cz. 1 przywołałem opis głównych różnic pomiędzy anglosaskim i niemieckim (na którym wzorowały się Japonia i Korea, a częściowo także Chiny) modelem gospodarczym. W niniejszym wpisie kilka przemyśleń zakotwiczonych w teraźniejszości, ale wybiegających w przyszłość.

W moim przekonaniu – co sygnalizowałem już w cz.1 – podział na anglosaski i niemiecki model odchodzi w przeszłość. Dlaczego? Głównymi powodami są: i) zakwestionowanie niektórych założeń, ii) pojawienie się nowej globalnej siły – Chin, iii) konieczność przedefiniowania kluczowych paradygmatów, na których zarówno anglosaski jak i niemiecki model były zbudowane.

Zakwestionowanie założeń nastąpiło przy okazji globalnego kryzysu finansowego. Unaocznił on, że w określonych sytuacjach jest poważny problem z racjonalnością działań jednostek/podmiotów gospodarczych. Podobnie jeśli chodzi o skuteczność mechanizmów samo-regulowania się i samo-ograniczania po stronie firm (zwłaszcza w sektorze finansowym).

Z kolei oddziaływanie Chin przejawia się w tym, że kraj ten zaczął wykorzystywać zasady gry ustalone przez innych (w ostatnich dziesięcioleciach głównie przez USA) do wzmocnienia własnej pozycji. Bazując na popycie amerykańskiego konsumenta i poprzez absorpcję zagranicznych technologii Chiny stały się potęgą przemysłową i eksportową. Teraz stawiają na ekspansję kapitałową i innowacyjność. Używając sportowego porównania Chiny zaczęły grać w grę wymyśloną przez Anglosasów, i zaczynają ich ogrywać. To prawda, przez lata grając z reguły nie fair (na co jednak powszechnie im pozwalano), ale dziś coraz częściej na tych samych warunkach. W konsekwencji, w ostatnich latach w Ameryce narosło silne przekonanie, że kraj ten traci zdolność odnoszenia korzyści w oparciu o zasady, które sam swego czasu zdefiniował i narzucił znacznej części świata. Efektem tego jest zakwestionowanie przez D.Trumpa dotychczasowego układu, m.in. poprzez nawrót do protekcjonizmu.

Jeśli chodzi o trzeci punkt – zmianę paradygmatów – to impulsem jest tu refleksja (na szczęście coraz częstsza), że obecne modele gospodarcze nie zapewniają równowagi międzypokoleniowej – z jednej strony (poprzez nadmierny konsumpcjonizm) prowadzą do gwałtownej eksploatacji zasobów, z drugiej generują rekordowe poziomy zadłużenia, które obciążą przyszłe pokolenia. O ile dług jako taki nie jest problemem, to ryzyko dla przyszłości wynika z jego struktury – na przestrzenie ostatnich kilkudziesięciu lat znacząco wzrósł udział gospodarstw domowych i sektora finansowego. Oznacza to, że w porównaniu do przeszłości dług coraz rzadziej wykorzystywany jest do tworzenia produktywnych aktywów, a coraz częściej do konsumpcji i spekulacji. Innymi słowy dług w coraz mniejszym stopniu przekłada się na powstawanie przyszłych strumieni dochodów, które mogłyby zapewnić obsługę tegoż długu.

Jakie będą konsekwencje zmian i kierunki dostosowań? Po pierwsze, inna, bardziej regionalna będzie jak się wydaje forma globalizacji. Jeden wielki blok gospodarczy stworzą prawdopodobnie Chiny i powiązane z nimi gospodarczo satelity (głównie azjatyckie, ale nie tylko), drugi Ameryka (Północna poszerzona o część Południowej), a trzeci Unia Europejska. Pozycja tej ostatniej będzie niestety ulegać stałej marginalizacji – pozostanie to najwolniej z wszystkich trzech rozwijające się ugrupowanie (o ile 10 lat temu PKB UE wg. parytetu siły nabywczej było o 1/3 większe niż Chin, to za 10 lat będzie prawdopodobnie stanowić zaledwie połowę).
Po drugie świat – szczególnie w najbliższych kilku latach – charakteryzować będzie większa niepewność – poprzez swoją dominującą pozycję USA miały zdolność stabilizowania poprzedniego układu. Nowo-powstający układ – przynajmniej w fazie wykształcania się – będzie miał ze swej natury charakter bardziej konfrontacyjny. Poza tym, w okresie przejściowym – tj. do czasu wypracowania nowego paradygmatu monetarnego – dochodzić będą napięcia związane z nadmiernym ufinansowieniem.

Wpływ nowego paradygmatu będzie miał szeroki, strukturalny charakter. Będzie obejmował cały system społeczno-polityczno-gospodarczy. Jest to niezbędne, gdyż obecny „model społeczno-biznesowy” naszej planety jest niewydolny. Kapitalizm i demokracja prawdopodobnie (przynajmniej na razie) się ostaną, ale wymagają korekt. Demokracja, w zakresie rozwiązań zwiększających deliberatywność, prowadzącą do konsensusu (a więc osiągania trwałych rozwiązań biorących pod uwagę szerokie spektrum argumentów) kosztem obecnego dziś powszechnie narzucania określonych rozwiązań przez przejściową większość.

W odniesieniu do kapitalizmu ostatnie dziesięciolecia pokazały, że ze swej natury ma on charakter żywiołu. Jak każdy żywioł może czynić wiele dobrego (i czyni), ale jeśli nie do końca okiełzany może – w połączeniu z ułomną ludzką naturą (chciwość) – prowadzić do niepożądanych rezultatów. Doświadczenia ostatnich lat wyraźnie wskazują, gdzie potrzebne są nowe rozwiązania. Przedefiniowane muszą zostać relacje państwo-biznes – państwo musi znów stać się bezstronnym arbitrem, a nie poplecznikiem korporacji (co widoczne jest w przyzwoleniu na unikanie opodatkowania, tworzeniu rożnego rodzaju preferencji itd.). Na nowo zdefiniowana musi zostać rola firm w gospodarce – zamiast na maksymalizacji zysku muszą się one w coraz większej mierze koncentrować na „szerokim oddziaływaniu społecznym” (zręby tego modelu coraz wyraźniej już widać; B Corp, Conscious Capitalism). Trzeba też na nowo zdefiniować „wartość” – dziś olbrzymie strumienie zysków płyną do tych, którzy tak naprawdę – na poziomie zagregowanym – nie tworzą ani społecznej ani ekonomicznej wartości (zainteresowanych tą kwestią odsyłam do „The value of everything”, M.Mazzucato). Potrzebny jest też nowy system monetarny (kreacji pieniądza).

W najbliższych latach będzie się bardzo dużo działo. Będzie ciekawie. 🙂