15-10-2022
12 minut

Zapnij pasy, turbulencje szybko się nie skończą. Cz.4 – reforma kulturowa.

cz. 3 starałem się przedstawić procesy jakie zaszły w minionych 30 latach, jak to od przekonania o „końcu historii”, wróciliśmy do świata narastających turbulencji i podziałów. Kolejne odcinki będą poświęcone przyszłości. Nie tyle temu w co obecna sytuacja może eskalować (o tym jedynie jeden akapit poniżej), ale temu jak wykreować pożądaną rzeczywistość, przejść do rozwiązań, które pozwolą na przebudowanie systemu w taki sposób by – przynajmniej na  jakiś czas – okazał się on bardziej stabilny. Przyszłość nie jest zdeterminowana, zależy wyłącznie od naszych indywidualnych i zbiorowych wyborów. Od tego jak poukładamy na nowo opisane w cz.1 zależności pomiędzy tym w co wierzymy (narracje), technologią, rozwiązaniami społecznymi i instytucjonalnymi. Punktem wyjścia muszą być narracje. I to im poświęcony jest ten odcinek cyklu.

Wirusowe oprogramowanie

Historycznie rzecz ujmując to z czym obecnie mamy do czynienia nie jest niczym nowym i według klasycznego scenariusza sytuacja w świecie będzie się eskalować, przybierając formy różnorakich kryzysów: energetycznego, finansowego, społecznego, politycznego, militarnego itd. Po czym nadejdzie jakieś istotne wydarzenie, które będzie stanowić punkt przełomowy, a „na zgliszczach” zacznie powstać nowy porządek.

Jest jednak alternatywa, HISTORIA POWTARZA SIĘ JEDYNIE TAK DŁUGO, JAK NIE UDAJE SIĘ WYRWAĆ Z MECHANIZMÓW, KTÓRE PROWADZĄ DO TEGO, ŻE SIĘ ZAPĘTLA. Tak długo, jak nie skoryguje się tkwiących w ludziach i społeczeństwach schematów. Te schematy związane są z czymś, co C.G. Jung określa mianem „zbiorowej nieświadomości”. To zapisane w nas „programy”, które mają wpływ na nasze wybory i nasze decyzje, a których oddziaływania sobie z reguły NIE UŚWIADAMIAMY. Te „programy” są inne w kulturze zachodniej, inne w kulturach azjatyckich, a jeszcze inne w Afryce czy Ameryce Południowej. Ja chciałbym się skupić na tych, które moim zdaniem mają najbardziej uniwersalny charakter, choć w największej mierze odnoszą się do Zachodu.

Kwestia narracji pojawiała się już w poprzednich odcinkach. W cz.3 pisałem m.in. o dominującej w minionych 30 latach narracji Zachodu odnoszącej się do triady: liberalizmu, demokracji i globalizacji. Narracje jednak mają także swoją hierarchię. U podstawy są te, które odnoszą się do zagadnień fundamentalnych, podstawowych pytań o funkcjonowanie człowieka na Ziemi. Wyższe warstwy narracji (w tym te o triadzie) są na tych fundamentach nadbudowywane.

Przychodzimy na świat jako „czysta tablica*”, ale w procesie wychowania i edukacji jesteśmy „programowani”. W cywilizacji Zachodu – choć poniższe elementy można znaleźć także w innych regionach świata – polega ona na wszczepianiu przekonania, że:

  • ten świat zewnętrzny jest ŚWIATEM BRAKÓW, a szczęście polega na tym by te braki zaspokoić, czyli w praktyce zdobyć pieniądze (dużo pieniędzy), sławę, władzę, itd. Problem polega na tym, że w praktyce nigdy nie jest „wystarczająco dużo”, a zbudowane na podstawowych narracjach mechanizmy społeczno-ekonomiczne wyskalowane są tak, by nieustannie nas przekonywać, że by być szczęśliwym CIĄGLE CZEGOŚ NAM BRAKUJE. Bardzo szybko przestaje się liczyć nasza rzeczywista sytuacja, natomiast kluczowe staje się PORÓWNYWANIE – zawsze można znaleźć kogoś kto ma więcej, a poza tym zawsze można wygenerować nowe potrzeby,
  • świat zewnętrzny jest wobec nas generalnie WROGO NASTAWIONY, a w życiu towarzyszyć musi nam RYWALIZACJA (pochodna braków), WYSIŁEK I CIERPIENIE,
  • by osiągnąć to co mamy zaprogramowane jako synonim szczęścia, musimy PODDAĆ SIĘ REGUŁOM TEGO ŚWIATA, być trybikiem jego mechanizmów. W przeciwnym razie skazujemy się na porażkę i społeczny niebyt. Nie powinniśmy przy tym wnikać w to, kto i kiedy te reguły ustanowił i czy są to jedyne możliwe zasady – tak jak jest musi być,
  • PRAWDA JEST PO NASZEJ STRONIE; to przedstawiciele naszej rasy, narodowości, religii, partii itd. znają prawdę. Wszyscy inni w najlepszym wypadku mylą się, a w najgorszym – gdy na scenę wkraczają skrajne formy różnych „-izmów” reprezentują „niższe formy rozwoju”, nie zasługują na uwagę, a niekiedy wręcz – gdy na scenę wkracza dehumanizacja – nie zasługują na to aby żyć. W tej sytuacji jeśli stoją na drodze do osiągnięcia przez nas naszych celów, trzeba z nimi bezwzględnie walczyć.

Wolna wola jest ułudą

Powielamy narracje i opowieści, które sami dostajemy w spadku. Na przykład te o naszych rzekomych wrogach (skoro dziadek walczył z Niemcami, to ja też muszę być gotowy na to by z nimi walczyć). W ten sposób prowadzimy do zakorzeniania w głowach określonych uprzedzeń i sposobów myślenia, a to co w naszych głowach tworzy z czasem naszą rzeczywistość (pisałem o tym w „Stwórcza moc naszych myśli”).

Podążamy za przekazywanymi z pokolenia na pokolenie narracjami, bo współczesne systemy edukacji pozostają systemami INDOKTRYNACJI (przekazywania określonych przekonań), a nie miejscem, gdzie się uczy. Uczenie – w przeciwieństwie do indoktrynacji – oparte jest na pokorze, a jego głównym celem jest wpajanie krytycznego myślenia oraz umiejętności i chęci poszukiwania prawdy na własną rękę (opisałem ten problem w „Edukacja i innowacyjność – jak przywrócić zerwaną więź”).

W efekcie, jako osoby dorosłe nie dokonujemy refleksji, nie zadajemy fundamentalnych pytań, o których pisałem w: „Dlaczego myślę tak jak myślę, dlaczego robię, to co robię?”. Wydaje nam się, że wiemy jak funkcjonuje świat, i że dokonujemy wolnych wyborów, ale w rzeczywistości podążamy za „wgranymi programami” i określoną – jedną z wielu możliwych – opowieścią o świecie. Nie żebyśmy nie dokonywali żadnych korekt, ale dotyczą one z reguły drobnych rzeczy, a nie istoty.

By to co powyżej w jakiś sposób zobrazować weźmy przykład ubóstwa. Szacuje się, że około 800 milionów ludzi na Ziemi żyje poniżej tak zwanej granicy ubóstwa (mają do dyspozycji mniej niż 1.9 dolara na dzień). Aby ich wyżywić potrzeba jakieś 550 miliardów dolarów rocznie. Tymczasem ubiegłoroczne wydatki na zbrojenia wyniosły globalnie 2 biliony 113 miliardów dolarów (w tym i kolejnych latach kwota ta z pewnością znacząco wzrośnie), czyli 4-krotnie więcej. Nie ma więc tak naprawdę problemu ubóstwa na świecie; jest natomiast problem tego, że ubóstwo jest dla nas mniej ważne niż sprzęt do zabijania samych siebie. Dlaczego tak jest? Bo wyznawane przez nas narracje każą nam akceptować „brak”, „rywalizację” oraz bezwzględnie bronić „swojej prawdy”. To właśnie te mechanizmy pozwalają (a wręcz nakazują) nam akceptować to, że wydatki na zbrojenia są wielokrotnie większe niż te, które są potrzebne do wyeliminowania ubóstwa.

Inny przykład; w zasadzie w każdym kraju można się spotkać z apelami i zbiórkami pieniędzy na pomoc osobom ciężko chorym, na których leczenie państwa „nie stać”. Łącznie chodzi z reguły o kwoty idące w setki milionów euro czy dolarów rocznie. Równocześnie te same państwa z dnia na dzień bez najmniejszego problemu znajdują dziesiątki miliardów, gdy okazuje się, że trzeba np. ratować upadające banki. By była jasność, nie twierdzę, że nie należy tego robić. Ale to zestawienie jasno pokazuje hipokryzję mechanizmów: „stać nas” – „nie stać”, którymi się na co dzień posługujemy. Także mechanizmów społecznie dokonywanych wyborów (osoby chore i ich rodziny nie mają w zasadzie żadnej siły przebicia, dostępu do mediów itd. – z reguły są ze swymi problemami pozostawione same sobie). I znów u źródła tego paradoksu leżą nasze fundamentalne narracje.

Kolejny przykład odnosi się do kwestii zmian klimatu i nadmiernego wykorzystania biosfery. To w moim przekonaniu nie tyle pochodna ograniczoności naszej planety (biosfery), co naszego społecznego wyboru, że …… chcemy ją zniszczyć. Z zapałem podcinamy gałąź, na której siedzimy akceptując system, w którym bardziej istotne od przetrwania są np. toksyczne instrumenty finansowe. Co o tym świadczy? Chociażby prosty fakt, że w krajach rozwiniętych – bo one były mekką toksycznych produktów – najzdolniejsi ludzie, kończący wszystkie możliwe kierunki studiów, szli przez lata pracować do różnorakich instytucji finansowych, bo te płaciły za ich kreatywność w kreowaniu toksycznych instrumentów znacznie więcej niż firmy i instytucje (bardzo często są to organizacje pożytku publicznego) działające na rzecz przetrwania. Tak długo, jak więcej zarabia się na tworzeniu szeroko pojętych toksycznych produktów i rozwiązań, niż na tworzeniu takich, które są ważne z punktu widzenia przetrwania naszej planety, o żadnej pro-ekologicznej zmianie nie ma tak naprawdę mowy. Obserwujemy jedynie, jeden wielki greenwashing.

Przykładów takich jak powyższe można mnożyć. Żyjemy w świece powszechnego „rozdwojenia jaźni”: z jednej strony coraz powszechniej deklarujemy, że dla przetrwania naszej cywilizacji potrzebujemy w bogatych krajach jakiejś formy samoograniczenia, ale równocześnie cały system zbudowany jest tak, że gdy gospodarki przestają rosnąć, zaczyna się panika, wszystko wydaje się zawalać. Funkcjonujemy w systemie, w którym trzeba biec – najlepiej szybciej i szybciej – aż…..nie spadnie się z klifu.

Bezrefleksyjnie akceptujemy BRAKI, komunikujemy się językiem braków. Mało kto skupia się na OBFITOŚCI TEGO CO JEST, nawet nie tyle tej materialnej – choć i w tym względzie nasze czasy są wyjątkowo obfite – ale przede wszystkim obfitości wynikającej z ludzkiej kreatywności. Nie ma takiej kwestii, której nie da się rozwiązań, o ile tylko … naprawdę byśmy chcieli. Bo gdy jest rzeczywista chęć tworzy się właściwe rozwiązania systemowe i instytucjonalne, stymuluje się właściwe bodźce, itd.

Stańmy się świadomi i przestańmy odgrywać programy

Powyższe przykłady odnoszą się do makro-skali, globalnych liczb i globalnych zagadnień, ale wszystko to da się także sprowadzić do mikro-świata, wyborów dokonywanych na poziomie jednostek. Wyborów, albo ich braku, bo jedną z największych chorób współczesnego świata jest bierność, powszechne udawanie że „mnie to nie dotyczy”, albo chowanie się za stwierdzeniem „ja przecież nic nie mogę”. To właśnie powszechność takich postaw w połączeniu z propagandą („masowym programowaniem”) prowadzi do sytuacji, jak ta w Rosji – grupa „szaleńców” prowadzi 140-milionowy kraj (a może i świat) ku przepaści.

Dobra wytwarzane dziś w świecie są w stanie zapewnić godziwe życie wszystkim mieszkańcom naszej planety. Problem polega na tym, że obecny model finansowo-ekonomiczny świata opiera się na brakach i potrzebach, także nieustannej konieczności ich zaspokajania. By to pogodzić większość „braków i potrzeb” – szczególnie w krajach Zachodu – ma charakter subiektywny, nie ma wiele wspólnego z faktycznym brakiem. Weźmy konkretny przykład; rodzi się we mnie potrzeba kupna nowego samochodu, pomimo faktu, że mój obecny, 5-letni, sprawuje się bardzo dobrze i spełnia wszystkie niezbędne funkcje. Dlaczego, ten którego używam wydaje mi się bezużyteczny i stary? Bo dwaj koledzy z pracy i sąsiad z naprzeciwka przesiedli się w ostatnich miesiącach na nowe. Bo po drodze do pracy spotykam codziennie kilka bilbordów reklamujących nowe pojazdy. Bo zasiadając wieczorem przed telewizorem chcąc nie chcąc oglądam kilka spotów reklamujących nowe samochody. Tak rodzi się we mnie poczucie „starości” tego co mam, poczucie że „jestem gorszy”, a wraz z tym potrzeba zmiany, nawet jeśli nie mam na to środków, w końcu zawsze można kupić na kredyt.

Skoro w naszym życiu tak naprawdę nie chodzi o przetrwanie, to o co chodzi? Chodzi o przejawianie swojej pełni, talentów, zdolności, umiejętności. Dzielenie się tym z innymi, bycie użytecznym, życie „z obfitości”. Tylko czy w procesie wychowania i edukacji ktoś nam o tym mówi?

Droga do zmiany świata

DROGA DO ZMIANY ŚWIATA JEST ZARAZEM BARDZO PROSTA I BARDZO TRUDNA. Narracje w oparciu, o które kształtowany jest świat to WYBÓR. Świat, otaczającą nas rzeczywistość można więc ZMIENIĆ dokonując zmiany obowiązujących narracji. To proces znany, określany czasem mianem REFORMY LUB REWOLUCJI KULTUROWEJ. Słowo „rewolucja” nie zawsze dobrze się kojarzy, ale dokładnie o to chodzi, o radykalną zmianę sposobu postrzegania praw rządzących światem. Proces ten nigdy nie jest łatwy, ale jak najbardziej możliwy.

Najpierw trzeba się „wybudzić”, zdać sobie sprawę, że w zdecydowanej większości realizujemy w życiu nie swoje pragnienia i nie swoje cele (pisałem o tym w „Skoryguj swój kurs”). To stanowi olbrzymie wyzwanie, nam ludziom trudno jest zerwać z tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni („wytresowani”), tym bardziej że nowe zawsze oznacza niepewność. Dlatego też dopiero głęboki kryzys stwarza realne warunki do powszechnej zmiany; ludzie którzy nie mają już nic do stracenia stają się otwarci na rozważenie alternatyw. Wówczas istotne staje się to, czy optymistyczne, pro-rozwojowe alternatywy są dostępne. Jeśli nie, pozostaje jedynie regres i ucieczka w autokratyzm i nacjonalizm.

Nie można zapomnieć także o tych, którzy w oparciu o mechanizmy „starych narracji” zbudowali swoje naukowe, polityczne czy biznesowe kariery. Wszyscy oni zawzięcie bronią – i bronić będą – „tego co jest”. Ich strategia polega na tym by negować potrzebę zmian, by maksymalnie ją opóźniać.

 

W cz.5 – kontynuując wątek zmiany – skupię się na kategoriach ludzi, którzy mają największy wpływ na świat i na ich roli w obecnej sytuacji.

 

p.s.

ku inspiracji polecam krótki filmik M.Neilla (autora książki „Inside-Out Revolution”), w którym opisuje on różnice w działaniu „z braku” i „z obfitości” : „A differenet way of thinking about business”

 

* w rzeczywistości nie do końca tak jest, ale przyjmijmy takie uproszczenie. Nie ma ono wpływu na przedstawioną w dalszej części logikę rozumowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.