Rytm gospodarki

Andrzej Halesiak

Aktywa niematerialne – rola w nowoczesnej gospodace (cz.1)

Kilkakrotnie na moim blogu zwracałem uwagę, że w kluczowych dla rozwoju procesach inwestycyjnych liczy się nie tylko ilość, ale także – a może nawet przede wszystkim – jakość („Oprócz ilości liczy się też jakość aktywów”).  Tym razem krótko na temat obu aspektów – ilości i jakości – w kontekście inwestycji w tak zwane aktywa niematerialne (ang. intangible assets). Choć samo pojęcie aktywów niematerialnych pojawiło się już kilkadziesiąt lat temu, to w ostatnich latach zyskało na znaczeniu ze względu na kilka aspektu, w tym m.in.:

  • rosnące znaczenie czynnika „wiedzy” w funkcjonowaniu gospodarek,
  • usilne próby wyjaśniania zagadki niskiej produktywności wielu gospodarek (zarówno rozwiniętych jak i rozwijających się),
  • wpływu jaki – zdaniem niektórych (patrz „Kapitalizm bez kapitału”) – ma zmiana struktury inwestycji od aktywów trwałych do aktywów niematerialnych na różnorakie procesy społeczno-gospodarcze, w tym tak istotne jak narastanie nierówności dochodowych.

Zacznijmy od zdefiniowania czym są „aktywa niematerialne”. Według dość powszechnie stosowanej i na szczęście prostej definicji są to aktywa, które pozwalają na komercjalizowanie wiedzy.  Tu prostota jednak się kończy, gdyż praktyczne wskazanie tego co do aktywów niematerialnych się zalicza stanowi znacznie większe wyzwanie. W rachunkach narodowych – przy liczeniu inwestycji wchodzących w skład PKB – brane są pod uwagę następujące elementy inwestycji w aktywa niematerialne:

  • Inwestycje w oprogramowanie,
  • Prace badawczo rozwojowe (B&R),
  • Kilka mniejszych pozycji takich jak koszty nabycia praw autorskich, patentów, licencji czy wydatki na poszukiwania geologiczne.

Ponieważ podejście rachunków narodowych nie uwzględnia wielu różnorakich form aktywów niematerialnych stąd też w ramach projektów badawczych zakres tego typu aktywów jest szerszy. Najczęściej wykorzystuje się przy tym podejście zaproponowane przez C.Corrado, Ch.Hultena i D.Sichela w „Measuring capital and technology: an expanded framework”. Wspomniani autorzy wyróżniają trzy grupy aktywów niematerialnych:

  • Skomputeryzowane informacje (ang. computerized information) – kategoria ta obejmuje zakupy oprogramowania, wydatki na rozwój oprogramowania w ramach firmy i bazy różnego rodzaju danych,
  • Innowacyjną własność (ang. innovative property), obejmującą: wydatki na badania i rozwój, koszty związane z projektowaniem, wydatki na poszukiwania geologiczne, innowacje finansowe i wreszcie różnego rodzaju prawa autorskie,
  • Kompetencje ekonomiczne (ang. economic competencies), na które składają się wydatki na reklamę, badania rynku, własny lub nabyty „kapitał organizacyjny” (ang. organizational capital) zarówno wytworzony jak i zakupiony oraz wydatki na szkolenia pracowników.

Jak widać jest tego sporo. Na dodatek odnosi się do przejawów działalności firm, które nawet intuicyjnie wydają się być ważne w kontekście rynkowego sukcesu lub porażki. W dzisiejszym świecie coraz więcej modeli biznesowych (zwłaszcza tych opartych na internecie) skupia się na wykorzystaniu aktywów niematerialnych. W modelach tych aktywa materialne odgrywają małą lub wręcz znikomą rolę. W tym kontekście warto przyjrzeć się temu, jak na poziomie zagregowanym (całej gospodarki) wyglądają inwestycje w aktywa niematerialne w Polsce na tle innych krajów. Nie tylko tego co ujmowane jest w rachunkach narodowych, ale szerzej. O tym w cz.2.

Przemysł 4.0 – jak wyzwanie przekuć w sukces

Każdy w codziennym życiu korzysta z nowoczesnych technologii. Rzadko mamy natomiast okazję spojrzeć na zachodzący globalnie technologiczny postęp z tzw. „lotu ptaka”. A czasem warto, by zobaczyć np., że globalna populacja robotów przemysłowych – 2 mln – jest dziś zbliżona do populacji …Warszawy i będzie się rozwijać znacznie szybciej niż Warszawa – o kolejny milion przyrośnie w zaledwie 3 lata. Że przyłączonych do Internetu jest dziś ok. 10 miliardów urządzeń, to więcej niż populacja naszego globu. Że średnio w każdej minucie minionego roku w internecie wysyłanych było 452 tys. tweetów, 156 mln e-maili, w najpopularniejszej wyszukiwarce zadawanych było 3.5 mln zapytań, a w najbardziej popularnym serwisie dzielenia się treściami video przeglądanych było 4.1 mln filmów. Świat zmienia się na naszych oczach.

Gospodarka, Społeczeństwo i Przemysł 4.0

Przywołane powyżej statystyki można w łatwy sposób powiązać z pojęciem Gospodarki i Społeczeństwa 4.0, wykorzystujących najnowsze zdobycze technologiczne dla poprawy efektywności funkcjonowania i – miejmy nadzieję – warunków życia. Ważnym elementem całej układanki ma być Przemysł 4.0, gdzie cyfra „4” odzwierciedla kolejną – po maszynie parowej, elektryfikacji i informatyzacji – fazę rewolucji przemysłowej. Jej istotą jest wykorzystanie zdobyczy technologicznych ostatnich lat – w tym cyfryzacji, sztucznej inteligencji, inteligentnych czujników, nowych materiałów, druku 3D, autonomicznych robotów, przetwarzania w chmurze, big data itd. – i przełożenie ich na efektywniejszy niż dziś proces wytwarzania. Chodzi o to by dzięki najnowszej technologii produkować szybciej i taniej, wyrządzając przy tym mniejsze szkody środowisku i zapewniając społeczeństwom finansowe i nie tylko korzyści.

W ramach Przemysłu 4.0 wytwarzanie ma się odbywać w Fabrykach 4.0, charakteryzujących się wysokim stopniem zautomatyzowania, składających się z komunikujących się ze sobą, samouczących się i przewidujących przyszłe zdarzenia maszyn i systemów. Takie fabryki mają funkcjonować za kilka lat, ale już dziś w tych istniejących masowo wykorzystuje się wspomniane wyżej rozwiązania technologiczne, tyle tylko że jeszcze w sposób nie do końca zintegrowany.

Sfera technologii stanowi jeden z wymiarów zachodzącej rewolucji. Równie istotne jest jej oddziaływanie na inne aspekty, w szczególności na funkcjonowanie wytwórców, ich kooperantów i klientów. Nowe formy wytwarzania mają pozwolić odejść od powszechnego dziś umasowienia produkcji i relokacji do tzw. „tańszych krajów” na rzecz masowego zindywidualizowania produktów („produkcja na zamówienie”) i powrotu produkcji w pobliże rynków zbytu. Podstawowymi kryteriami lokalizacji Fabryk 4.0 staną się dostęp do tanich i niezawodnych źródeł energii, niezawodna i skalowalna infrastruktura, wysokie i właściwe kompetencje pracowników, przyjazne otoczenie regulacyjne oraz dostęp do sieci kompatybilnych technologicznie poddostawców i usługodawców.

Przemysł 4.0 to jednak nie tylko szanse i nadzieje, ale też obawy. Chociażby te związane z cyber-bezpieczeństwem i te o wpływ nowej rewolucji na dostępność pracy. W tym drugim przypadku warto odwołać się do historii. Wcześniejsze fazy rewolucji przemysłowej doprowadziły do utraty 99% pierwotnych miejsc pracy w rolnictwie, dlatego też nie ma wątpliwości, że obecna rewolucja doprowadzi do zaniku wielu obecnych zawodów. W to miejsce powstaną jednak nowe. Firma doradcza McKinsey szacuje, że już w 2020 roku globalny deficyt osób o kompetencjach/wiedzy potrzebnych dla wdrażania koncepcji Przemysłu 4.0 będzie wynosił 40 mln osób. Poza tym fabryki przyszłości wykreują popyt na nowego rodzaju dobra i usługi, a wraz z tym powstaną nowe firmy, profesje i zawody. Trzeba jednak pamiętać, że w nie we wszystkich krajach wynik netto zachodzących przekształceń będzie dodatni. Warunkiem tego by docelowo znaleźć się w gronie beneficjentów jest dostosowanie się do nowych zasad i warunków gry, przede wszystkim poprzez zapewnienie podaży niezbędnych w Gospodarce 4.0 kompetencji. Ci którym się to uda będą mieć szansę stworzenia systemu społeczno-gospodarczego, w którym wykorzystanie maszyn uwolni więcej czasu dla ludzi – bez uszczerbku dla ich dochodów – na ich pozazawodowe zajęcia: rodzinę, realizację pasji czy zaangażowanie społeczne.

Przemysł 4.0 jako wyzwanie dla polskiej gospodarki

Polska jest w tej grupie krajów, które dobrze radziły sobie w ramach dotychczasowego modelu wytwarzania. Przetwórstwo przemysłowe odgrywa w naszym kraju znaczącą rolę – o ile na poziomie całej UE generuje niespełna 16% wartości dodanej, to w Polsce 20%. Co więcej, w ostatnich latach należeliśmy do wąskiej grupy krajów, w których rola przetwórstwa przemysłowego w gospodarce rosła – pomiędzy 2006 a 2016 r. udział podskoczył o 4.5 p.p. Byliśmy beneficjentami procesu relokacji produkcji w ramach UE.

Jest jednak także druga strona polskiego przetwórstwa. Jeśli przyjrzeć się obszarom naszej globalnej specjalizacji, to okazuje się, że są nimi stosunkowo proste towary. Trudno w palecie wytwarzanych u nas produktów doszukiwać tych szczególnie zaawansowanych technologicznie. Choć takie też są w Polsce wytwarzane, to z perspektywy globalnej czy nawet unijnej na znikomą skalę. Z powyższym punktem związana jest także kwestia sposobu konkurowania; na globalnym rynku konkurujemy głównie ceną (godzinowa stawka kosztów pracy jest w polskim przemyśle na poziomie 1/3 średniej unijnej). Równocześnie niski jest ogólny poziom zaawansowania technologicznego – liczba robotów przemysłowych na 10 tys. zatrudnionych w przetwórstwie wynosi jedynie 32 przy europejskiej średniej 99 . Niski jest też poziom nakładów na badania i rozwój w biznesie – jedynie 0.6% PKB wobec średniej unijnej 1.3%. Niski wydatków na rozwiązania teleinformatyczne.

Inną cechą polskiego przetwórstwa jest wysoki poziom jego rozdrobnienia; przeciętna wielkość polskiej firmy wytwórczej to około 2/5 średniej firmy unijnej i niespełna 1/5 niemieckiej. Przekłada się to na niski poziom produktywności – co „zjada” znaczną część korzyści z niskich kosztów pracy – oraz na ograniczoną zdolność ponoszenia nakładów na rozwój.

W kontekście przedstawionej wcześniej wizji „Przemysłu 4.0” ewolucja globalnych procesów wytwarzania będzie rodzić dla Polski poważne wyzwania. Po pierwsze ryzyko utraty międzynarodowej konkurencyjności w związku z przedefiniowaniem kryteriów inwestycyjnych – od niskich kosztów w kierunku dostępności kwalifikacji, tanich/niezawodnych źródeł energii, jakości otoczenia biznesowego itd. Po drugie ryzyko „wypadnięcia” z globalnych łańcuchów tworzenia wartości przez brak kompatybilności w efekcie nieumiejętności sprostania wymogom technologicznym, organizacyjnym, kompetencyjnym itd. Dotyczy to w szczególności firm kooperujących dziś z partnerami z Niemiec – kraj ten jest wśród globalnych liderów wdrażania rozwiązań Przemysłu 4.0, równocześnie aż 27% naszego eksportu towarów trafia właśnie na rynek niemiecki, często jako półprodukt wykorzystywany w dalszym procesie przetwarzania lub montażu.

Zmaterializowanie się tych zagrożeń oznaczałoby stopniową deindustrializację naszego kraju, utratę wartościowych miejsc pracy, spadek tempa wzrostu, nierównowagę płatniczą, problemy fiskalne i w konsekwencji malejącą atrakcyjność Polski jako miejsca życia i pracy. Zagrożenia te nie mają jedynie czysto teoretycznego charakteru. Potwierdzają je analizy i badania stopnia gotowości poszczególnych krajów do „Przemysłu 4.0”. Indeks cyfryzacji gospodarki McKinsey&Co, indeks gotowości firmy Roland Berger czy też indeks gotowości Duńskiego Instytutu Przemysłowego z reguły wskazują, że pod względem tego przygotowania plasujemy się dziś w trzeciej dziesiątce unijnych krajów. Decydują o tym wspomniany już wcześniej niski stopień wykorzystania technologii, a także ograniczone inwestycje w aktywa/ludzi odpowiedzialnych za procesy cyfrowe, mała decentralizacja decyzji w firmach, a także niski poziom zaawansowania popytu.

Jak wyzwanie przekuć w sukces?

Kończący poprzednią część akapit nie wybrzmiewał zbyt optymistycznie. Wiele zależy jednak od perspektywy jaką się przyjmuje – każdą słabość można postrzegać bowiem jako szansę, jako potencjał do wykorzystania. Tak też jest z Przemysłem 4.0. Dziś jest nam do niego daleko. Równocześnie jednak Przemysł 4.0 może być lekarstwem na innego rodzaju wyzwania przed jakimi stoi polska gospodarka. Ich źródłem są trendy demograficzne; depopulacja i starzenie się społeczeństwa sprawiają, że spadać będzie liczba pracujących w gospodarce. Nierównowaga na rynku pracy prowadzić będzie też do wzrostu płac, redukując tym samym nasze przewagi w zakresie konkurencyjności kosztowej. W tym kontekście migracja procesów produkcyjnych do standardu 4.0 jawi się wręcz jako wybawienie. Umiejętnie przeprowadzana zapewniłaby wzrost produkcji przemysłowej przy malejącym zaangażowaniu pracy, zmianę struktury zatrudnienia w przetwórstwie w kierunku stanowisk wymagających wyższych kwalifikacji (tym samym o wyższych płacach) oraz zmianę struktury gospodarki w kierunku bardziej zaawansowanych sektorów. Na poziomie makroekonomicznym oznaczałoby to efektywniejsze wykorzystanie zasobów, bezpieczny wzrost płac i popytu, komfortową sytuację fiskalną, równowagę zewnętrzną oraz lepsze dopasowanie miejsc pracy do kompetencji, a tym samym większą satysfakcję z życia i pracy. Innymi słowy migracja w kierunku Przemysłu 4.0 to najkrótsza – choć nie prosta – droga do tego, by kontynuować sukces gospodarczy minionych 25 lat.

W kontekście powyższych faktów pytanie w przypadku Polski nie brzmi „Czy migrować do Przemysłu 4.0?”, ale „Jak skutecznie to zrobić?”. Stworzeni warunków dla takiej transformacji powinno być jednym z kluczowych priorytetów obecnego rządu.

 

Opublikowane (po zmianach redakcyjnych): Gazeta Prawna 24.01.2018

Artykuł stanowi syntezę szerszego raportu: „Polska gospodarka w obliczu kolejnej fazy rewolucji przemysłowej”, który jest dostępny pod adresem: https://www.pekao.com.pl/binsource?docId=62275

Niepewność A.D. 2018

W 2017 r. gospodarka światowa, w tym także europejska, zaskoczyła pozytywnie. Niekiedy napływające dane makroekonomiczne były najlepsze od 2007 r., a więc ostatniego roku poprzedzającego wybuch światowego kryzysu finansowego. Optymizm bije dziś ze strony konsumentów, biznesu i inwestorów. Pod tym względem sytuacja jest diametralnie różna od tej na przełomie 2016 i 2017, kiedy cały świat stawiał sobie pytania o to jak D.Trump, Brexit, wybory we Francji i w Niemczech zmienią otaczającą nas rzeczywistość. Mogłoby się wydawać, że w obecnych warunkach globalna niepewność powinna być jedną z ostatnich kwestii o jakie powinniśmy się martwić w 2018 r. Czy aby na pewno?

Na początek trzeba stwierdzić, że bez wątpienia globalna niepewność jest dziś mniejsza niż przed rokiem. Wybór D.Trumpa i Brexit nie okazały się (przynajmniej na razie) na tyle groźne, jak się spodziewano. Również polityczne wybory dokonane w br. w Europie nie popchnęły jej w ręce radykalnych ugrupowań i przywódców. Z kolei działania w ramach polityki monetarnej (bardzo powolne jej dostosowywanie pomimo silnej koniunktury) głównych banków centralnych przełożyły się na spokój rynków finansowych. Można odnieść wrażenie, że szczególnie w Europie związane z brakiem katastrofy poczucie ulgi przerodziło się w optymizm, a ten wsparty kilkoma fundamentalnymi czynnikami (pisałem o tym niedawno w „Optymizm Komisji”, Parkiet  18.11.2017) przełożył się na zaskakująco silny wzrost gospodarczy. Dziś pytanie dotyczy tego czy i jak długo ta sytuacja może trwać i od czego będzie ona zależeć.

Jak się wydaje jednym z obszarów, w których należy poszukiwać odpowiedzi na postawione powyżej pytanie jest kwestia „współgrania” dwóch elementów: sytuacji koniunkturalnej i płynności dostarczanej przez banki centralne poprzez ekspansję ich aktywów. 2017 r. był kolejnym, w którym skala globalnej płynności wzrosła. To, w połączeniu z solidną koniunkturą przełożyło się na sytuację na rynkach finansowych – spadek awersji do ryzyka, notowania wielu spółek czy indeksów ustanowiły swoje historyczne rekordy.  Patrząc w stronę 2018 r., w odniesieniu do koniunktury większość analityków zakłada, że globalna gospodarka znajdzie się w fazie tzw. „goldilocks”; wysokiego wzrostu i niskiej inflacji, czyli ekspansji gospodarczej bez przejawów przegrzania. Wyjątek stanowić mogą Stany Zjednoczone, które są najbardziej zaawansowane w cyklu gospodarczym i gdzie ekspansja trwa już blisko od 10 lat (jedna z najdłuższych faz ekspansji w historii tej gospodarki). Jeśli gdzieś oczekuje się negatywnych zaskoczeń to właśnie tam. Znacznie więcej znaków zapytania związanych jest z płynnością. Gdyby wierzyć obecnym zapowiedziom banków centralnych (ich planom w odniesieniu do aktywów) 2018 r. powinien być pierwszym od wielu lat okresem, w którym płynność – ta której źródłem są banki centralne – nie powinna rosnąć, a w ujęciu relatywnym (do PKB) powinna nawet spaść. Pytanie czy tak w rzeczywistości będzie i czy po ustanowieniu w 2017 r. „szczytu płynności” (ang. peak liquidity) w 2018 r. globalna płynność ulegnie ograniczeniu, a jeśli tak to jak na tę sytuację zareagują rynki finansowe jest moim zdaniem jednym z kluczowych zagadnień.

Druga istotna sprawa dotyczy tego czy uwadze inwestorów, nadzorców, analityków  itd. nie umyka jakaś istotna kwestia.  Kryzys 2008 r. miał tak silne implikacje, gdyż zabrakło świadomości tego, jak dalekie, globalne następstwa może mieć – poprzez papiery dłużne powiązane z tym rynkiem – dekoniunktura na amerykańskim rynku nieruchomości. Dziś analitycy, inwestorzy i nadzorcy są znacznie bardziej wyczuleni na kwestie „spillovers”, ale przy coraz większej złożoności globalnej gospodarki i rynków finansowych nie ma pewności, że wszystkie możliwe powiązania są zidentyfikowane i zabezpieczone. Tym bardziej, że praktykowana od lat ultra-luźna polityka monetarna spowodowała  „wyłączenie” wielu potencjalnych sygnałów ostrzegawczych, sprawiła, że wiele mechanizmów funkcjonuje dziś inaczej niż wcześniej. Dla przykładu można wspomnieć tzw. odwróconą krzywą dochodowości, która w przeszłości sygnalizowała zjawiska recesyjne, a dziś – w warunkach sztucznie zaniżanych stóp krótkookresowych – nie jest w stanie w praktyce wystąpić.

Trzecia wreszcie kwestia, to ryzyko wystąpienia tzw. „czarnych łabędzi” – zdarzeń o niskim prawdopodobieństwie, ale o silnym oddziaływaniu. Takimi łabędziami mogą być w 2018 r. m.in. zaburzenia w chińskiej gospodarce (w ostatnich 10 latach wzrost był tam silnie uzależniony od przyrostu zadłużenia, w efekcie jego poziom osiągnął niebezpieczną wielkość), konflikt militarny prowadzący np. do gwałtownego wzrostu cen ropy, silne i gwałtowne umocnienie się dolara amerykańskiego (przekładające się na problemy dolarowych dłużników jakich nie brakuje poza granicami USA), czy jakieś nieprzewidywalne  działanie D.Trumpa.

Reasumując, na tle przełomu 2016 i 2017 poziom globalnej niepewności jest dziś mniejszy, ale wciąż relatywnie wysoki. Do takiej sytuacji trzeba się przyzwyczaić; podwyższona globalnie niepewność będzie z nami tak długo jak nierozwiązane zostaną strukturalne wyzwania związane z nadmiernym zadłużeniem (może to trwać latami).  Co to w praktyce oznacza dla Polski? Niezmierne ważne jest, aby lokalne uwarunkowania nie stanowiły źródła dodatkowej, niepotrzebnej niepewności. W tym kontekście 2018 r. powinien być u nas w kraju okresem ustabilizowania otoczenia regulacyjno-podatkowego; po dwóch latach zmian potrzeba jego konsolidacji. Jest to element szczególnie istotny w kontekście inwestycji firm niezbędnych dla zapewnienia nam zrównoważonego wzrostu.

Opublikowane: Parkiet, 22.01.2018

 

Strategia gry w warunkach niepewności

Choć 2017 r. przyniósł – moim zdaniem pozorny – spadek niepewności, to wciąż słowo to dobrze oddaje charakter dzisiejszego świata. Za sprawą m.in. postępu technologicznego oraz zmian geopolitycznych trudno prognozować, jak może wyglądać przyszłość. Jak w takich warunkach mądrze planować politykę społeczno-gospodarczą? Jakim działaniom i obszarom nadać priorytet? Jak w nowych warunkach gry odnajdzie się Polska?

Jednym z podstawowych wniosków wynikających z historii procesów modernizacyjnych w Polsce jest to, że planując rozwój nie da się abstrahować od otoczenia, od tego co dzieje się globalnie. Naszą słabością była w przeszłości ograniczona umiejętność rozumienia zachodzących na świecie procesów, zbyt późne odczytywanie zmian i w związku z tym brak wyczucia czasu i niewłaściwe dobieranie priorytetów. W następstwie tego podstawowego błędu traciły na znaczeniu inne kwestie, odnoszące się chociażby do roli państwa w gospodarce.

Pytanie, jakie należy sobie postawić dotyczy tego, czy nie jest tak również i tym razem? Czy znów koncentrując się na różnego rodzaju szczegółowych rozwiązaniach nie gubimy z widnokręgu ważnych zjawisk i procesów, które mają miejsce wokół nas i które już za chwilę mogą mieć olbrzymi wpływ na zdolność kontynuacji procesu modernizacji gospodarki? Skoro natomiast potrzebujemy kontynuacji polityki modernizacji, jaki ma mieć ona charakter?

 

Ciąg dalszy: https://www.kongresobywatelski.pl/idee-dla-polski-kategoria/polityka-gospodarcza-w-warunkach-niepewnosci/

 

Kapitalizm bez kapitału

Na tle ogólnie dobrych informacji napływających z gospodarki wciąż blado wypadają te o inwestycjach. Wprawdzie dane o PKB wskazują, że w trzecim kwartale odnotowany został wzrost wydatków na środki trwałe (w ujęciu realnym o 3,3% r/r wobec 0,9% w Q2 i spadku o 0,5% w Q1), ale po pierwsze trudno to uznać za jakiś oszałamiający wynik, a po drugie dane o wynikach firm wskazują, że wzrost wygenerowany został przez projekty infrastrukturalne – w sektorze przedsiębiorstw odbicia inwestycji nie widać.

czytaj więcej

Optymizm Komisji

Rzadko kiedy – przynajmniej w ostatnich latach – można było spotkać się ze stwierdzeniem Komisji Europejskiej, że wzrost gospodarczy jest lepszy od oczekiwań. Tymczasem z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w opublikowanej w tym miesiącu najnowszej edycji prognoz. Komisja oczekuje obecnie, że na poziomie Unii wzrost w całym roku wyniesie 2.4% wobec 1.9% oczekiwanego na wiosnę. Te 2.4% byłoby najlepszym osiągnieciem od 2007 roku (wówczas unijny PKB wzrósł o 3%). Warte odnotowania jest też to, że pozytywne tempo wzrostu utrzymuje się w UE od 18 kwartałów, a ożywienie ma coraz bardziej powszechny charakter; na plusie będą w bieżącym roku wszystkie kraje, nawet Grecja.

czytaj więcej

Co po obecnym boomie?

4.7% wzrostu PKB odnotowane w Q3’2017 (po wyeliminowaniu sezonowości nawet 5%) to bardzo dobry, dawno nie widziany wynik w naszej gospodarce. To jak się wydaje szczyt obecnego cyklu koniunktury i w związku z tym chciałbym przy tej okazji powrócić do pytania jakie przewija się od jakiegoś już czasu na stronach mojego bloga: czy to ostatni taki boom? („Ostatni taki boom?”, Ostatni taki boom? – pytanie wciąż aktualne”). Dziś chciałbym spojrzeć na nie z perspektywy poszukiwania odpowiedzi na nieco inaczej postawioną kwestię: co trzeba zrobić, by nie był to ostatni taki boom?

czytaj więcej

Kto będzie finansował (duże) firmy?

Firma doradcza, w której swego czasu miałem okazję pracować wydała właśnie doroczną publikację poświęconą perspektywom sektora bankowego („The phoenix rises: remaking the banking for an ecosystem world”, McKinsey Global Banking Annual Review 2017). Dokument ma charakter globalny i w tegorocznej edycji koncentruje się na kwestiach obecnej i przyszłej konkurencji pomiędzy bankami a tzw. firmami platformami (Amazon, Alibaba czy Tencent). To bardzo ciekawy wątek, gdyż zdaniem McKinsey powszechnie uznawane za główne wyzwanie dla banków tzw. fintechy nie stanowią tak naprawdę realnego zagrożenia. Są nim natomiast wspomniane wyżej firmy platformy. Nie będę rozwijał tego wątku (zainteresowanym odsyłam do raportu), natomiast chciałbym się na chwilę zatrzymać na innej kwestii, która w mej głowie zrodziła się na bazie jednego z zestawów danych publikowanych w raporcie. Dane te dotyczą rentowności działalności bankowej w różnych segmentach biznesu. Otóż zwrot z kapitału (z ang. return on equity, RoE) jest dziś zdecydowanie najwyższy w obszarze zarządzania aktywami (15-18% w 2016 r.). Na drugim miejscu jest bankowość detaliczna (10-12%), na trzecim bankowość inwestycyjna i działalność na rynku kapitałowym (9-10%). Zdecydowanie najgorzej wypada natomiast bankowość dla firm (6-8%). Zwrot w tym ostatnim segmencie nie pokrywa kosztów kapitału (szacowanych w zależności od krajów na 8-12%).

czytaj więcej

Spokój na powierzchni oceanu

Polska gospodarka rozwija się w tempie ok. 4%. Stopa bezrobocia pozostaje rekordowo niska. Deficyt budżetu będzie w tym roku zdecydowanie mniejszy od planowanego. Patrząc jedynie na wskaźniki makroekonomiczne mogłoby się wydawać, że ze spokojem można myśleć o kolejnych latach. Czy aby na pewno?

czytaj więcej

MMŚP – motor napędowy gospodarki?

Dość powszechnie – nie tylko w naszym kraju – można spotkać się ze stwierdzeniem, że sektor mikro, małych i średnich przedsiębiorstw (MMŚP) jest motorem napędowym gospodarki. Bazując na tym założeniu w wielu krajach (także u nas) wiele uwagi poświęca się wspieraniu tego sektora. Rzadko jednak patrzy się ex post na efektywność takiej pomocy i jej szersze konsekwencje gospodarcze. Tymczasem okazuje się, że niewłaściwie zaprojektowane wsparcie MMŚP może paradoksalnie być bardzo szkodliwe dla gospodarki. Pisałem już wcześniej na ten temat w kontekście doświadczeń Ameryki Południowej (m.in. w „Struktura firm a produktywność i wzrost”). Dziś kilka faktów na temat mikro, małych i średnich firm w Polsce.

czytaj więcej

Sida 1 av 2

wykonanie: THE NEW LOOK