07-08-2022
11 minut

Gospodarka pod rządami polityki

Na początku lat 90-tych minionego wieku, gdy niektórzy obwieścili „koniec historii”, ukształtował się konsensus polityki ekonomicznej, któremu towarzyszyło ograniczenie bezpośredniej ingerencji państwa w gospodarkę. Ostatnie lata przyniosły jednak powrót do gry czynnika politycznego, zarówno w wymiarze narodowym, jak i międzynarodowym. Będzie to oznaczać istotne zmiany, trudno przy tym oczekiwać, że na lepsze.

Rozwojowy konsensus

Konsensus jaki ukształtował się w odniesieniu do polityki pro-rozwojowej po upadku ZSRR bazował na kilku elementach. Po pierwsze zakładał, że u źródłem rozwoju leży przedsiębiorczość obywateli, ich inicjatywa. Zakładano, że wsparcie socjalne powinno obejmować tych, którzy – z różnych powodów – sobie nie radzą.

Drugi element konsensusu zakładał, że wzrost powinien być „ciągniony” przez sektor prywatny, że to on dokonuje najbardziej efektywnej alokacji kapitału. W związku z tym starano się tworzyć korzystne warunki dla rozwoju tego sektora, w szczególności jego inwestycji.

Trzecim elementem była globalizacja – specjalizacja poszczególnych krajów w oparciu o przewagi komparatywne oraz lokowanie inwestycji zagranicznych na bazie kryteriów ekonomicznych, optymalizacji kosztowej. Był to proces szczególnie korzystny dla krajów o niższym poziomie rozwoju, spełniających równocześnie podstawowe wymagania w zakresie rozwiązań instytucjonalnych, w szczególności tych odnoszących się do ochrony praw własności i egzekwowania prawa.

Ostatnim elementem była stabilizacja makroekonomiczna, która miała stwarzać korzystne uwarunkowania dla przebiegu trzech wcześniejszych procesów. Narzędziami, które miały ją zapewniać był m.in. bezpośrednie cele inflacyjne banków centralnych, niezależność tych ostatnich, a także różnego rodzaju reguły fiskalne.

Ten powyższy zestaw okazał się niedoskonały – o czym poniżej – ale nie był przypadkowy; bazował na wcześniejszych doświadczeniach funkcjonowania społeczeństw w różnych ustrojach społecznych i gospodarczych. To podejście wielu krajom – w tym naszego regionu – zapewniło trzy dekady rozwoju. Towarzyszyła temu globalnie niska inflacja oraz ograniczona zmienność różnego rodzaju wskaźników ekonomicznych.

Konsensus w odwrocie

Pierwsze poważne rysy pojawiły się na powyższym konsensusie wraz z wybuchem globalnego kryzysu finansowego. Później przyszły kolejne uderzenia: kryzys strefy euro, pandemia, wojna. W szczególności przez różne populistyczne siły zostały one wykorzystane do stopniowego kontestowania poszczególnych elementów konsensusu. W efekcie w wielu krajach świata państwo stara się dziś przedstawiać jako „niezawodny opiekun” wszystkiego i wszystkich, równocześnie coraz mniej uwagi kładzie przy tym na to by dawać wędkę, coraz hojniej natomiast rozdaje ryby.

Niezależność kluczowych instytucji od polityki stała się w wielu krajach iluzoryczna. Mamy też do czynienia z coraz większym panoszeniem się państwowej własności w sektorze firm, szczególnie tam gdzie występują naturalne monopole lub rynki mają charakter oligopolistyczny. Kontrolowane przez państwo firmy mają – zgodnie z deklaracjami – zapewniać realizację „szerszych, społecznych celów” oraz „dbać o narodowy interes”.

Globalizacja otrzymała w ostatnich latach dwa silne ciosy związane z pandemią i wojną. Dziś powszechnie mówi się o regionalizacji. Pojawiły się też zupełnie nowe pojęcia: geo-economics i friend-shoring. Pierwsze jest wyrazem podporządkowania działań w międzynarodowej sferze gospodarczej celom geopolitycznym i geostrategicznym. Drugie, odnosi się specyficznie do procesów związanych z lokalizacją produkcji – nie wystarczy by było efektywnie i tanio, musi być także w kraju, który można uznać za przyjaźnie nastawiony.

Wreszcie, widzimy dziś także erozję dogmatu stabilizacji makroekonomicznej. W warunkach pandemii inflacja uznana została za mniejsze zło, co doprowadziło do jej zlekceważenia. Towarzyszyło temu rosnące przyzwolenie na eksperymentowanie z różnymi formami luzowania ilościowego. W odniesieniu do polityki fiskalnej coraz częściej rozmywane i obchodzone są reguły fiskalne.

Gdzie leży problem?

Tej coraz szerszej ingerencji państwa nie towarzyszy niestety głębsza refleksja nad przyczynami problemów w ostatnich latach. A szkoda. Wydaje się bowiem, że u źródła najważniejszych z nich stały niewłaściwe działania…..państwa.

Jednym z elementów, który zawiódł był mechanizm alokacji kapitału: doszło do wypierania inwestycji w realne aktywa na rzecz inwestycji o charakterze finansowym, często czysto spekulacyjnym. Głównym powodem takiej sytuacji było regulacyjne przyzwolenie na nadmierne ufinansowienie gospodarek. Na poziomie makro przejawia się to w rosnącej skali zadłużenia – zaciągany dług ma coraz mniejsze przełożenie na wzrost, w efekcie relacja długu do PKB nieustannie rośnie. To z kolei skłania do stosowania coraz to bardziej radykalnych rozwiązań monetarnych, które mają podtrzymać wzrost, w efekcie czego powstaje swego rodzaju błędne koło.

Drugim istotnym problemem było powstanie globalnych korporacji, które dysponują dziś nadmierną siłą. Ich wykreowanie to pochodna zmiany podejścia w polityce antymonopolowej. Wraz z globalizacją państwa zaczęły dopuszczać konsolidację siły w rękach korporacji, uzasadniając to oficjalnie zmianą punktu odniesienia dla liczenia udziałów rynkowych; z rynku narodowego na globalny. W praktyce chodziło jednak o coś więcej, o wspieranie „swoich” w procesie ekonomicznego podziału świata. W efekcie wielkie korporacje wyrosły ponad jurysdykcje państw, przy równoczesnym braku właściwych uregulowań międzynarodowych. Powstała luka, którą korporacje skwapliwie wykorzystały np. do optymalizacji podatkowych czy wywierania presji na różnego rodzaju koncesje od rządów. Inną istotną konsekwencją była narastająca współzależność rządów i „dużego biznesu”, prowadząca do wielu niekorzystnych zjawisk strukturalnych – np. wypierania małych i średnich firm, braku równowagi siły przetargowej pomiędzy kapitałem i pracą – a w konsekwencji do narastania nierówności dochodowych.

Trzecim problemem okazały się zaniedbania państwa w sferze tak zwanych efektów zewnętrznych. Klasycznym przykładem w tym względzie jest np. brak wymuszenia na firmach, by te w swych biznesowych rachunkach uwzględniały nie tylko koszty bezpośrednie, ale także te ekologiczne czy społeczne (np. dla zdrowia) związane z ich funkcjonowaniem. Choć pewne zmiany zostały w ostatnich latach wprowadzone, to są one nadal dalece niewystarczające.

Co oznacza powrót polityki?

Powrót polityki w wymiarze międzynarodowym jest niejako wymuszony przez agresywne działania niektórych państw, mniej lub bardziej otwarcie zmierzających do zanegowania ładu, jaki ukształtowany został pod koniec ubiegłego wieku. Z punktu widzenia pojedynczego kraju niewiele z tym można zrobić, najważniejsze by efektywnie wzmocnić swoją obronność i posiadać wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa w ramach silnego aliansu militarnego.

Inaczej jednak sytuacja wygląda w przypadku powrotu polityki na poziomie narodowym, gdzie jest to kwestia społecznych wyborów. Choć dziś narastająca obecność państwa i jego chęć „dbania o wszystkich” może się niektórym wydawać właściwą odpowiedzią na sytuację w jakiej jesteśmy, to doświadczenia z przeszłości jednoznacznie wskazują, że z punktu widzenia średniej i długiej perspektywy okażą się to złe wybory. Przede wszystkim dlatego, że to dbanie sprowadza się w praktyce do „troski o swoich”, a więc jedynie określone grupy interesu, a nie o dobrobyt i rozwój jako taki.

Negowanie stabilizacji makroekonomicznej jako warunku rozwoju prowadzi wcześniej czy później do olbrzymich kosztów związanych z koniecznością przywracania czy to równowagi fiskalnej, zewnętrznej (deficyt obrotów bieżących), czy też wreszcie równowagi wewnętrznej (inflacja). W praktyce, z reguły dwóch, a nawet trzech jednocześnie. Cenę za to płaci zdecydowana większość społeczeństwa, a najwyższą najuboższe jego grupy.

Wnioski co do angażowania się państwa w gospodarkę – np. w formie spółek państwowych – są także negatywne. Odnosi się to w szczególności do sytuacji bezpośrednich i ścisłych powiązań z polityką. Mają one negatywny wpływ na jakość zarządzania, skłonność do inwestycji, potęgują nepotyzm. Rosnąca obecność państwa zaburza także procesy inwestycyjne prywatnych firm – zamiast poszukiwać najlepszych alternatyw muszą one zajmować się zarządzaniem elementem politycznym. Przejawia się to w różnych formach, np.  klientelizmu czy też mniej lub bardziej formalnej korupcji. Zysk częściej staje się pochodną nie tyle przewagi konkurencyjnej, co relacji z politykami i wynikających z tego koncesji czy rent.

Zbierając powyższe w całość, można oczekiwać, że na poziomie makro szeroki powrót polityki do gospodarki oznaczać będzie ograniczoną skalę inwestycji (w tym prywatnych), długofalowo niższe tempo wzrostu gospodarczego, utrzymywanie się presji inflacyjnej, a także znacznie większą zmienność różnego rodzaju parametrów ekonomicznych.

Jaka alternatywa?

Choć dziś wahadło mocno wychyla się w kierunku większej obecności państwa w gospodarce, to istnieje alternatywa dla tego typu działań. Jej konstrukcja powinna brać pod uwagę kilka elementów: i) wnioski wynikające z ostatnich lat, w szczególności te odnoszące się do alokacji kapitału, efektów zewnętrznych i funkcjonowania wielkich korporacji, ii) obecne uwarunkowania geopolityczne i procesy regionalizacji oraz iii) zachodzące zmiany strukturalne, w tym w szczególności upowszechnianie się nowego modelu działalności: zielonej, opartej na wiedzy gospodarki.

Co miałoby to oznaczać w praktyce w przypadku kraju takiego jak Polska? Przebudowę pierwotnego konsensusu poprzez wzmocnienie wymiaru odnoszącego się do społecznej gospodarki rynkowej. Choć model społecznej gospodarki rynkowej jest formalnie zapisany w konstytucjach wielu krajów – w tym Polski – to w praktyce rzadko kiedy jest realizowany, a jeśli już to z reguły w mocno okrojonej, wypaczonej formie, skupiającej się jedynie na elementach polityki socjalnej. Tymczasem oryginalnie model ten został skonstruowany w oparciu o ideę współodpowiedzialności wszystkich głównych grup podmiotów – obywateli, biznesu i państwa – za siebie nawzajem. Obywatele biorą odpowiedzialność za państwo, np. wówczas jeśli w różny sposób wywierają presję na modernizację jego instytucji oraz są strażnikami zasad demokracji. Podobnie zresztą jak biznes, któremu także powinno zależeć na tym, by sfera publiczna działała sprawnie i strategicznie, a nie nieudolnie i reaktywnie. Z kolei odpowiedzialność biznesu za sytuację obywateli może się np. wyrażać w inwestycjach w kapitał ludzki, tak by pracownicy posiadali konkurencyjne na globalnym rynku pracy kompetencje. Poczucie współodpowiedzialności za państwo powinno wyrażać się także uczciwym ponoszeniem ciężarów fiskalnych. Z kolei państwo powinno stwarzać jak najlepsze warunki rozwoju osobistego dla obywateli i prowadzenia działalności biznesowej dla firm. Oczywiście elementem wspólnej odpowiedzialności są także rozwiązania związane z opieką społeczną czy pomocą socjalną.

Powrót do korzeni społecznej gospodarki rynkowej powinien przybrać formę nowej umowy społecznej, która zapewniałaby wsparcie przedsiębiorczości i ludzkiej inicjatywy przy równoczesnym zapewnieniu równych warunków gry dla wszystkich. W praktyce wymaga to m.in.: i) zmian w systemie edukacji (zmiany programów, przestawienia na ustawiczne uczenie), ii) wzmocnienia mechanizmów pierwotnej dystrybucji dochodów (w tym zapewnienie nowych źródeł dochodów w modelu prosumenckim), iii) uporządkowania modelu ubezpieczeń społecznych, iv) wzmocnienia działań antymonopolowych, v) wspierania globalnych wysiłków mających na celu uregulowanie działalności międzynarodowych korporacji, vi) dostosowania otoczenia regulacyjnego do wymogów gospodarki opartej na wiedzy, vii) poprawy jakości tworzonego prawa oraz przywrócenia niezależności instytucji.

To oczywiście jedynie kierunkowy zarys tego co potrzebujemy; kluczowe by zrozumieć, że państwo nie jest w stanie być gwarantem naszego dobrobytu. Dobrobyt może zapewnić jedynie wspólna odpowiedzialność za procesy rozwojowe przez wszystkie grupy oraz ich wspólne zaangażowanie. Kraje, które będą postępować zgodnie z tą zasadą znajdą się wśród wygranych bieżącej dekady. Równocześnie te, które wybiorą etatyzm, znacznie zwiększają ryzyko wejścia na ścieżkę autorytarną – w warunkach pogarszającej się sytuacji ekonomicznej i w warunkach dylematu „przykrótkiej kołdry” chęć utrzymania władzy za wszelką cenę może prowadzić do stopniowego ograniczania swobód obywatelskich.

 

Opublikowane (w nieco skróconej wersji): Rzeczpospolita, 18.07.2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.