Rozpoczął się tzw. sezon ogórkowy, więc ci którzy rozkoszują się wakacyjnym nastrojem i nie chcąc go sobie mącić wybierają tematy lekkie, łatwe i przyjemne powinni w tym miejscu odpuścić czytanie niniejszego tekstu – odnosi się on bowiem do sfery polityki, a ta z natury ma w naszym kraju charakter ciężkostrawny.

Minęło już trochę czasu od wyborów do Parlamentu Europejskiego, równocześnie do krajowych rozstrzygnięć pozostało jeszcze kilka miesięcy. To dobry moment by spojrzeć na polską scenę polityczną nieco z dystansu. Ostatnia kampania przyniosła eksplozję populistycznych obietnic, do których odnosiłem się szerzej kilka miesięcy temu w tekście “Rok Świętego Mikołaja”. Wyniki wyborów mogłyby wskazywać na to, że niewątpliwy sukces jaki odniosła rządząca koalicja to pochodna przelicytowania opozycji i większej wiarygodności jej obietnic. Takie podejście spłyca jednak obraz sytuacji. Pomija co najmniej jedno bardzo ważne pole politycznej walki. Pole, na którym w moim przekonaniu opozycja poniosła totalną klęskę, choć bardziej odpowiednie wydaje się być stwierdzenie, że w zasadzie nawet na to pole nie wkroczyła, dając się “wpuścić” w licytację na populizm i wierząc, że to właśnie w oparciu o to kryterium zachodzić będą kluczowe rozstrzygnięcia.

Tym odpuszczonym przez opozycję polem konfrontacji jest: wizja Polski. Po trzydziestu latach od rozpoczęcia procesu transformacji stała się ona niezwykle istotna. Z jednej strony wynika to ze zmian zachodzących w otoczeniu: na naszych oczach rozpada się nieodwracalnie pewien globalny, bardzo korzystny dla nas układ, który towarzyszył nam przez minione 30 lat, zachodzą też istotne zmiany w Europie. Z drugiej zaś z procesów wewnętrznych stymulowanych przez zróżnicowany dla poszczególnych osób i grup społecznych bilans transformacji i następującą zmianę pokoleniową.

Znaczenie kwestii odnoszących się do wizji Polski dla wyborców dobrze widać, jeśli wczytać się w badania socjologiczne. Jak chociażby głośny swego czasu, opublikowany jeszcze w 2017 r. raport: “Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. W swoich wnioskach stwierdza on wprost, że prawdziwa alternatywa dla obecnej koalicji nie może polegać na lepszym zaspokajaniu interesów określonych grup (czytaj: na większym i „efektywniej ukierunkowanym” rozdawnictwie), ale wymaga stworzenia alternatywnego obrazu Polski w świecie i Europie oraz zbioru wartości, który nasz kraj ma reprezentować.

Ten drugi aspekt szczególnie silnie wybrzmiewa w badaniach odnoszących się do ludzi młodych (np. „Godność ludzka w hierarchii wartości podstawowych społeczeństwa polskiego w świadomości młodzieży licealnej i akademickiej”), które wskazują na olbrzymi rozjazd pomiędzy oczekiwaniami wobec Polski – jako miejsca zamieszkania, pracy i życia – a rzeczywistością. Szczególnie uderzająca jest kwestia poczucia godności: podczas gdy blisko 70% respondentów godność człowieka uznaje za jedną z wartości podstawowych dla społeczeństwa polskiego, to jedynie 43% uważa, że jest ona w naszym kraju faktycznie realizowana.

W odniesieniu do wizji Polski przewaga rządzącej koalicji polega na tym, że była ona w stanie taką wizję zdefiniować i zaprezentować. To wizja zbudowana na kompleksach („wstawaniu z kolan”), chęci rewanżu (na tzw. „elitach” za minione 30 lat), wykluczeniu („kto nie jest z nami jest przeciwko nam”), stwarzająca pozory walki o godność poprzez przeciwstawianie „nas” „im” (wyimaginowanym lub wyolbrzymionym wrogom tj. zagraniczny kapitał, Berlin, Bruksela,…- to właśnie z tego powodu publiczne media nieustannie przedstawiają każdy „nasz sukces” jako „ich porażkę”). Co jednak najważniejsze to fakt, że przy braku alternatyw ta kompilacja stanowi dla wielu wyborców jedyną ofertę czegoś na kształt “wspólnoty narodowej”. Równocześnie popierającym tę wizję nie przeszkadza, że jej elementem jest także stopniowy dryf w kierunku neoautorytaryzmu (by ponownie przywołać wyniki wspomnianego wcześniej badania), jako pochodna doprowadzenia do dysfunkcji niektórych instytucji i mechanizmów demokracji.

A co z opozycją? Ta w dużej mierze – także na poziomie personalnym – kojarzy się dziś społeczeństwu z wyobcowanym językiem technokratów, którzy przez lata usprawiedliwiali brak wizji, kunktatorstwo i w konsekwencji brak śmiałych reformatorskich posunięć tzw. „czynnikami obiektywnymi”, takimi jak globalny kryzys, unijne procedury nadmiernego deficytu itd. Taka postawa doprowadziła moim zdaniem do tego, że w Polsce powstała szeroka grupa osób na swój sposób wykluczonych, takich którzy nie skorzystali lub skorzystali w relatywnie niewielkim stopniu z owoców transformacji (zainteresowanych odsyłam do mojego tekstu sprzed 4 lat pt. „Dwie Polski”). To właśnie do nich trafił przekaz o „wstawaniu z kolan” i inne towarzyszące mu elementy.

Co więcej, szeroka koalicja opozycji utworzona na potrzeby ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego miała charakter wybitnie negatywny, a nie pozytywny – skupiała się na byciu „anty”, a nie prezentowaniu alternatywnej wizji dla Polski. Patrząc jedynie przez pryzmat tej ostatniej Koalicja Europejska stanowiła coś na kształt niestrawnego dania, którego konsumpcja może oznaczać tylko jedno: dłuższy pobyt w toalecie.

Reasumując, w kontekście wizji Polski rządząca koalicja nie ma dziś w zasadzie konkurencji. Równocześnie jednak oznacza to, że na scenie politycznej istnieje w naszym kraju próżnia – miejsce na pozytywną wizję, nowoczesnej i zbudowanej NA WARTOŚCIACH Polski. Wizję Polski „włączającej”, stworzonej nie przeciw komuś, ale dla czegoś pozytywnego. Opartej – w relacjach wewnętrznych i zewnętrznych – na zasadzie „win-win”, a nie jakże hołubionej w naszym kraju od co najmniej kilkunastu już lat zasadzie „nasz interes kosztem ich”. Ujmując to innymi słowy jest miejsce na nową siłę polityczną zbudowaną przez 20,30,40 latków, którzy nie byliby uwikłani w post-Solidarnościowe walki i rozliczenia. Patrząc na doświadczenia innych krajów, wydaje się że powstanie takiej siły to warunek konieczny, by procesy modernizacyjne nabrały w naszym kraju nowego rozpędu, potrzebnego jeśli chcemy rzeczywiście dołączyć do grona najlepiej rozwiniętych krajów świata. Co więcej, to także warunek by na dłuższą metę nie zaprzepaścić tego co osiągnięte zostało przez minione 30 lat.