Rytm gospodarki

Andrzej Halesiak

Kto będzie finansował (duże) firmy?

Firma doradcza, w której swego czasu miałem okazję pracować wydała właśnie doroczną publikację poświęconą perspektywom sektora bankowego („The phoenix rises: remaking the banking for an ecosystem world”, McKinsey Global Banking Annual Review 2017). Dokument ma charakter globalny i w tegorocznej edycji koncentruje się na kwestiach obecnej i przyszłej konkurencji pomiędzy bankami a tzw. firmami platformami (Amazon, Alibaba czy Tencent). To bardzo ciekawy wątek, gdyż zdaniem McKinsey powszechnie uznawane za główne wyzwanie dla banków tzw. fintechy nie stanowią tak naprawdę realnego zagrożenia. Są nim natomiast wspomniane wyżej firmy platformy. Nie będę rozwijał tego wątku (zainteresowanym odsyłam do raportu), natomiast chciałbym się na chwilę zatrzymać na innej kwestii, która w mej głowie zrodziła się na bazie jednego z zestawów danych publikowanych w raporcie. Dane te dotyczą rentowności działalności bankowej w różnych segmentach biznesu. Otóż zwrot z kapitału (z ang. return on equity, RoE) jest dziś zdecydowanie najwyższy w obszarze zarządzania aktywami (15-18% w 2016 r.). Na drugim miejscu jest bankowość detaliczna (10-12%), na trzecim bankowość inwestycyjna i działalność na rynku kapitałowym (9-10%). Zdecydowanie najgorzej wypada natomiast bankowość dla firm (6-8%). Zwrot w tym ostatnim segmencie nie pokrywa kosztów kapitału (szacowanych w zależności od krajów na 8-12%).

Interpretując wprost te dane można by wyciągnąć wniosek, że ostatnią rzeczą jaką powinny się zajmować banki to zapewnianie finansowania i usług właśnie w tym obszarze. Jest to oczywiście wniosek nieco na wyrost, ale wcale nie aż tak bardzo, o czym możemy się przekonać obserwując chociażby sytuację w naszym kraju. Dla przykładu jeden z giełdowych banków w swej nowo-ogłoszonej strategii założył wycofanie się z bankowości korporacyjnej i ograniczenie swej obecności w segmencie firm jedynie do tych małych i średnich. Zresztą jak patrzy się na funkcjonowanie innych banków obecnych na naszym rynku, to widać podobny trend; nawet jeśli poszczególne instytucje nie deklarują tego wprost, to ich zainteresowanie bankowością korporacyjną maleje. Dlaczego tak się dzieje?

By odpowiedzieć na to pytanie trzeba przyjrzeć się zmianom zachodzącym w ostatnich latach w ramach tzw. otoczenia regulacyjno-podatkowego. Szerzej opisałem je swego czasu w „Bankowa triada”, tutaj skoncentruję się jedynie na kluczowych aspektach. Otóż:

  • z roku na rok rosną wymagania kapitałowe wobec banków. Oznacza to, że przy tych samych kapitałach banki są w stanie utrzymywać coraz mniejsze aktywa (to, że w Polsce one rosną jest zasługą tego, że kapitały przyrastają szybciej),
  • w 2016 r. wprowadzony został tzw. podatek bankowy, który nie traktuje w taki sam sposób różnych klas aktywów – obligacje Skarbu Państwa zwolnione są z tego podatku,
  • regulacje unijne wprowadzają specjalny upust kapitałowy (dzięki czemu wymóg kapitałowy jest niższy) w przypadku finansowania małych i średnich firm.

Opisana powyżej sytuacja coraz bardziej wzmaga presję na optymalizację struktury aktywów w bankach. Finansowanie firm (szczególnie dużych) jest główną ofiarą tego procesu. Przy niskiej rentowności tego typu zaangażowań (efekt niskiej marżowości i wysokich wymagań kapitałowych) ograniczana jest alokacja kapitału w tym kierunku. Biorąc pod uwagę zwolnienie z podatku bankowego oraz zwolnienie z wymogu kapitałowego bardziej atrakcyjne jest dla wielu banków inwestowanie środków w obligacje Skarbu Państwa. Z punktu widzenia oferowanego zwrotu bankowość korporacyjna przegrywa także z bankowością detaliczną.

Spójrzmy jeszcze na szersze, ogólnogospodarcze skutki procesów zachodzących dziś w sektorze bankowym. W klasycznym spojrzeniu na rolę banków w gospodarce (jakie dominowało kilkadziesiąt lat temu) ich podstawowym zadaniem miała być mobilizacja środków niezbędnych dla finansowania rozwoju firm, a tym samym całej gospodarki. W latach 90-tych i na początku obecnego wieku działalność bankowa poszła w kierunku działalności uniwersalnej – przy dużym zaangażowaniu w finansowanie firm, równolegle wzrosły znacząco aktywa banków związane z finansowaniem gospodarstw domowych. Było to możliwe, gdyż rozwodnione zostały wymogi kapitałowe w efekcie przy tych samych kapitałach banki były w stanie utrzymywać znacznie większą skalę aktywów. Dziś przy wzroście wymogów kapitałowych pośrednictwo finansowe dokonywane przez banki ulega okrojeniu, a główną ofiarą tego procesu jest – przynajmniej na dziś – bankowość korporacyjna.

Jak przełoży się to na funkcjonowanie gospodarki? To w dużej mierze zależeć będzie od szerszych dostosowań w sektorze finansowym. Od tego czy firmy znajdą alternatywny, relatywnie tani sposób finansowania swojej działalności. W krajach anglosaskich taką rolę odgrywa rynek kapitałowy, to on jest głównym źródłem finansowania firm. W polskich warunkach – gdy lokalny rynek kapitałowy jest stosunkowo płytki – grozi to moim zdaniem zwiększeniem uzależnienia finansowania firm od kapitału zagranicznego (przy dużych finansowaniach trzeba będzie „wychodzić” z emisjami na rynek międzynarodowy). Gospodarczy decydenci muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy to jest właśnie to czego potrzebujemy – moim zdaniem uzależnienie naszej gospodarki od kapitału zagranicznego jest już dziś relatywnie wysokie. Alternatywą mogłoby być poprawienie „warunków gry” dla finansowania firm przez sektor bankowy, np. poprzez zniesienie podatku bankowego od tego typu zaangażowań.

Poprzedni

Spokój na powierzchni oceanu

Następny

Co po obecnym boomie?

  1. Kamil

    Andrzej, a czy nie jest tak, że depozyty firm (dużych i średnich) są rekordowo wysokie, więc wiele z nich po prostu nie ma potrzeby zaciągania kredytów, a z kolei banki ciągle nie potrafią stworzyć sensownej oferty dla SOHO i małych SME? O ile dobrze pamiętam, grubo ponad połowa tych ostatnich w ogóle nie korzysta z finansowania bankowego i to raczej dlatego, że nie spełnia wymogów oceny ryzyka, a nie dlatego, że woli finansować się z własnych oszczędności. Nasuwa się pytanie – czy modele ryzyka kredytowego stosowane w bankach są wystarczająco wyszukane, czy może banki idą na łatwiznę i jak leci odrzucają klientów z tego segmentu? Ja rozumiem, że wiele małych firm ma krótką statystyczną przeżywalność, ale czy trudno uwierzyć, że dotyczy to większości z nich. Gdyby udało się uchwycić ten segment, to mógłby to być spory kawałek tortu, o marży porównywalnej z detalem i akceptowalnej szkodowości. Czyli w sumie duży wolumen, dobra marża i niskie ryzyko z uwagi na rozdrobnienie.
    Ciekaw jestem Twojej opinii na ten temat, może poświęciłbyś mu jakiś wpis?

    •  

      Trzeba pamiętać, ze depozyty firm są już wykorzystane bo finansują aktywa banków (np. finansowany jest z nich zakup obligacji SP 🙂 ), nie jest tak – jak dość często się zakłada – ze te pieniądze „leżą odłogiem”. Natomiast jeśli chodzi o finansowanie małych firm to rzeczywiście warto temu poświęcić cały wpis choć po części do tego tematu odnosiłem się już w „Procesy inwestycyjne w polskich firmach – cz. 2.”

Dodaj komentarz

wykonanie: THE NEW LOOK