Do napisania niniejszego tekstu zainspirował mnie art. J.Piekutowskiego „W stronę neokolektwizmu. Społeczeństwo polskie AD 2020” (polecam!). W publikacji tej autor odwołuje się m.in. do wyników European Social Survey (ESS) – to bardzo szerokie, pan-europejskie badanie przeprowadzane co dwa lata, w ramach którego zbierane są różnego rodzaju informacje o opiniach i nastrojach społecznych.

W moim przekonaniu zbyt rzadko zagląda się (w tym i ja!) do tego typu badań, a jest to niesamowita kopalnia wiedzy. Pytań zadawanych w ramach ESS jest wiele, ale ja chciałbym się skoncentrować na tych odnoszących się do wyznawanych wartości, tego co w życiu ważne, z czym się identyfikujemy. To właśnie na ich podstawie chciałbym się podzielić kilkoma przemyśleniami – dane z badania ESS pozwalają w „twardy” (w oparciu o liczby) sposób odnieść się do kluczowych w mojej opinii zagadnień, o których ostatnimi czasy kilkakrotnie już pisałem, a mianowicie dokąd zmierzamy jako społeczeństwo?, jaką społeczną tożsamość wybierzemy? (porównaj „Tożsamość – słowo klucz 2020 r.”, „Polska droga prawdy – pomiędzy relatywizmem a absolutyzmem”).

By zbytnio się nie rozpisywać zestawiłem dwa wykresy. Pierwszy to porównanie odpowiedzi Polaków w 2008 i 2018 r. – a więc tuż przed i 10 lat po wybuchu globalnego kryzysu finansowego, z którego następstwami wciąż się borykamy. Drugi to porównanie odpowiedzi dorosłych Polaków na tle Europejczyków z ostatniej edycji badania, czyli z 2018 r.

Przedstawione na wykresach wielkości stanowią odsetek spośród badanych osób, w przypadku których określone postawy są „podobne” lub „bardzo podobne” z tym czym sami żyją i /lub identyfikują.

Oto kilka moich spostrzeżeń na bazie tych dwóch zestawień:

W ujęciu dynamicznym – Polska w 2018 w porównaniu do Polski w 2008 – widać, że:

  • maleje skłonność do identyfikacji, następuje rozmywanie się wartości – w zdecydowanej większości odsetek identyfikujących z poszczególnymi wartościami był w 2018 r. mniejszy niż 10 lat wcześniej,
  • na przestrzeni ostatnich lat znaczne spadki odnotowano w wartościach związanych z postrzeganiem życia jako czegoś przyjemnego, gotowości otwarcia się na nieznane, kreatywności,
  • spadł poziom idealizmu, co widoczne jest m.in. w silnym spadku odsetka identyfikujących się z zasadą równych szans dla wszystkich, wolności i niezależności oraz postępowania zgodnie z zasadami czy pomagania innym ludziom,
  • stosunkowo małym zmianom podlegało postrzeganie – jako bardzo ważnej – kwestii bezpieczeństwa,
  • na topie zarówno w 2008 jak i 2018 r. znalazły się kwestie lojalności/przywiązanie do rodziny i przyjaciół.

Na tle Europy można dostrzec, że:

  • lojalność wobec rodziny i przyjaciół jest wartością dominującą nie tylko u nas,
  • zarówno w Polsce jak i Europie bardzo wysoką wagę społeczeństwa przypisują kwestii ochrony środowiska – pokazuje to, że można zbudować silne społeczne poparcie dla projektów przebudowy gospodarki w kierunku modelu zapewniającego większe zrównoważenie, a tym samym że tego typu projekty można by realizować śmielej,
  • znacznie większą rolę w Polsce odgrywa tradycja, zakazy i nakazy, a także przywiązanie do kwestii bezpieczeństwa i poparcie dla idei silnego państwa,
  • charakteryzuje nas dramatycznie niska skłonność do podchodzenia do życia „na luzie”; robienia tego co sprawia przyjemność a nie tylko (lub przede wszystkim) tego co wymusza na nas życie,
  • zaskakująco istotnie mniejsza jest u nas skłonność do pomagania innym i chęć bycia skromnym,
  • większe (choć poziom jest relatywnie niski zarówno w Polsce jak i Europie) jest poparcie dla bogacenia się i oczekiwanie szacunku od innych.

Jak to w badaniach socjologicznych większość z opisanych wyżej kwestii da się pewnie wyjaśnić w oparciu o spuściznę historyczną (w tym kwestie zakumulowanego majątku), kulturę, zagadnienia ekonomiczne (w tym poziom rozwoju i powiązaną z tym szczodrość systemu socjalnego) i inne tym podobne. Z mojego punktu widzenia istotne jest jednak co innego. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie dokąd to zmierza?, czy taki a nie inny profil (i dynamika zmian w ostatnich 10 latach) mówi nam coś o możliwych społecznych wyborach na przyszłość? W tym kontekście można pokusić się o kilka wniosków:

  • generalnie jako społeczeństwo (choć z pewnością są liczne wyjątki) jesteśmy coraz bardziej zmęczeni „zmaganiem się z życiem” i funkcjonowaniem w oparciu o „zewnętrzne przymusy” (tzw. sytuacja życiowa),
  • w związku z tym, że koronawirus i wywołany przez niego kryzys te efekty jeszcze wzmocni, w określonych uwarunkowaniach możliwy jest w najbliższym czasie wzrost przyzwolenia na zwiększenie roli państwa w życiu społecznym i gospodarczym; dla niektórych wolność (połączona z odpowiedzialnością za własne życie) staje się swego rodzaju ciężarem, w efekcie skłonni są jej się częściowo wyzbyć w zamian za (namiastkę) poczucia bezpieczeństwa oferowanego przez państwo,
  • Europa (Zachodnia) nie wydaje się być dobrym wzorcem do naśladowania. Większy „luz” nie jest tam pochodną posiadania klarownej wizji społeczno-gospodarczego rozwoju, a jedynie nagromadzonego bogactwa, które pozwala mieć większy dystans do bieżących wydarzeń. Ten „dystans” coraz częściej idzie jednak za daleko i staje się wręcz siłą destrukcyjną, negatywnie przekłada się na nastawienie do pracy, kreatywność, motywację do działania, podejmowania reform, itd.

Wybiegając w przyszłość w mojej ocenie:

  • kluczową kwestią jest uznanie, że świat w najbliższym dziesięcioleciu będzie niestabilny; tak jest zawsze gdy następuje rozpad jednego systemu (pisałem o tym więcej m.in. w „Krańce wyobraźni. Kraniec cywilizacji?”) i kształtowanie się nowego,
  • ludzie nie lubią (boją się) niestabilności, która zaburza ich wyuczone (przez system edukacji) przywiązanie do schematów i rutyny; w takiej sytuacji będą szukać sposobów by ograniczać w swym życiu skalę nieprzewidywalności (pisałem o tym w: „Największy problem współczesnego świata – cz.1″),
  • najbardziej naturalnym i oczywistym wyborem może się wielu wydawać „zdanie się na (silne) państwo” oraz wzmocnienie więzi „klanowych” – poczucie niepewności wzmaga z reguły przekonanie o potrzebie konkurowania raczej niż współpracy z innymi, a wyjątek w tym względzie stanowią rodzina i bliscy przyjaciele. Takie podejście określiłbym mianem strategii defensywnej, której istotą jest minimalizowanie strat wynikających z globalnej niepewności, a w skali całego społeczeństwa dominowanie „gry o sumie zerowej” – odnoszenie korzyści przez jednych (jedne „klany”) odbywa się kosztem innych („inne klany”),
  • z punktu widzenia perspektyw rozwojowych powszechna realizacja strategii defensywnej w społeczeństwie stanowiłaby krok w tył – silne państwo w połączeniu z klanowością to archaiczna struktura, w której nowoczesna – oparta na szerokim przepływie informacji i wiedzy – gospodarka trudno się upowszechnia, może mieć co najwyżej charakter wyspowy (ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami takiej sytuacji o jakich wspominałem w „Świat jaki znamy przemija…”),
  • dla strategii defensywnej istnieje alternatywa – strategia ofensywna, polegająca na zupełnie innym podejściu; jej kluczowym elementem jest znacznie lepsze niż dziś przygotowanie jednostek do funkcjonowania w warunkach niepewności oraz wsparcie ich właściwymi rozwiązaniami instytucjonalnymi. O szczegółach pisałem o tym w „Największy problem współczesnego świata – cz.2 oraz „Gospodarka oparta na wiedzy…..” więc nie będę się w tym miejscu powtarzał,
  • strategia ofensywna koncentruje się na szansach jakie stwarzają kryzysy i zawirowania, tym samym otwiera drogę do cywilizacyjnego skoku. Jest grą „wygrany-wygrany” – ponieważ jej istotą jest kreowanie nowych szans, nowych rynków, nowych dochodów, by ktoś zyskał ktoś inny nie musi tracić; wręcz przeciwnie sukcesy innych pozytywnie wpływają na dobrobyt pozostałych,
  • jako społeczeństwo mamy z pewnością potencjał by grać ofensywnie – wystarczy wzbogacić nasze tradycyjne zalety (pracowitość, silne zmotywowanie) o nowe: większe otwarcie na współpracę i kreatywność. Problem jest jeden: potrzeba przywódców/liderów, którzy społeczeństwo w tym kierunku poprowadzą.

Która opcja ma większe szanse? Mam wrażenie, że sfera polityczna („góra”) chce nas wepchnąć w strategię defensywną, o czym świadczy tak powszechna „gra na podziały”. Natomiast „na dole” – wśród liderów biznesowych i społecznych – widać bardzo wiele oznak myślenia ofensywnego. W kontekście konfrontacji tych dwóch wizji najbliższe miesiące mogą okazać się niezmiernie ciekawe, być może nawet decydujące.