03-03-2022
7 minut

Witajcie! Stwórzmy razem lepszą przyszłość

Wojna, która wybuchła za naszą wschodnią granicą z dnia na dzień zmienia świat, niemalże w każdym z możliwych wymiarów. Jedną z jej konsekwencji jest to, że miliony ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Wielu z nich trafia do naszego kraju. Niektóre organizacje szacują, że w stosunkowo krótkim czasie Ukrainę może opuścić nawet 5-7 milionów ludzi. By zobrazować jak olbrzymia to skala warto przypomnieć, że w latach 2015-2016, kiedy to Europa mierzyła się z „wielką falą” imigrantów chodziło łącznie o ok. 2.5 mln osób. Inne porównanie; największą na świecie grupę uchodźców stanowią dziś Syryjczycy, ich liczba to ok. 5.5 mln osób.

To bardzo dobrze, że przyjmujemy uchodźców z otwartymi ramionami, że miliony osób w naszym kraju angażuje się w to by mieli oni co jeść, gdzie spać, mogli czuć się bezpiecznie. Już teraz jednak musimy zacząć podchodzić do kwestii obecności Ukraińców w naszym kraju w sposób systemowy, taki który sprawi, że będzie nam się wspólnie dobrze żyło i współmieszkało, także gdy opadną już pierwsze emocje, w szczególności współczucie. Trzeba już dziś przyjąć do wiadomości, że to niekoniecznie „wizyta cioci, która za tydzień wraca do siebie”. Oczywiście wszystkim Ukraińcom życzę, aby jak najszybciej mogli wrócić do swoich domów, ale musimy brać pod uwagę to, że rzeczywistość wcale nie musi podążać za tym życzeniem.

Dlatego też im szybciej postaramy się zbudować trwałą równowagę – taką, w której mniejszą rolę odgrywają emocje, a większą świadome, rozważne działanie – tym większa szansa na długofalowy sukces. Jak przejść do tego etapu? Po pierwsze musimy zbudować sobie właściwy obraz przyjeżdżających do nas Ukraińców. Dziś postrzegamy ich przede wszystkim jako ofiary wojny, i jest to postrzeganie jak najbardziej uzasadnione. Szybko trzeba jednak wykonać kolejny krok, dostrzec, że są to tacy sami ludzie jak my. Pisząc to mam na myśli, że tak jak my podlegają emocjom, które nie zawsze są najlepszymi doradcami. Tak samo jak my oprócz licznych zalet mają swoje wady. Na to wszystko nakłada się dziś stres. Zmierzam do konkluzji, że z pewnością nie da się uniknąć różnego rodzaju napięć społecznych. Nie mam tu jedynie na myśli celowych prowokacji wymierzonych w rozbicie jedności i solidarności z Ukraińcami – nie ma się co łudzić, takie też z pewnością się pojawią; jak dowodzą tego ostatnie dni „ludzi Putina” i jego „pożytecznych idiotów” u nas w kraju nie brakuje. Chodzi jednak również o normalne, społeczne interakcje. Ostatnią rzeczą jaką powinniśmy robić w takich sytuacjach, to sprowadzać ewentualne nieporozumienia i konflikty do wymiaru narodowego.

Jako społeczeństwo musimy także mieć świadomość, że pobyt Ukraińców będzie dla nas oznaczał także utrudnienia, może przejściowo:

  • opóźnić dostęp do opieki zdrowotnej,
  • powodować powstawanie kolejek w urzędach,
  • prowadzić do czasowych braków w zaopatrzeniu w niektóre dobra lub pogorszenia się jakości świadczenia niektórych lokalnych usług (np. tak prozaicznych kwestii jak wywóz śmieci),
  • prowadzić do większej konkurencji na rynku najmu mieszkań,
  • prowadzić do sąsiedzkich nieporozumień wynikających chociażby z różnic językowych czy przyzwyczajeń.

Z czasem, tego typu relatywnie drobne sprawy potrafią niekiedy w naszych oczach urastać do „wielkich katastrof”. Musimy być na to szczególnie wyczuleni i wykazać wielką cierpliwością.

Biorąc powyższe pod uwagę potrzebujemy szeroko zakrojonych, dobrze przemyślanych i zorganizowanych działań. W pierwszej kolejności trzeba wdrożyć określone rozwiązania instytucjonalne, te które zapewniają usankcjonowanie pobytu Ukraińców na terenie naszego kraju oraz ich dostęp do podstawowych usług (edukacja, opieka medyczna).

Zaraz za tym trzeba znaleźć formuły angażowania osób docierających do nas z Ukrainy. Począwszy od różnych form edukacji (nauka języka, warsztaty zawodowe, praktyczne szkolenia przygotowujące do funkcjonowania na lokalnym rynku pracy itd.), poprzez zatrudnienie, aż po wolontariaty. Ta kwestia ma olbrzymie i wielorakie znaczenie. Po pierwsze pozwoli im się – choć na jakiś czas – oderwać od rzeczywistości, która nie jest dla nich dobra. Skupić na konkretnych czynnościach i/lub działaniu. Po drugie, każdy człowiek potrzebuje sensu i celu istnienia; w sytuacji gdy dla wielu z tych ludzi świat właśnie się zawalił, trzeba im „podrzucić” chociażby krótkookresowy cel. Nie możemy zapominać, że choć dziś są to dla nas głównie „wojenni uchodźcy”, to w rzeczywistości docierają do nas nauczyciele, rolnicy, artyści, itd. Dobrze by było, aby w toku wojennej zawieruchy nie zatracili oni swej społecznej tożsamości, swojej życiowej roli. Po trzecie wreszcie, takie zaangażowanie osłabi siłę zarzutów, które będą z pewnością wykorzystywane przez populistyczną, pro-putinowską propagandę, że „dla swoich nie mają, a innym dają”.

Ten ostatni aspekt – kwestia ponoszenia kosztów – jest bardzo ważny. Nie powinien on się stać tematem tabu. Wręcz przeciwnie, trzeba społeczeństwu transparentnie komunikować jakie są to koszty i kto je ponosi. Jaka część przypada na nas (indywidualne wsparcie, budżet), a jaka na inne kraje i instytucje międzynarodowe. Pomoc z tych źródeł już napływa.

Jeśli okaże się, że duża grupa ukraińskich obywateli chce/musi pozostać z nami na dłużej, to trzeba komunikować olbrzymi potencjał korzyści jaki mogą być związane z ich obecnością. Choć nie ma jeszcze zbyt wielu międzynarodowych analiz wpływu dużych grup uchodźców na społeczeństwo i gospodarkę, to te które są wskazują, że właściwe podejście do kwestii imigrantów może bardzo pozytywnie – szczególnie w średnim i długim okresie – przełożyć się na wzrost gospodarczy, zwłaszcza w kraju takim jak nasz, o silnie negatywnych trendach demograficznych. Są takie obszary – służba zdrowia, edukacja – gdzie powinno się dążyć do jak najszybszego wykorzystania doświadczenia zawodowego osób przybywających do nas z Ukrainy.

Inna istotna kwestia, o którą warto zadbać to szeroka dystrybucja; cały kraj, wszystkie regiony Polski, duże, średnie i małe miasta powinny się włączyć w przyjmowanie uchodźców. Nie powinno być tak, że skoncentrowani są oni głównie w kilku dużych miastach i w rejonach położonych niedaleko granicy. Dziś przyjmujemy uchodźców głównie do naszych domów, ale jeśli skala migracji sięgnie milionów potrzebować będziemy wielu miejsc masowego pobytu. Już powinny być one przygotowywane.

Na koniec chciałbym jeszcze powrócić do wątku prowokacji. Należy się liczyć z tym, że stosunkowo szybko staniemy się przedmiotem działań propagandowych. Ich celem będzie wzajemne skłócenie Polaków i Ukraińców. Będą z pewnością wykorzystywane kwestie odwołujące się do naszej, nie ma co ukrywać trudnej, przeszłości (wiem o niej sporo, bo pochodzę z Podkarpacia i mam w swej rodzinie ofiary tej przeszłości). Dodatkowo atak ten będzie miał miejsce nie w warunkach silnych emocji, ale gdy te już opadną, a społeczeństwo mierzyć się będzie z ekonomicznymi konsekwencjami obecnej sytuacji; nie ma się bowiem co łudzić, nadchodzą trudne miesiące, a może i lata (pisałem o tym w „Ukraina zdaje swój egzamin, dla Zachodu kluczowy dopiero nadchodzi”). By zdać stojący przed nami test potrzebujemy dużo mądrości i dużo cierpliwości. Wiary w lepszą przyszłość, a nie grzebania się w przeszłości. To ostatnie to prosta droga do różnego rodzaju „-izmów”, prawdziwych źródeł trwającej właśnie wojny. Stawką jest przyszłość naszego świata. Z pewnością obecny czas należy do tych „gdy pisze się historia”. Mam nadzieje, że pomimo tego co się obecnie dzieje, kolejne pokolenia w podręcznikach historii będą o 2022 r. mogły wyczytać, że przyniósł on początek ery trwałego pokoju, nie tylko w Europie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.