11-06-2022
6 minut

Wojna – emocje – przywództwo

Dzisiejszy wpis to nawiązanie do książki amerykańskiego psychologa R.Greene zatytułowanej „Prawa ludzkiej natury”. Zawiera ona sporo ciekawych wątków, dlatego też na stronach mojego bloga będę się pewnie jeszcze do niej odwoływał, natomiast w niniejszym wpisie skupię się jedynie na jej kilku pierwszych stronach.

Wojna

Te pierwsze strony zawierają opis demokracji ateńskiej z czasów Peryklesa (piąty wiek przed nasza erą), czasów gdy Ateny – stojące na czele związku państw regionu śródziemnomorskiego – na różnych polach rywalizowały ze Związkiem Peloponeskim, którego głównym ośrodkiem była Sparta. Siłą Aten był handel, Sparta zaś polegała na armii, była państwem całkowicie zmilitaryzowanym. W opisywanym okresie Ateny i Sparta starały się unikać otwartego konfliktu zbrojnego, mając świeżo w pamięci doświadczenia niedawnej wojny i przekonanie, że ewentualna kolejna dla obu stron może być wyniszczająca. W 432 roku p.n.e. Sparta postawiła jednak Atenom ultimatum, domagała się określonych ustępstw w zamian za zachowanie pokoju.

Decyzja Ateńczyków o tym jak zachować się wobec ultimatum miła zapaść podczas specjalnego zgromadzenia wszystkich uprawnionych obywateli miasta. Szybko wyłoniły się dwie główne frakcje: jastrzębi i gołębi. Pierwsi uważali, że należy dokonać wyprzedzającego uderzenia na Spartę, drudzy, że za wszelką cenę należy zachować pokój. Nawet ci drudzy mieli jednak świadomość, że może to zostać potraktowane jako oznaka słabości i zrodzić kolejne żądania.

Spory ucichły, gdy na zgromadzenie przybył Perykles, bardzo ceniony wówczas mąż stanu, w dużej mierze twórca sukcesu ówczesnych Aten. Przedstawiona przez niego koncepcja zakładała prowadzenie ograniczonej wojny; odpuszczenie walk na lądzie (gdzie Sparta miała zdecydowaną przewagę) i skoncentrowanie się na zadawaniu maksymalnych strat nadbrzeżnym spartańskim miastom przez flotę (tutaj przewaga była po stronie Ateńczyków). Miała to być przede wszystkim wojna na wyczerpanie ekonomiczne, przy ograniczonych stratach w ludziach.

Ostatecznie kilka miesięcy później wojna rzeczywiście wybuchła. Początkowo przebiegała ona zgodnie z założeniami Peryklesa, ale w trakcie drugiego roku jej trwania w Atenach pojawiła się epidemia, zabijając 1/4 ludności miasta. Zmarł także i sam Perykles, co wielu mieszkańców przyjęło z ulgą. Większość bowiem nie chciała już kontynuować „pasywnej” strategii, chciała zemsty i zmiażdżenia Spartan. W efekcie wojna przeodziała się w długotrwały wyniszczający konflikt, który zakończył się dopiero w 404 roku p.n.e. kapitulacją Aten i przyjęciem narzuconych przez Spartę surowych warunków pokoju.

Emocje

Greene upraszcza nieco okoliczności związaną z tak zwaną II wojną peloponeską, ale mam wrażenie, że robi to świadomie. Nie o faktograficzną dokładność chodzi bowiem w snutej przez niego opowieści. Chce ją wykorzystać do ukazania czegoś innego, tego, że to emocje stają się bardzo często główną siłą sprawczą. Wygrywają z rozsądkiem, z chłodnym patrzeniem na rzeczywistość.

Stając się na jakiś czas najważniejszą osobą w Atenach Perykles – na jakiś czas – stworzył jej mieszkańcom szansę na to, by egoizm, żądza pieniędzy oraz władzy, a także pragnienie koncentrowania na siebie uwagi przez wszystkich tych, którzy kreowali się na politycznych liderów, nie determinowały kierunków rozwoju całej społeczności. W konsekwencji czas rządów Peryklesa, to okres wszechstronnego rozwoju miasta, w dużej mierze także dlatego, że udało mu się zbliżyć do siebie wszystkie warstwy społeczne, zasypać istniejące podziały. Gdy go zabrakło emocje wzięły jednak górę, co skończyło się katastrofą.

Przywództwo

Czy ten opis czegoś Ci drogi czytelniku nie przypomina? Mnie bardzo kojarzy się on z obecną sytuacją. I to w kilku wymiarach.

Po pierwsze Ateny kojarzą mi się z Zachodem, a Sparta z imperialistyczną Rosją. Nie tak dawne żądania Rosji wobec NATO przywrócenia stanu sprzed 1997 r. brzmią jak spartańskie ultimatum. Zachód podobnie jak Ateny chce ekonomicznie stłamsić Rosję, ale…. No właśnie jak się wydaje podobnie jak w historii sprzed blisko 2.5 tysiąca lat kluczowe mogą okazać się emocje. Warto mieć tego świadomość.

Tu dochodzimy do kolejnego punktu. Kwestii przywództwa. Na Zachodzie nie widać dziś mężów stanu na miarę Peryklesa. Ludzi, którzy chłodno oceniają rzeczywistość, a przede wszystkim mają na tyle duży autorytet, że są w stanie przekonać rozemocjonowane społeczeństwo do swoich racji. Być może jednak czasy są dziś inne, i to „system” (zbiór instytucji), a nie jedna osoba może spełniać taką rolę? Czy tak rzeczywiście jest przekonamy się pewnie przy okazji najbliższych politycznych wyborów, które w krajach Zachodu stanowić będą test „kontroli emocji”, szczególnie w kontekście narastających kosztów społecznych i trudności związanych z wojną.

Przedstawiona powyżej historia pokazuje również, że o ile na sukces i dobrobyt pracuje się latami, to do zaprzepaszczenia tego co się zdobyło nierzadko wystarcza w zasadzie kilka niewłaściwych decyzji, czasami wręcz jedna.

Wszystkie powyższe wątki odnoszą się także do nas, do naszego kraju. Pomimo, że u naszych granic toczy się dziś wojna, w polityce wciąż liczy się plemienny, a nie narodowy interes. Granie na emocjach to podstawowe narzędzie umacniania społecznych podziałów, których nieodłącznym elementem jest także zasada: wszystko co dobre to „my”, a to co złe to „oni”.

Dla mnie ta ateńska historia, to potwierdzenie, że na czas zawirowań i turbulencji – który tak naprawdę dopiero się zaczyna – potrzebujemy nowego rodzaju politycznego i społecznego przywództwa (opisałem go w „Przywództwo dla rozwoju…”); w naszym interesie jest, by naszą scenę polityczną radykalnie zmienić. To także warunek tego by wykorzystać szanse, które paradoksalnie dziś przed nami stoją, a które opisałem w „Ta dekada może należeć do Polski!”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.