności oraz na potrzebę doświadczania, że jest się kimś ważnym i potrzebnym, w oparciu o co można zbudować poczucie własnej wartości. Kto i jak „rozegrał” później ten proces i jak wpłyną on na losy Europy i świata wiemy wszyscy z lekcji historii.

Opowiadanie o Hansie przywołuję nie bez powodu. Jak się wydaje świat – przynajmniej znaczna jego część – stoi dziś przed wyzwaniem podobnym do tego z początku XX wieku. Postęp technologiczny, globalizacja, migracje oraz globalny kryzys finansowy doprowadziły do zmian, które silnie oddziałują dziś na sytuację i losy jednostek. Powszechna jest niepewność. Często towarzyszy jej poczucie utraty przynależności, godności i własnej wartości.

Najsilniejszy i zarazem najbardziej negatywny wpływ zachodzące zmiany wydają się wywierać na społeczeństwa krajów rozwiniętych, szczególnie tę ich część która w II połowie XX wieku tworzyła tzw. klasę średnią. Przez powojenne dziesięciolecia klasę powszechnie hołubioną, której bezpieczeństwo i stabilność gwarantowały model rozwoju oparty na lokalnych zasobach w połączeniu z mniej lub bardziej rozbudowanymi elementami państwa opiekuńczego. Dziś – co szczególnie widać w wielu krajach Europy Zachodniej – dawna klasa średnia przeżywa trudne chwile. Jest „ofiarą” polaryzacji na relatywnie wąską grupę niezmiernie bogatych oraz szeroką rzeszę tych, którzy sytuacja materialna w ujęciu realnym przestała się poprawiać. Towarzyszy temu wspomniana już wcześniej narastająca niepewność. W efekcie – podobnie jak na początku XX wieku – coraz więcej jednostek zaczyna stawiać sobie fundamentalne pytania: „Kim tak naprawdę jestem?”. Obywatelem świata, Europy, danego kraju? Z kim/czym się identyfikuję? Jakie wartości są dla mnie ważne? Czy w świecie postępującej robotyzacji będzie dla mnie praca? Co jeśli tej pracy nie będzie? Jak zmiany klimatu wpłyną na moje życie? Itd., itp.

Niektórzy z pretendujących do miana liderów mają na te pytania gotowe odpowiedzi. Do niedawna jeszcze dość głośno wybrzmiewała np. narracja o „globalnej wiosce”. Rzeczywistość okazała się jednak dużo bardziej skomplikowana. Gdy pojawiły się problemy i wyzwania, nastąpił odwrót do tradycyjnej retoryki opartej na poszukiwaniu „winnych” (którymi zawsze są „oni” a nie „my”) oraz rozwiązań które są przede wszystkim dobre „dla nas” (nierzadko „ich” kosztem).

Dziś już wyraźnie widać, że nie zmierzamy w kierunku globalnej wioski. Kluczowe staje się pytanie o to czy nieodwracalnie obrany został już kierunek na kolejną falę decentralizacji (deglobalizacji), z narastającymi nacjonalizmami i podziałami. W moim przekonaniu znajdujemy się dziś w przełomowym punkcie czasu – nadchodzący rok może ukierunkować procesy społeczno-polityczne w wielu krajach na kolejne lata. Kluczową kwestią w tym kontekście jest to, kto i co (jakie idee) „zintegruje” zagubione dziś jednostki. W oparciu o jakie wartości budowana będzie tożsamość.

Wśród poważnych kandydatów do sprawowania „rządu dusz” są wspomniane już ruchy nacjonalistyczne. Polityczna atrakcyjność tej opcji polega na tym, że jest ona niezmiernie prosta w implementacji – stosunkowo niewiele trzeba samemu robić, wystarczy skutecznie wzbudzać przekonanie o wyjątkowości „nas”, a winę za niepewność, kryzysy, wszelkie zło konsekwentnie zrzucać na „nich”. Potrzeba namierzyć wroga (wrogów) i konsekwentnie podsycać poczucie zagrożenia.

Jest jednak także inny scenariusz. Zagubione jednostki można zintegrować ku czemuś pozytywnemu. To opcja znacznie trudniejsza. Wymaga bowiem lidera, który będzie w stanie zarysować wizję z tych: „mam marzenie”. Wizję osiągnięcia ważnego społecznie, ambitnego celu. Lidera, który będzie miał także pomysł na poukładanie stosunków społeczno-gospodarczych w taki sposób, by ograniczyć wszelkiego rodzaju wykluczenie. Wzbudzi przekonanie, że Państwo „rozumie czasy w jakich żyjemy” i na dodatek wie co robić. Jego wizja musi być atrakcyjna dla społeczeństwa jako całości, ale także dla każdego z osobna – istotnym jej elementem musi być motyw zaangażowania: „jesteś ważny ty jako jednostka, jest dla ciebie ważne zadanie, możesz być częścią czegoś wielkiego i pozytywnego”.

Przedstawione powyżej – raczej skrajne opcje – nie wyczerpują przestrzeni dla innych tożsamościowych narracji. Ważne jest to, że swego rodzaju ideowa dezorientacja i niepewność jakie skumulowały się w post-kryzysowym świecie zostaną w jakiś sposób zagospodarowane. W zależności od tego kto je zagospodaruje losy poszczególnych krajów i świata potoczą się w tym, a nie innym kierunku.

Ten opisany powyżej wybór dotyczy także nas, Polaków. Jedna z dostępnych nam opcji to kształtowanie tożsamości w oparciu o post-Solidarnościowe podziały. To kontynuacja scenariusza, który obserwujemy od lat – integrowania jednostek (i podziału społeczeństwa) wokół dwóch przeciwstawianych sobie „klanów”, wokół odmiennych ocen przeszłości (transformacji), wzajemnych oskarżeń i udowadniania tego kto ma rację. Ta kontynuacja będzie prawdopodobnie przybierać coraz to bardziej radykalną formę – niedawno jedna z czołowych postaci post-Solidarnościowego podziału opisała sferę polityki w naszym kraju używając słowa rzeźnia.

Tak jak inne kraje my także mamy – jeszcze – możliwość wyboru alternatywnej, optymistycznej wizji Polski. Polski włączającej, skupionej wokół podstawowych wartości. Z mądrym i skutecznym Państwem, które z jednej strony chroni interesy swoich obywateli, ale równocześnie nie odwraca się tyłem do świata, wręcz przeciwnie aktywnie bierze udział w rozwiązywaniu globalnych problemów.

Historia świata dowodzi, że nowi liderzy i idące wraz z nimi zmiany rodzą się z desperacji. Gdy wystarczająco duża część społeczeństwa ma dość. W tym kontekście na początku 2020 r. warto zadać sobie pytanie o to: na czym chcę budować tożsamość?, czy zadowala mnie kierunek obecnego dryfu?, a może jestem już wystarczająco zdesperowany?