08-10-2022
11 minut

Zapnij pasy, turbulencje szybko się nie skończą. Cz.3 – koniec końca historii.

cz. 2 zwracałem uwagę na fakt, że jako świat znajdujemy się w sytuacji, w której pojawiło się wiele czynników mających potencjał wywołania silnych, globalnych turbulencji. W tej części spróbuję powiązać to z konkretnymi wydarzeniami. Ze względów praktycznych (ilości treści :-)) będzie to obraz bardzo uproszczony, skupię się na głównych aspektach.

 

Koniec historii.

Na początku lat 90-tych minionego wieku miał miejsce rozpad ZSRR. W moim przekonaniu był jednym z najbardziej wyrazistych dowodów na to, jak nieadekwatność formy zarządzania i przyjętych rozwiązań instytucjonalnych (model scentralizowany, oparty na „głównym mechaniku” od maszyny) w stosunku do złożoności świata prowadzi do ekonomicznego, a w konsekwencji geo-politycznego upadku.

Temu upadkowi ZSRR towarzyszyły bardzo głębokie zmiany w Chinach; zapoczątkowane w latach 70-tych reformy – które w pierwszym etapie skoncentrowane były na rolnictwie – zaczęły obejmować obszar przemysłu, by na przestrzeni kolejnych 30 lat uczynić z Chin największego producenta dóbr przemysłowych na świecie. Istotną rolę w tym procesie odegrała decentralizacja działań i decyzji, co można potraktować jako swego rodzaju uczenie się na błędach ZSRR.

Obwieszczony przez F.Fukuyame – w opublikowanej w 1992 roku książce o tym samym tytule – „koniec historii” wyrażał dość powszechne wówczas przekonanie, że jako cywilizacja znaleźliśmy się w punkcie optymalnej równowagi, na które składały się:

  • niekwestionowana pozycja Stanów Zjednoczonych jako jedynego globalnego mocarstwa, swego rodzaju gwaranta globalnego porządku, równocześnie ustanawiającego główne zasady funkcjonowania świata. Jednym z istotnych elementów tej pozycji była zdecydowana przewaga technologiczna USA oraz dominująca, międzynarodowa rola dolara amerykańskiego (przynosząca Stanom Zjednoczonym olbrzymie korzyści finansowe),
  • dominacja zachodniej narracji opartej na trzech filarach: liberalizmie, demokracji i globalizacji. Szczególną rolę w tym względzie odgrywała globalizacja, która miała być sposobem upowszechniania pozostałych dwóch narracji, a także wzajemnego uzależnienia krajów na poziomie ekonomicznym, po to by zapewnić wszechstronny rozwój (dobrobyt), a równocześnie podnieść koszty ewentualnych konfliktów i wojen. Nie oznacza to, że innych narracji nie było, ale reprezentujące je kraje nie liczyły się wówczas w świecie. Inne z kolei kojarzone były głównie z ich radykalnymi formami, utożsamianymi chociażby z atakami terrorystycznymi,
  • poczucie kontroli nad procesami gospodarczymi, czego potwierdzeniem miała być era relatywnie wysokiego globalnie wzrostu i niskiej inflacji. Wynikało to z przekonania właściwego dopasowania rozwiązań instytucjonalnych do obowiązującego wówczas paradygmatu technologiczno-ekonomicznego (o powiązaniach paradygmatów technologiczno-ekonomicznych z instytucjami pisałem niedawno w „Technologia, technologia, …..instytucje”),
  • poczucia kontroli nad procesami eksploatacji planety, swego rodzaju optymizmu, że „mamy czas”, że paliwa kopalne i inne zasoby Ziemi jeszcze przez dziesięciolecia pozwolą na zaspokojenie rosnących potrzeb w zakresie konsumpcji, a w tak zwanym międzyczasie pojawią się technologie alternatywne, umożliwiające bezproblemową transformację do odnawialnych źródeł energii.

 

Spokój na powierzchni oceanu

Ten czas równowagi przełożył się na okres ok. 30 unikalnych w historii świata lat względnego spokoju. To na fundamencie tych komfortowych warunków zbudowaliśmy także nasz polski „złoty wiek”. Był to jednak jedynie spokój na „powierzchni oceanu”, w głębinach zachodziły bowiem istotne procesy, które już wkrótce miały koniec historii zakwestionować. Najważniejsze z nich to:

  • gwałtowny przyrost ludności świata; o ile w 1990 było nas 5.3 mld, to obecnie jest to 8 miliardów. Przy czym przyrosty nastąpiły głównie w Azji (o 1.5 mld) i w Afryce (o 0.8 mld). Na Azję przypada dziś blisko 60% globalnej populacji – 4.7 miliarda, dla porównania Ameryka Północna i Europa to łącznie jedynie 1.1 miliarda. Towarzyszyło temu szybkie starzenie się Zachodu; o ile w 1990 mediana wieku dla poszczególnych kontynentów kształtowała się od 18 (Afryka) do 34 (Europa) lat, to dziś te różnice są znacznie większe (dla Afryki mediana pozostała niezmieniona, to dla Europy wzrosła do 42 lat, a dla Ameryki Północnej do 38). Starzenie się ma przełożenie na wiele procesów, w szczególności sprawia, że dane społeczeństwo coraz bardziej zorientowane jest na przeszłość (żyje sentymentami) niż na przyszłość (szuka nowych rozwiązań).
  • dramatyczne zmiany gospodarczego układu sił. Otwarcie na globalizację w połączeniu z trendami demograficznymi doprowadziło do olbrzymich przesunięć w podziale wytwarzania i dochodów. Dla przykładu, o ile w 1990 łączny udział Chin i Indii w globalnym PKB wynosił jedynie 7.5%, to obecnie stanowi już 26%! Towarzyszył temu drastyczny spadek znaczenia Unii Europejskiej (z 23.5 do 14.5%) i nieco mniejszy USA (z 21.5 do niespełna 16%). Innymi słowy, o ile w 1990 roku łączny PKB USA i UE był 6-krontnie większy od tego Chin i Indii, to dziś obie wielkości są zbliżone. Szczególnie spektakularny był w ostatnich dziesięcioleciach rozwój Chin, które mają dziś 19% udział w globalnym PKB. Są większe zarówno od gospodarki USA jak i UE. Chiny są dziś potęgą gospodarczą, a także militarną. Znacznie domknęły też luki technologiczne w stosunku do USA i Europy.
  • liberalizacja rynków finansowych prowadząca do nadmiernego ufinansowienia globalnej gospodarki, zwiększenia roli rynków finansowych i powstania nowych rodzajów transakcji i podmiotów. Towarzyszyła temu malejąca transparentność działań podejmowanych na tych rynkach oraz wzajemnych powiązań,
  • gwałtowny rozwój globalnych korporacji, dysponujących coraz większą (nadmierną) siłą. Ich wykreowanie to pochodna zmiany podejścia w polityce antymonopolowej. Wraz z globalizacją państwa zaczęły dopuszczać konsolidację siły w rękach korporacji, uzasadniając to oficjalnie zmianą punktu odniesienia dla liczenia udziałów rynkowych; z rynku narodowego na globalny. W praktyce chodziło jednak o coś więcej, o wspieranie „swoich” w procesie ekonomicznego podziału świata. W efekcie wielkie korporacje wyrosły ponad jurysdykcje państw, przy równoczesnym braku właściwych uregulowań międzynarodowych. Powstała luka, którą korporacje skwapliwie wykorzystały np. do optymalizacji podatkowych czy wywierania presji na różnego rodzaju koncesje od rządów. Inną istotną konsekwencją była narastająca współzależność rządów i „dużego biznesu”, prowadząca do wielu niekorzystnych zjawisk strukturalnych – np. wypierania małych i średnich firm, braku równowagi siły przetargowej pomiędzy kapitałem i pracą – a w konsekwencji do narastania nierówności dochodowych,
  • narastanie w krajach rozwiniętych napięć ekonomicznych, politycznych i społecznych związanych z pojawieniem się i stopniowym upowszechnianiem nowego paradygmatu technologiczno-ekonomicznego, gospodarki opartej na wiedzy, a wraz z tym klasy kreatywnej i tych pracujących w ramach gig-economy. Towarzyszyła temu migracja wielu tradycyjnych, dobrze płatnych miejsc pracy do tańszych krajów. Wszystko to przekładało się na osłabienie tak zwanej klasy średniej, głównej siły wspierającej model liberalnej demokracji,
  • odbudowa – dzięki relatywnie wysokim cenom surowców – potencjału militarnego Rosji, co pozwoliło jej na powrót na ścieżkę imperializmu,
  • gwałtownie narastająca presja na środowisko i coraz liczniejsze dowody antropomorficznego pochodzenia zmian klimatu oraz przyspieszającego tempa tego procesu,
  • narastające napięcia na styku człowiek-technologia. Niekontrolowany rozwój technologii zaczął stwarzać coraz większe pole do różnego rodzaju mniej lub bardziej subtelnych nadużyć, takich gdzie o jednoznaczną ocenę „dobre‑złe” jest trudno (kwestia wykorzystywania danych o konsumentach, wpływania na nasze decyzje, zagrożenie kapitalizmem inwigilacji, itd.),
  • narastanie napięć na płaszczyźnie „global-local”. Miało to charakter dwukierunkowy. Z jednej strony coś co kiedyś pozostawało problemem lokalnym, w zglobalizowanym świecie może eskalować w problem regionalny lub globalny. Z drugiej, procesy globalne silnie oddziaływają na funkcjonowanie lokalnych społeczności (np. podjęta w centrali w USA decyzja o połączeniu z inną firmą, prowadzące do zamknięcie fabryki koncernu – głównego lokalnego pracodawcy – zlokalizowanej w małej, prowincjonalnej miejscowości w Polsce).

 

Koniec „końca historii”

Skutki tych zachodzących w głębi procesów zaczęły się z czasem ujawniać także na powierzchni, m.in. w formie:

  • globalnego kryzysu finansowego i kryzysu strefy euro,
  • narastających napięć wewnętrznych w krajach rozwiniętych, wynikających z niezadowolenia tych, którzy czuli się przegranymi zachodzących zmian,
  • narastających napięć między poszczególnymi krajami (wojna w Ukrainie, napięcia na linii USA-Chiny związane z kwestią Tajwanu, itd.)
  • zmian politycznych.

Te ostatnie stają się kluczowe. Coraz częściej dochodzi do kwestionowania dotychczasowych elit politycznych i pojawiania się nowych, z reguły populistycznych ruchów, których narracje budowane są na regresie (chęci powrotu do przeszłości). Towarzyszy temu „gra na polaryzację”, kreowanie często sztucznych podziałów społecznych.

W krajach Zachodu pojawiła się także tendencja do zamykania się „do wewnątrz”. Stało się to szczególnie widoczne za kadencji D.Trumpa, który realizując populistyczne hasło „America First” zaczął otwarcie kwestionować rolę organizacji i uzgodnień międzynarodowych, tych samych których głównym architektem była wcześniej sama Ameryka. Późniejsze wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu – w szczególności jego katastrofalna forma – tylko utwierdziło międzynarodowe audytorium, że funkcjonujący w ostatnich dziesięcioleciach porządek świata właśnie się kończy.

Istotną zmianą w sferze politycznej jest także narastające przyzwolenie na autorytaryzm (o tym skąd to się bierze pisałem w „Tożsamość – słowo klucz”). Według Freedom House 75% ludności świata żyje dziś w krajach gdzie następuje erozja mechanizmów demokratycznych. Z kolei według Democracy Report 2022, po tym jak początek lat 90-tych przyniósł falę demokratyzacji, ostatnie lata to szybki regres, który sprawił, że globalnie wróciliśmy do stanu z końca lat 80-tych.

Ponieważ rozwiązania instytucjonalne nie nadążają za tymi zmianami obecna sytuacja prowadzi do narastających turbulencji i niepewności, co z kolei kreuje kolejne ryzyka. Kryteria ekonomiczne – co się opłaca w kontekście dobrobytu społecznego – zaczynają odgrywać drugorzędną rolę, ich miejsce zastępują cele polityczne i geo-strategiczne. Narasta ryzyko, że dominująca w ostatnich dziesięcioleciach logika działań oparta na zasadzie: „co zrobić by zyskać jak najwięcej” zostanie zastąpiona inną: „co zrobić by stracić mniej niż inni”.

Warto zauważyć, że sytuacja niepewności prowadzi do presji na regres nie tylko na poziomie społeczeństw, ale także jednostek. O ile w przewidywalnym, przyjaznym świecie możemy koncentrować się na potrzebach wyższego rzędu – poczucie przynależności, użyteczności i miłości – to w warunkach turbulencji niejako kurczymy się, koncentrując się na kwestiach bezpieczeństwa, a w bardziej skrajnych sytuacjach przeżycia. W tym miejscu trzeba wspomnieć o jeszcze jednym elemencie – otóż rozwój mediów i rosnąca ich konsumpcja sprawia, że społeczne lęki są niesamowicie eskalowane. Pamiętam, jak będąc nastolatkiem żyłem w czasach zimnej wojny, ale ze straszeniem, że spadną mi na głowę amerykańskie rakiety miałem styczność jakieś 5-10 minut na dobę (np. oglądając ówczesną wersję telewizyjnych wiadomości). Dziś obrazy i przekazy np. z wojny na Ukrainie można chłonąć 24/7, i niestety wielu – w tym młodych ludzi – właśnie tak robi. Media – nie chcę w tym miejscu rozstrzygać czy świadomie czy nie – stały się eskalatorami lęków, przyspieszając tym samym wiele niekorzystnych procesów.

Wszystko to wyżej opisałem zaczyna przypominać dynamikę korkociągu, gdy raz się w nią wpadnie, to trudno jest się z niej wyrwać. Z korkociągu nie da się wyjść wykonując gwałtowne ruchy, w szczególności powtarzając te, które nas w ten stan wprowadziły. Swego czasu A.Einstain słusznie zauważył, że: „szaleństwem jest powtarzać te same czynności i oczekiwać zmiany rezultatów”.

 

W cz. 4 skupię się na tym co trzeba zmienić, aby uzyskać nową perspektywę, z której z kolei mogą się wyłonić nowe rozwiązania. Myślę, że może to być najbardziej zaskakująca część cyklu :-).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.