Rytm gospodarki

Andrzej Halesiak

TOŻSAMOŚĆ – słowo klucz 2020r.

Przełom roku skłania do składania życzeń i podejmowania noworocznych postanowień. Ale nie tylko. To także czas przewidywań i prognoz. Wpisując się nieco w ten trend chciałbym skoncentrować się w tym wpisie na kwestii, która moim zdaniem będzie kluczowa dla kształtowania się sytuacji w 2020 r., a także w latach kolejnych. I nie jest to kwestia, która trafia na czołówki serwisów informacyjnych i na pierwsze strony gazet. Te zdominowane są dziś przez: kryzys kapitalizmu, nierówności dochodowe, zapowiedzi katastrofy klimatycznej, globalne spowolnienie i jeszcze parę innych. Owszem, to istotne zagadnienia, ale w moim przekonaniu przyszłość świata będzie decydować się w zupełnie innym wymiarze. W wymiarze, w którym kluczowym słowem jest: TOŻSAMOŚĆ.

W 2018 r. ukazała się książka znanego amerykańskiego politologa F.Fukuyamy pt. „Identity: The Demand for Dignity and the Politics of Resentment”. Autor przywołuje w niej – opisaną już wcześniej, przez niemieckiego socjologa F.Toenniesa – historię młodego wieśniaka imieniem Hans. Na początku XX wieku dorasta on w małej wiosce w Saksonii. Na tym etapie swojego życia nie ma on problemu z własną tożsamością – żyje wśród „swoich”, a jego los wydaje się podążać tym samym szklakiem co wcześniej los jego ojca, dziadka czy pradziadka. Rewolucja przemysłowa i związana z nią urbanizacja sprawiają jednak, że w poszukiwaniu nowych możliwości jako młodzieniec Hans trafia do Zagłębia Ruhry. Mieszka tam – wraz z setkami mu podobnych – w noclegowni. Ludzie ci mówią różnymi dialektami, a nawet językami. Nierzadko prezentują inny system wartości, wyznają inne religie itd. W tym nowym otoczeniu Hans z jednej strony ma poczucie wolności – wyrwał się i uniezależnił od swojego „małego świata” – z drugiej jednak dręczy go niepokój. W przypadku choroby czy problemów nie może liczyć na nowych znajomych w stopniu w jakim mógł liczyć na rodzinę. Korporacja, w której pracuje też bynajmniej nie myśli o jego potrzebach. W swojej wiosce czuł się ważny nie tylko dla swojej rodziny, ale także dla innych mieszkańców. Tymczasem teraz w tłumie niby podobnych, ale równocześnie jakże różnych od niego ludzi wydaje się być nikim.

Losy Hansa i jego pokolenia doprowadziły w latach 30 XX wieku do poszukiwania szerszego – wychodzącego poza lokalne środowisko – elementu łączącego, wspólnej tożsamości narodowej. W efekcie tego procesu „jedność z niemieckim narodem” (jego unikalnymi jak wierzono cechami, systemem wartości itd.) stała się odpowiedzią na problem odczuwanej na poziomie jednostki samotności oraz na potrzebę doświadczania, że jest się kimś ważnym i potrzebnym, w oparciu o co można zbudować poczucie własnej wartości. Kto i jak „rozegrał” później ten proces i jak wpłyną on na losy Europy i świata wiemy wszyscy z lekcji historii.

Opowiadanie o Hansie przywołuję nie bez powodu. Jak się wydaje świat – przynajmniej znaczna jego część – stoi dziś przed wyzwaniem podobnym do tego z początku XX wieku. Postęp technologiczny, globalizacja, migracje oraz globalny kryzys finansowy doprowadziły do zmian, które silnie oddziałują dziś na sytuację i losy jednostek. Powszechna jest niepewność. Często towarzyszy jej poczucie utraty przynależności, godności i własnej wartości.

Najsilniejszy i zarazem najbardziej negatywny wpływ zachodzące zmiany wydają się wywierać na społeczeństwa krajów rozwiniętych, szczególnie tę ich część która w II połowie XX wieku tworzyła tzw. klasę średnią. Przez powojenne dziesięciolecia klasę powszechnie hołubioną, której bezpieczeństwo i stabilność gwarantowały model rozwoju oparty na lokalnych zasobach w połączeniu z mniej lub bardziej rozbudowanymi elementami państwa opiekuńczego. Dziś – co szczególnie widać w wielu krajach Europy Zachodniej – dawna klasa średnia przeżywa trudne chwile. Jest „ofiarą” polaryzacji na relatywnie wąską grupę niezmiernie bogatych oraz szeroką rzeszę tych, którzy sytuacja materialna w ujęciu realnym przestała się poprawiać. Towarzyszy temu wspomniana już wcześniej narastająca niepewność. W efekcie – podobnie jak na początku XX wieku – coraz więcej jednostek zaczyna stawiać sobie fundamentalne pytania: „Kim tak naprawdę jestem?”. Obywatelem świata, Europy, danego kraju? Z kim/czym się identyfikuję? Jakie wartości są dla mnie ważne? Czy w świecie postępującej robotyzacji będzie dla mnie praca? Co jeśli tej pracy nie będzie? Jak zmiany klimatu wpłyną na moje życie? Itd., itp.

Niektórzy z pretendujących do miana liderów mają na te pytania gotowe odpowiedzi. Do niedawna jeszcze dość głośno wybrzmiewała np. narracja o „globalnej wiosce”. Rzeczywistość okazała się jednak dużo bardziej skomplikowana. Gdy pojawiły się problemy i wyzwania, nastąpił odwrót do tradycyjnej retoryki opartej na poszukiwaniu „winnych” (którymi zawsze są „oni” a nie „my”) oraz rozwiązań które są przede wszystkim dobre „dla nas” (nierzadko „ich” kosztem).

Dziś już wyraźnie widać, że nie zmierzamy w kierunku globalnej wioski. Kluczowe staje się pytanie o to czy nieodwracalnie obrany został już kierunek na kolejną falę decentralizacji (deglobalizacji), z narastającymi nacjonalizmami i podziałami. W moim przekonaniu znajdujemy się dziś w przełomowym punkcie czasu – nadchodzący rok może ukierunkować procesy społeczno-polityczne w wielu krajach na kolejne lata. Kluczową kwestią w tym kontekście jest to, kto i co (jakie idee) „zintegruje” zagubione dziś jednostki. W oparciu o jakie wartości budowana będzie tożsamość.

Wśród poważnych kandydatów do sprawowania „rządu dusz” są wspomniane już ruchy nacjonalistyczne. Polityczna atrakcyjność tej opcji polega na tym, że jest ona niezmiernie prosta w implementacji – stosunkowo niewiele trzeba samemu robić, wystarczy skutecznie wzbudzać przekonanie o wyjątkowości „nas”, a winę za niepewność, kryzysy, wszelkie zło konsekwentnie zrzucać na „nich”. Potrzeba namierzyć wroga (wrogów) i konsekwentnie podsycać poczucie zagrożenia.

Jest jednak także inny scenariusz. Zagubione jednostki można zintegrować ku czemuś pozytywnemu. To opcja znacznie trudniejsza. Wymaga bowiem lidera, który będzie w stanie zarysować wizję z tych: „mam marzenie”. Wizję osiągnięcia ważnego społecznie, ambitnego celu. Lidera, który będzie miał także pomysł na poukładanie stosunków społeczno-gospodarczych w taki sposób, by ograniczyć wszelkiego rodzaju wykluczenie. Wzbudzi przekonanie, że Państwo „rozumie czasy w jakich żyjemy” i na dodatek wie co robić. Jego wizja musi być atrakcyjna dla społeczeństwa jako całości, ale także dla każdego z osobna – istotnym jej elementem musi być motyw zaangażowania: „jesteś ważny ty jako jednostka, jest dla ciebie ważne zadanie, możesz być częścią czegoś wielkiego i pozytywnego”.

Przedstawione powyżej – raczej skrajne opcje – nie wyczerpują przestrzeni dla innych tożsamościowych narracji. Ważne jest to, że swego rodzaju ideowa dezorientacja i niepewność jakie skumulowały się w post-kryzysowym świecie zostaną w jakiś sposób zagospodarowane. W zależności od tego kto je zagospodaruje losy poszczególnych krajów i świata potoczą się w tym, a nie innym kierunku.

Ten opisany powyżej wybór dotyczy także nas, Polaków. Jedna z dostępnych nam opcji to kształtowanie tożsamości w oparciu o post-Solidarnościowe podziały. To kontynuacja scenariusza, który obserwujemy od lat – integrowania jednostek (i podziału społeczeństwa) wokół dwóch przeciwstawianych sobie „klanów”, wokół odmiennych ocen przeszłości (transformacji), wzajemnych oskarżeń i udowadniania tego kto ma rację. Ta kontynuacja będzie prawdopodobnie przybierać coraz to bardziej radykalną formę – niedawno jedna z czołowych postaci post-Solidarnościowego podziału opisała sferę polityki w naszym kraju używając słowa rzeźnia.

Tak jak inne kraje my także mamy – jeszcze – możliwość wyboru alternatywnej, optymistycznej wizji Polski. Polski włączającej, skupionej wokół podstawowych wartości. Z mądrym i skutecznym Państwem, które z jednej strony chroni interesy swoich obywateli, ale równocześnie nie odwraca się tyłem do świata, wręcz przeciwnie aktywnie bierze udział w rozwiązywaniu globalnych problemów.

Historia świata dowodzi, że nowi liderzy i idące wraz z nimi zmiany rodzą się z desperacji. Gdy wystarczająco duża część społeczeństwa ma dość. W tym kontekście na początku 2020 r. warto zadać sobie pytanie o to: na czym chcę budować tożsamość?, czy zadowala mnie kierunek obecnego dryfu?, a może jestem już wystarczająco zdesperowany?

Poprzedni

Polska droga prawdy – pomiędzy relatywizmem i absolutyzmem

Następne

Nadchodzi NOWE. Nie zmarnujmy tej SZANSY!

  1. Łukasz

    Bardzo dobre przemyślenia.
    Pozdrawiam Andrzej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by THE NEW LOOK